| Anzelm
Świt zastał kapłana stojącego przy oknie. Promienie porannego słońca oświetliły jego zbolałą, pełną niepewności twarz. Stał nieprzytomnie nie zważając na bijące z dworu zimne powietrze. Jego oczy wpatrywały się gdzieś daleko w horyzont, w dłoniach trzymał księgę Zivilyn. Usta poruszały się w rytm wypowiadanych w myślach słów. Przypominałoby to wszystko pogrążonego w modlitwie zwykłego kapłana, lecz Anzelm nigdy nie był zwykły. Jego modlitwy zawsze musiały być poparte czynami.
Upuszczona z rąk księga przerwała ciszę. Powyrywane kartki poszybowały w powietrzu. Na samo wspomnienie ostatniej nocy kapłanowi zrobiło się słabo. Przestąpił kilka kroków i opadł na łóżko. Rozglądał się nieprzytomnie. Mimo odczuwanego zimna nie potrafił powiedzieć czy rzeczywiście obudził się, czy też dalej śni. W myślach usiłował zapomnieć o nocnych koszmarach, lecz te ani trochę nie ustępowały, więcej wydawały się tym bardziej wyraziste i...realne. Nie mogąc wytrzymać niepewności padł na kolana i chwycił swoją torbę, szukając w niej przedmiotu który w tej chwili zdawał się należeć do obu światów.
Ostatnio edytowane przez Glyph : 10-07-2007 o 10:24.
|