Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-16-2007, 21:24   #80
Alaron Elessedil
 
Alaron Elessedil's Avatar
 
Reputacja: 4 Alaron Elessedil wkrótce będzie znanyAlaron Elessedil wkrótce będzie znany
$: 203 679
-Mieszkasz już długo w tej okolicy zechciej, więc powiedzieć nam, kto ostatnio wygrał nagrodę Sandriela i co to było? No i może opowiesz coś o innych nagrodach, o których słyszałeś-zapytał Albreht.
-W tamtym roku, kiedy Sandriel urządzał swoje konkursy, to do wygrania było czyste złoto i inne dobra. No nie powiem, że złota było mało, bo tera pan Vincenty Le Grothe jest jednym z najbogatszych gości w tym mieście. A najpierw nie chcieli go przyjąć do konkursu, bo w szmatach się szlajał i wyglądał jakby z dziczy wylazł... On właśnie wygrał ten konkurs wtedy... a chodziło o to, by przynieść jak najszybciej stołek z drewna jakiegoś bardzo rzadko spotykanego... Traf chciał, że Vincenty był rzemieślnikiem. I choć nie znalazł najszybciej tego drewna, to sprawnie i szybko go wykonał. Oczywiście przed rozpoczęciem nikt nie wiedział co trzeba będzie zrobić, bo same rzemieślniki by się zlazły-rzekł karczmarz, biorąc łyk koziego mleka z kubka.
-No, ale tym razem to się wszystko pozmieniało, bo właśnie te kamyki Sandriel poczciwy wymyślił, do tego jakieś próby... A i nagroda ma być "cenniejsza niż złoto", czyli tylko jaki czort chyba by to wiedział o co chodzi. Hehe-zaśmiał się Getr, po czym skomentował pogląd Vina.
-A może i tak być. Jeno ja myślałem, że tu chodzi bardziej o te próby, bo... bo jakoś tak mi głupio się pomyślało, hehe. Sandriel przyszoł do mnie, wiecie i powiedział co nie co... ale powiedział też, jedną rzecz, której niestety wam powiedzieć za żadne skarby nie mogę. Ale wiedzcie, że skoro wygrana, to cenniejsze niźli złoto, to i może nie taka wielka to będzie strata, gdy na sześciu wam się ją podzieli-rzekł, a to dało do myślenia Vintilianowi, który notował w pamięci to, co oberżysta mówił.
-Aha, jeszcze któryś się pytał, co wiem o tym co zdarzyło się wczoraj przed waszym przybyciem? Ja wam powiem tak... samiście mi powiedzieli, że jakiś biedak się wykrwawił, i że chciał do mnie przyjść. Ja wam powiem, że znałem chłopaka i strasznie mi żal, że tak się skończyło. Wiem, że chcieliście pomóc, ale cóż... Dobrze, ze to nie była wasza próba-rzekł jakby z przekorą, chcąc coś zasugerować. Vino zbladłby, gdyby tylko mógł, gdyż to również dało dużo do myślenia Półelfowi, który po raz pierwszy podniósł głowę i obejrzał się po towarzyszach. Żaden o tym nie myślał, co dało się wyczytać z ich twarzy.
-A czemu was jest tutej tylko czterech? Miało być sześciu-powiedział gospodarz, a Mag dopiero zorientował się, że ich nie ma.
Musiało się to stać przez moją próbę dobrnięcia do prawdy-pomyślał, znajdując przyczynę tego, że nie zauważył nieobecności kompanów.
Nagle kobieta chrząknęła i rzekła:
-Pan mówił coś o jakimś "czarnym", tak? Ja chyba wiem o kogo chodzi... był tu wczoraj taki przed wami. Bardzo dziwny mężczyzna. Trudno go zrozumieć.
-Był tu przed nami? A to czort. Macie jeszcze jakieś pytania? Wydaje mi się, że powinniśmy ruszać w drogę, w końcu to wyścig. Niech ktoś może pójdzie może konie przygotuje, a ja pójdę na górę i pogonię Aranela i Kate-zaproponował Bruno.
-A co takiego ciekawiło czarnego może pytał się o coś innego niż my. I jeśli łaska, jakie zadał pytanie.
Widzę iż panie jeszcze nie zeszły, nic to przekaże im się co postanowiliśmy. Kto późno przychodzi sam sobie szkodzi. Zanim pojedziemy musimy zadać wszelkie pytania potem na to czasu nie będzie
-wtrącił Albreht, po czym odezwał się Vintilian:
-Albreht ma rację. Musimy wiedzieć co mówił, o co pytał, jak się zachowywał, gdzie zmierzał mężczyzna w czerni. Wszystko. Powiedz wszystko co wiesz, ponieważ może się to okazać niezwykle istotne dla nas.
Bruno, wyścig wyścigiem, ale głodny koń nie prześcignie najedzonego, lecz nie przejedzonego rumaka. Nieznajomość przeciwnika może być naszym najgorszym błędem, który może nas wyeliminować w każdej chwili, więc trzeba owy "błąd" wyeliminować.

