Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-10-2007, 20:25   #6
Cedryk
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 10093 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Diego de La Vega siedział zadumany cały czas przez myśli przebiegały mu sceny ostatniej potyczki. Widział jak padał kapitan i jego zastępca czy martwi trudno powiedzieć, ale zaskoczenie było pełne. Zasadzka zamknęła się szybko najpierw oddział bratał się z najemnikami nadużywając alkoholi zdobytych w mieście, gdy nagle z ciemności wyskoczyli inni wojownicy barona udało mu się przedrzeć przez tłum do koni raniąc po drodze lub zabijając jedenastu zdrajców. Obsługa w karczmie była szybka jak na takie pogranicze. Dziewka po chwili przyniosła chleb i dzbanek piwa i nalał do kubka potem szybko odeszła. Zanim ponownie pojawiła się piersiasta służąca z zamówionym gulaszem Diego zdążył sobie przemyśleć wiele kwestii zemsta zebranie towarzyszy. Przypomniał sobie, bowiem że w wypadku rozbicia powinni spotkać się w najbliższym mieście to znaczy w ST. Andresburg’u leżącym o dwa dni drogi od spalonego miasteczka. Problemu ze stwierdzeniem, które miasto nie było żadnych najbliższe miasto w Eisen leży, bowiem o siedem dni od pola klęski najemników. Jak mawiał wielokrotnie kapitan.
„Pamiętaj młody szczęście jest zmienne, gdy nas opuści ci, co przerzyna towarzyszy znajdą w najbliższym mieście w karczmie najbliższej wschodniej bramy miasta, jeśli takowej nie ma to północnej bramy wieczorami przez miesiąc po bitwie, wszakże i rany leczyć trzeba.”

Władimir ujął w dłonie kufel grzanego miodu rozkoszując się jego ciepłem.
„Starzeje się Jurij oj starzeje, a może rzeczywiście wysłał mnie na odpoczynek jak na razie tyle mu z wysłania mnie tu przyjdzie, iż dowiedziałem się, który z leśniczych oszukuje swojego pana. Nic to póki puchar pełny trwa zabawa.”
Dwa tygodnie spędzone na węszeniu w tych niegościnnych górach niczego ciekawego nie przyniosły a tym bardziej intratnego.

Phillipe de la Baume le Blanc w życiu jeszcze nie pił takiej siekiery, jaką uraczył go gospodarz. Po przełknięciu kieliszka wódki czół się jakby wlał sobie w gardło rozpalony ołów szybko przepłukał je winem gasząc ogień narastający w nim. Wiedział, iż dziewczyna nazywa się Irina Sawojska pochodzi z biednej szlachty, więc rekompensata nie powinna być znaczna. Chociaż w liście jej ojciec wspominał coś o tysiącu sztuk złota no, ale w tedy nic by na tej wyprawie nie zarobił a nawet może musiałby sam ponieść jakieś koszta wszakże otrzymał tylko tysiąc dwieście od markiza, a wiedział, iż więcej nie uda się od niego wyciągnąć. A i koszta wyprawy przez Eisen były znacznie wyższe niż myślał wszakże nie będzie podróżował jak byle mieszczanin no, co to to nie. No, ale podróż zbliżała się do końca. „Już tylko dzień drogi dzieli mnie od zwycięstwa albo porażki” pomyślał.

Aileen Ariahnhrod McManos ciekawie rozglądała się po karczmie. Poszukiwania morderców brata były długie nużące i kosztowne. W końcu dzięki wielu łapówkom i szemranym kontaktom udało się poznać trzy nazwiska prawdopodobnie ludzi zamieszanych w tą zbrodnię: Oleg Wiesornowicz Grodzki przebywał jak się dowiedziała w ST. Andresburg’u.
Dreg Weren i Armad de Welon Theus sam wie gdzie. Aileen uśmiechnęła się złośliwie.
„Już niedługo bracie niedługo zarzucę swe sieci”.


W ciszę zajazdu wdarł się tętent koni i odgłosy strzałów. Po chwili drzwi do zajazdu otwarły się z hukiem do zajazdu wszedł brodaty wojak w kolczudze trzymający się za okrwawiony bok. Wystraszona służka rozdarła się histerycznie. Nieznajomy szybko gorączkowo rozejrzał się po sali nagle dojrzał Diega szybko podszedł doń rzucił na stuł wypchany mieszek i list.

„Dostarcz to hrabiemu Andriejowi Sawskiemu on wynagrodzi cię”.
Brodacz szybko ruszył kierunku tylnych drzwi, gdy do gospody wpadli zbrojni. Pierwszy wdzierający padł od kuli z krócicy. Wtedy też rozległy się cztery strzały, po których brodacz został odrzucony na środek izby. Wtedy do karczmy wpadło sześciu zbójów wymachując szablami i starło się z wywijającym mieczem brodaczem.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline