Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-07-2007, 10:13   #347
Krakov
 
Krakov's Avatar
 
Reputacja: 4 Krakov wkrótce będzie znanyKrakov wkrótce będzie znany
$: 56 289
Oddech Nathiela był przyspieszony i nierówny. Zupełnie jakby walka, którą odbył nie była senną marą a zwyczajną, najprawdziwszą w świecie bitwą. Nabierał w płuca głębokie hausty powietrza, a mimo to wydawało mu się, że się dusi. Nie wypuszczając mieczy ściągnął z siebie górną część odzienia, nieomal ją rozrywając. Być może wydawało mu się, że skórzany kaftan jest źródłem jego duszności. Chyba jednak na niewiele się to zdało. Jego oddech nadal był bardzo niespokojny. Po odsłoniętym, muskularnym torsie spływały strużki potu.

Rozejrzał się wokół. Nie było już ciemno, a mimo to omiatał wzrokiem każdy kąt pokoju szukając przyczajonych wrogów. Niczego jednak nie dostrzegł. Tylko cztery ściany i stłumione odgłosy gospody budzącej się do życia. Jakieś skrzypnięcie... Nathiel obrócił się gwałtownie w kierunku okna jednak i tam nie dostrzegł nic niezwykłego poza promieniami porannego słońca. W tym samym momencie poczuł na piersi jakiś chłód. Jego wisiorek kiwał się w przód i w tył dając o sobie znać za każdym razem gdy dotykał ciała. Mroczny elf odłożył jeden z sejmitarów na łóżko i chwycił swój amulet podnosząc go na wysokość oczu. Przez chwilę patrzył na znak swego boga, Erythnula, jakby widział go pierwszy raz w życiu. Po kilku minutach jego oddech zaczął się uspokajać i wkrótce stał się tak równy i rytmiczny, że bardowie mogliby stroić swe liry korzystając z jego dźwięku.

Nathiel wstał i zrobił kilka kroków wokół swej komnaty starając się uspokoić swe myśli tak, jak udało mu się to zrobić z oddechem. Gdzieś na granicy świadomości ciągle słyszał ten szaleńczy śmiech. Nie czuł strachu. Tylko wielką irytację i niemoc. "Czymkolwiek była ta istota, nie śmiała by się tak, gdybyśmy spotkali się na jawie..." - myślał. Nie miał pojęcia czy owe spotkanie kiedykolwiek nastąpi, ale w jego duszy rodziła się już chęć zemsty na tej nocnej zmorze.

Gdy jednak powrócił zupełnie do rzeczywistości, natychmiast skojarzył swój koszmar z wieczornymi przeczuciami. Było już tego za wiele, by nazwać to przypadkiem. Teraz nie były to już tylko domniemania. Był niemal pewny, że coś się wydarzy. Coś bardzo niedobrego. Nie miał zamiaru o tym rozpowiadać, jednak postanowił wzmocnić swoją czujność. Cokolwiek to jest, niech tylko pokaże swój łeb... On będzie czekał. Będzie gotów...
 
__________________
Nie zapytał jej o to, jednak (...) za każdym razem, gdy w jej ciemnobrązowych oczach zbierała się wilgoć, niepokoiło go to więcej niż trochę.

Wojownicy Nocy - Prolog, Lacrimae Dei
Krakov jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem