Phaere, po Twoim pierwszym pytaniu
Latien spojrzał na Ciebie rozbawiony.
Plotki? Hm... Nie specjalizuję się w plotkach ale nie krąży ich chyba więcej niż o wszystkich innych gatunkach. Chociaż tutejsze rasy nie żyją w tak zamkniętych enklawach jak w wielu innych światach, więc plotek jest może trochę mniej... - zamyślił się na chwilę, najwyraźniej zaciekawiony tą kwestią -
W każdym razie o zaginięciach nic nie słyszałem; a przynajmniej nic ciekawego - ot, jakieś ataki zwierząt i tym podobna codzienność. Ale i wróciłem do Lavondyss niecały tydzień temu, więc nie zdarzyłem nawet zawitać do domu. Zresztą wcale mi tam nie spieszno. Jestem wolnym duchem, jeśli można to tak ująć; jak i wszyscy lilendzi. Podróżuje przez plany w poszukiwaniu nowych nut i słów... Nie wiem co więcej mogę Ci o sobie powiedzieć - muzyka to moje życie a doskonalenie się w jej tworzeniu to cel mojego istnienia. Muzyką można osiągnąc wszytsko... - wydawało się, że mężczyzna zacznie dluższy monolog, lecz Twoje kolejne pytania sprawiły, że wyprostował się i spojrzał na Ciebie czujnym wzrokiem.
Każdy kraj czy rasa ma wrogów - to naturalna kolej rzeczy. Ale nieumarli?! Jesteś pewna, że obrażenia nie były spowodowane przez inne stworzenia? - gdy potwierdziłaś streszczając krótko scenę w świątyni, zmarszczył brwi i kontynuował -
Nekromancja to najwyższa forma bluźnierstwa przeciwko Zivilyn. Pierwszą i ostatnią osobą parającą się magią śmierci był dawny than krasnoludów, niech będzie po stokroć przeklęty. Ale to było wieki temu, a od tych czasów nie natknąłem się nigdy na oznaki tego rodzaju aktywności na Kedros... - potrząsnął głową -
Przyniosłaś bardzo niepokojące wieści, pani. Muszę je przemyśleć i zastanowić się co czynić. Zresztą godzina już późna, a księżyc od dawna podróżuje po niebie. Proponuję byś udała się na spoczynek, a naszą konwersację dokończymy przy śniadaniu. - uśmiechnął się wymuszenie, odprowadzając Cię do wyjścia, po czym zamknął za Tobą drzwi, błądząc już myślami gdzie indziej.
Phaere, udałaś się do swego pokoju, rozkoszując ciszą, samotnością i ciepłym łożem jakie dawała Ci własna kwatera. Dopiero dotykając głową poduszki uświadomiłaś sobie jaka jesteś wycieńczona. Zasnęłaś szybko, bezowocnie próbując uporządkować uzyskane dziś informacje. Obiecałaś jednak sobie, że rano z pewnością wyciągniesz od Latiena wszystko, co wie - zwłaszcza, że (jak się okazało) sama masz na sprzedaż nie mniej cenne wieści.
Obudziłaś się późno - słońce stało już wysoko a z parteru słychać było kroki, szczęk naczyń i szmer rozmów.
Tiloup leżał na parapecie, grzejąc się w promieniach porannego słońca i czyszcząc sobie łapki.
***
Maureen, obudziłaś się rześka i wypoczęta. Nie wiesz, czy to miękkie łóżko, czy też sny o szalonych galopadach przez łąki i ukradkowych wędrówkach przez pradawne knieje sprawiły, że Twoje ciało rozpiera energia a duszę wypełnia radosne oczekiwanie. To właśnie dziś - wreszcie, nareszcie wkroczycie na tereny tei'ner; kolejny krok w drodze do domu...
Anzelm, gorączkowo przeszukujesz torbę, robiąc przy tym większy bałagan niż trzeba - nóż ceremonialny spoczywa spokojnie w torbie, zawinięty w skórę wraz z resztą Twojej broni. Rozpaczliwie chwytasz jego zimne ostrze, przyciskając je do piersi. Nie wiesz, czy na pewno jest realny - we śnie wydawał się przecież równie rzeczywisty. Jednak jego chłodna powierzchnia i zapach krwi, który na stałe przylgnął do klingi i drewnianej rękojeści dają Ci nadzieję, że tym razem nie zbudzi Cię Twój własny krzyk.