-Bruno, daruj sobie. Oni nie znoszą naszego towarzystwa-powiedziała Vanessa, po czym dodała:
-No chyba, że tak bardzo Ci zależy. Nie wiadomo co oni tam robią, trochę głupio było by im przeszkadzać nie sądzisz?-zapytała.
-A od kiedy ty taka miła się zrobiłaś? Coś knujesz, coś zrobiłaś lub coś jest w trakcie, a owe "coś" jest twoją sprawką. Wiesz dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie istnieje coś takiego jak nagła przemiana bez bodźców zewnętrznych, zaś ty ich nie miałaś-stwierdził chłodno i popatrzył na Vanessę, lecz nie było to spojrzenie wrogie, wyzywające, karcące. Było ono łagodne, a za razem lodowate.
-Nie ma ich. Pod kocami były tylko jakieś szmaty. Jakby się zapadli pod ziemię-skomentował traper, a Półelf popatrzył podejrzliwie w stronę pokoju, w którym spali.
Przeklinał dzień, w którym musiał zamknąć umysł nie dopuszczając nawet do zapisu wspomnień, ponieważ nie wiedział nawet kiedy widział ich po raz ostatni, gdzie ani w jakiej okazji. Nie wiedział na czym stał i to go irytowało.
-Później ich poszukamy, a teraz, Anelo, Getrze, powiedzcie nam wszystko, od kiedy przyszedł Mag w czerni-poprosił, po czym począł zastanawiać się nad tym co powiedział już karczmarz.
"Traf chciał, że Vincenty był rzemieślnikiem." Tak mówił karczmarz....hmmm... Może ten "traf" miał na imię Sandriel. Kto jak kto, ale ja nie wierzę w przypadek i jestem przekonany, że coś takiego nie istnieje, więc to nie mógł być szczęśliwy zbieg okoliczności. Trzeba domyśleć się prawidłowości w wyznaczaniu miski przez Sandriela, a będzie dużo prościej, gdyż będzie można się przygotować do zadania.
Sandriel nie daje zadań ot tak po prostu, bo mu się zachce, czy takie mu się aktualnie podoba. Zadanie przystosowane jest do osoby, więc paradoksalnie, jeżeli Czarny nie jest Sandrielem, ma łatwiej wykonać zadania, ponieważ ma zadania do wykonania tylko pod siebie, więc mnie więcej wie czego ma się spodziewać, a my, mający każde zadanie pod kogo innego nie wiemy czego się spodziewać w przyszłości. Trzeba ustalić prawidłowość, w której wyznaczane są zadania pod osobę. Tego trzeba się dowiedzieć> Oczywiście jest to prawdziwe tylko wtedy, kiedy założymy, że zadania są układane pod daną osobę
-pomyślał, po czym "na warsztat" wziął kolejną sprawę, która go zaniepokoiła, a w międzyczasie zadał kolejne pytanie.
-Gospodarzu, podaj jeszcze chociaż jeden przykład nagrody, którą ktoś wygra, jaką miał misję i kim był z zawodu, co lubił robić... nie wiem... hobby jakieś... jakaś umiejętność danej osoby, która jest związana z zadaniem, które miała wykonać-poprosił poraz kolejny, zaczynając analizę kolejnego fragmentu rozmowy.
"Jeno ja myślałem, że tu chodzi bardziej o te próby, bo..." Jeżeli oberżysta ma rację to może tu chodzić również o to, że zadania są trudne i ten co jest sam, będzie sam musiał się z nimi uporać, a sześciu będzie musiało uporać się z tymi zadaniami wspólnymi siłami, ale pewny nie jestem...-pomyślał i odezwał się po raz kolejny.
-Mówiłeś, Panie w sprawie zagadki myślałeś o zadaniach, które zleca Sandriel. Powiedz nam co myślałeś, bo to co proponujesz może mieć sens, a my potrzebujemy informacji-poprosił znowu.
"Dobrze, ze to nie była wasza próba." Tą wypowiedzą coś zasugerował. Sądzę, że to właśnie była nasza próba, której nie skończyliśmy pomyślnie. Teraz już jestem pewien, że to co pozostało mi w głowie z tamtego dnia, nie jest prawdą, a przynajmniej nie wszystko. To jest obraz nałożony przez kogoś, a żaden człowiek od tak po prostu nie może włamać się do umysłu i umieścić tam obrazu, który mu się podoba, a szczególnie do dokładnie kontrolowanego umysłu Maga. Musiał być tam jakiś Mag, a to mogło znaczyć, że ten wieśniak był kimś więcej niż tylko wieśniakiem lub ktoś krył sie niedaleko. Jednakże nikt nie włamuje sie do umysłu bez powodu, co znaczy, ze miał w tym jakiś cel... tylko jaki? Nie zdziwiłbym się, gdyby tym Magiem był mężczyzna w czerni, a jeszcze mniej bym się zdziwił, gdyby tym człowiekiem okazał się Sandriel. To by się zgadzało, bo był tutaj przed nami.
Jednakże jaki cel miałby mieć Sandriel w pozbawianiu nas pamięci? To nie ma sensu... Ależ ma sens!!! Wieśniak był naszym zadaniem, którego nie wykonaliśmy, a Sandriel chciał nam dać drugą szansę i wytarł z naszej pamięci to, że nie wykonaliśmy zadania i wstawił własny obraz. Zostawił nam też pouczenie, żebyśmy brali przykład z Bruna, by wykonać kolejne zadanie! Tak, to musi być to, ale czemu dał nam drugą szansę, a nie zdyskwalifikował nas z zadania?
-zamyślił się, jednocześnie słuchając, czy karczmarz lub jego córka nie mówią czegoś, wymagającego uwagi.
 
Alaron Elessedil jest offline