Wieczór, noc i poranek na obok pola bitwy.
Reinfrid wysłuchawszy Piotra Pustelnika ( bowiem uratowanym oberwanym mnichem był właśnie ów najbardziej znany wśród plebsu orędownik odbicia Świętego Miasta z rąk niewiernych ) i dowódcę krucjaty zwanej ludowej, która wyruszyła kilka miesięcy temu jako pierwsza i tu znalazła swój grób zasępił się mocno. Kazał mnicha umieścić w osobnym namiocie, po czym zwołać swych najbardziej zaufanych dowódców. Długo światło paliło sie w jego namiocie, rano zaś liczni gońcy rozbiegli sie po obozie.
Uczestnicy krucjaty ludowej
Torwaldo wyszedł oszołomiony z namiotu
Reinfrida. Ło Jezusie i święta Celicyjo...Cecycijo... zawsze od ojca po tyłku dostawał, nie mogąc zapamiętać imienia patronki wsi. Zafrasował się, lecz po chwili jego oblicze rozjaśniło się. Przecież teraz nie jest u siebie, no i szlachetny pan powiedział że będzie rycerzem czyli już właściwie nim jest, czyli teraz jego patronem teraz jest... poczuł pustkę w głowie, a wysiłek do jakiego zmusił swój umysł setnie go zmęczył.
Postanowił krzynę przysiąść i coś zjeść, wszak jego dziadek zawsze mawiał, że " jak w brzuchu pusto w głowie groch z kapustą".
Nagle zrobiło mu się nieco smutno przypomniały mu się bowiem rodzinne wyprażone słońcem niewiele mniej niż tu rodzinne strony. Przełknął jednak dzielnie łzy jak na "prawie rycerza" przystało i dzielnym krokiem skierował się ku najbliższemu ognisku.
Wódz wydał dziś rozporządzenie by wojsku nieco pofolgować, tak więc biesiadowano wesoło i gwarnie.
Torwaldo uczęstowany solidnym kawałem mięsiwa i szczodrze piwem usnął wkrótce słodko.
Rankiem obudził go rozgardiasz i niezwykły ruch w obozie. Usiadł i drapiąc się po zmierzwionej łepetynie zaczął się zastanawiać co mu teraz czynić przystoi ?
Falke czuł się obolały po walce w takim skwarze. Jego przodkom wszak było bliższe lodowate morze, zimny wiatr i śniegowe pustkowia. Docenienie przez
Reinfrida było miłe, ale niestety miał świadomość o swej kompletnej niewiedzy o otaczających go ziemiach. Gwar w obozie męczył go otulił się swą opończą i starał się usnąć długo jednak nadaremnie.
Nie pospał więc długo, gdy obudził go goniec wzywający do namiotu
Hrabiego.

Uczestnicy krucjaty ludowej
Ragnar skorzystał z pewnej swobody jaka zapanowała w obozie. Jadł za trzech, pił za czterech, łgał za pięciu, klął za dziesięciu. Tu komuś dał po łbie, tu sam oberwał i w końcu zmęczony nad ranem padł jak kłoda z twarzą na wpół zanurzoną w mięsnej polewce jaką jadł ostatnio. Jednak nie spał zbyt spokojnie, śnił o głowach w zawojach, turbanach, misiurkach, głowy tureckie, arabskie, saraceńskie. Kręcił się więc niespokojnie i mruczał groznie przez sen, przerywając te srogie zapewne deklaracje co do właścicieli owych głów ciężkimi westchnieniami.
Jego męki przerwał potężny kopniak w żebra nad ranem. Wściekły otworzył oczy, by ujrzeć nad sobą górę w ludzkiej postaci.
Hama, sternik
Reinfrida ( on to bowiem był ) warknął tylko :
-
Do Hrabiego a żywo !!!

Uczestnicy krucjaty ludowej
Rothais "chorowało" się bardzo dobrze i mocno dała się znać swym służkom. W końcu jednak znudziła ją ta zabawa i usnęła snem sprawiedliwego. Zbudził ją jednak o świcie niezwykły u Normanów ruch w obozie. Chwilę jeszcze leżała próbując na powrót usnąć, lecz że gwar nie dawał jej usnąć wezwała
Sigurdę i omdlewającym głosem ( wszak była przecież chora ) spytała :
-
Co to za hałasy ?
Służąca przysiadła na łożu dziewczyny i nie kryjąc radości zaczęła opowiadać :
-
A bo to proszę panienki było tak. Wszystkie się bardzo martwiłyśmy że panienka chora leży a tu dziś takie szczęście ! Rano przyszedł szlachetny pan Ernaut i mówi, że musi z panienką porozmawiać o ważnej sprawie. Bo wojska się dzielą i takie jakieś rzeczy o sprawach rycerskich cożem nic nie zrozumiała i że dość babskiej swawoli. A taki jakiś zasępiony był i zły ażem zmartwiała. Ale myślę co mnie zrobi najwyżej wybatoży, więc żem w płacz i na kolanach mu wyznałam że panienka chora leży.
A on wtedy tak dziwnie bo najpierw zamarł, potem jakieś słowa o świętej Weronice i Małgorzacie mówił, alem nie wszystkie zrozumiała, widać to jakaś specjalna pańska modlitwa do nich, potem się strasznie ucieszył, potem coś tak znowu dziwnie bo o sprzedaży konia, jakoś tak -"pozbyliśmy się kobyły", potem mnie z kolan podniósł i panienko - tu pochyliła się konfidencjonalnie ku
Rothais i pokazała jej wyciągniętego zza gorsetu złotego bizanta ( najlepszą i najdroższą w tym czasie na znanym świecie monetę )
dał i wybiegł taki radosny z namiotu.
Choć pan Ernaut wielce dobry dzisiaj dla mnie był to muszę powiedzieć że tak się cieszyć z choroby siostry nie wypada i Pan Jezus na pana Ernauta krzyw może być.
- Co z panienką ? - krzyknęła przerażona widząc minę
Rothais.