| Upadły stał na niewielkim wzniesieniu otulony swoimi czarnymi skrzydłami. Jego błękitne oczy uważnie wpatrywały się w jednego z drowów, a usta poruszały się delikatnie, gdy mag wypowiadał kolejne wypełnione mocą słowa. Dłonie, ukryte pod osłoną skrzydeł, mocniej zacisnęły się na komponentach. Jeszcze tylko dwa słowa, a drow zamieni się w śmierdzące, zwęglone szczątki. Jeszcze tylko chwila, a ognista kula przypali tych przeklętych mrocznych...
Gdzieś pomiędzy centaurami mignęła sylwetka jednego z towarzyszy Astarotha. To Aneval rzucił się na dwójkę drowów. Zaskoczony mag, który już czuł jak płomień ogarnia jego dłoń, rozpostarł skrzydła i wycelował rękę w niebo. Ognista kula pomknęła ponad pole walki i tam malowniczo eksplodowała. Małe języczki ognia powoli opadały na ziemie, odbijając się w oczach Upadłego i zgasły nikomu nie czyniąc krzywdy.
Odgłosy walki zagłuszyły cały ciąg najwymyślniejszych przekleństw jakie tylko Astarothowi nasunęły się na myśl. W tym momencie Upadły żałował, że nie cisnął zaklęcia we wcześniej upatrzony cel. Może to byłoby dobrą nauką dla towarzyszy maga, żeby wpierw pozwalać wyręczać się innym, w tym przypadku centaurom, a dopiero później osobiście rzucać się w wir walki. Tak, może w końcu zrozumieliby, że nie warto ryzykować własnego życia, gdy nie jest to konieczne.
Zirytowany Astaroth ponownie okrył się swoimi czarnymi skrzydłami i z uwagą obserwował rozwój wydarzeń czekając na odpowiedni moment by rzucić czar. Na nieszczęście maga, jego towarzysze już całkiem oddali się walce, siekaniu, przebijaniu i wszystkim innym, niezbyt przyjemnym czynnością związanym z mordowaniem przeciwnika.
Dopiero nagły rozbłysk światła przykuł uwagę Upadłego. To Coeln rozpoczął walkę z balorem, jednak jego pierwszy cios tylko rozwścieczył demona. Upadły wzdrygnął się, gdy ognisty bicz uderzył w jego towarzysza. Cios był potężny... dość potężny by przełamać magiczną osłonę maga. Okazało się jednak, że jeszcze teraz Coelnowi sprzyjało szczęście, choć pewnie moc artefaktu też miała tu swój udział. Astaroth był pewien, że na potwornym pysku balora przez chwilę odmalował się wyraz zdziwienia, gdy cios demona nie zabił przeciwnika. Niestety zdziwienie nie trwało zbyt długo i potwór wzniósł miecz do ostatecznego ciosu.
- Extuli caligam!
Szczęk ścierającego się oręża i krzyki walczących całkowicie zagłuszyły zaklęcie maga, jednak nie miało to teraz większego znaczenia. Upadły stał z jedną dłonią wyciągniętą w kierunku pola walki. Spomiędzy palców maga wysypywały się kolejne ziarenka piasku i ulatywały gdzieś porywane przez wiatr. Nagły podmuch wezwany przez Upadłego poderwał pył i piasek z pod nóg demona. Małe, lecz liczne drobinki, wzbiły się w powietrze wirując targane gwałtownymi podmuchami. Nieprzenikniona chmura kurzu ogarnęła fragment pola walki, na którym starcie toczyli Coeln i balor. Pysk demona, wystający ponad opary, obracał się w jedną i w drugą stronę, starając się odnaleźć przeciwnika, który zniknął mu z oczu. Astaroth miał tylko nadzieje, że Coeln zdoła wykorzystać tą tymczasową zasłonę i zaskoczyć balora. Upadły, którego zaklęcia ofensywne należały do grupy mogącej zaszkodzić również jego sojusznikom, nie mógł już bardziej przyczynić się do zwycięstwa w walce z demonem, ale miał jeszcze możliwość uprzykrzyć się drowom. Pięciu Astarothów ruszyło w kierunku jednego z wrogich magów. Dopiero teraz Upadły dostrzegł, że przeciwnicy przestali recytować zaklęcie, a jeden z nich zataczał się, trzymając za szpiczaste uszy. Były niebianin wyciągnął zza pasa cienką, srebrną różdżkę z którą nigdy się nie rozstawał. Nie mógł przegapić takiej okazji... po prostu nie mógł. Otulony swoimi czarnymi skrzydłami, Upadły spokojnym krokiem zmierzał w kierunku przeciwnika wciąż mocno stojącego na ziemi, a przez myśl maga już przelatywały słowa zaklęcia, które miał zamiar wykorzystać.
Ostatnio edytowane przez Markus : 11-03-2007 o 10:56.
|