Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 21-10-2007, 18:19   #3
Delaraan
 
Delaraan's Avatar
 
Reputacja: 53 Delaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodzeDelaraan jest na bardzo dobrej drodze
To i ja się zgłoszę, a co tam.

Wiek: 14 lat

Problemy: Ogólnie, chcę się dobrze bawić, doskonalić. Moim problemem są niezbyt długie posty, czasami chaotycznie napisane.

Motyw przewodni warsztatów:
Realia około roku 1500-1700, lub późnego średniowiecza.

Świat podzielony na kilka większych wysp i grono małych. Istnieje kilka państw, panuje względny spokój. Czasami dochodzi do konfliktów zbrojnych. Pojawia się jednak większy problem: Żywiołaki. Przybyłe nie wiadomo skąd, potężne istoty, chcące zagarnąć świat dla siebie. Na domiar złego, na świecie rośnie piractwo. Niezliczone hordy wszelkiego tałatajstwa skutecznie hamują drogi morskie. Z tymi problemami trzeba się uporać.

Rola graczy w świecie: Wcielenie się w piratów, prowadzących wesołe, pełne przygód życie, lub wcielenie się w bohaterów, chcących uwolnić świat od żywiołaków (Heroic Fantasy).

Opowiadania:
I

Portowy zgiełk, głowa pęka na pół
Parszywy jęk świata bez bohaterów.
Chmurne jak morze, to miasto co śpi,
Wszystko tu się może stać.
Wyciągnęli cię na ten cholerny świat,
Dali rapier w dłoń i wrzucili na pokład.
Cóż więc pozostało ci?

Że też nawet tym parszywym psom morskim się taki nastrój udzielił!-Pomyślał Kurdan i pchnął drzwi do karczmy „Pod złamanym masztem”. Wnętrze jak zwykle było wypełnione dymem z fajek i papierosów i pachniało alkoholem. -Nareszcie w domu, co?-mruknął rosły ork, towarzysz pirackiego kapitana. –Nie możesz usiedzieć bez alkoholu?-odpowiedział mu Kurdan.-W sumie to masz rację. Tęskniłem za Jalekk.- Dwaj przyjaciele przepchali się pomiędzy spitymi marynarzami i usiedli przy ladzie.
-Nareszcie na lądzie, co „Kotwica”?-rzucił otyły barman.-Już za wami tęskniłem.
-Nie gadaj Jock! Przynoś „Krwawą wódę”!-zakrzyknął ork.-Pić mi się chce!
-Masz twardą głowę Krux. Dla ciebie piwo, co Kurdan?-barman błyskawicznie uwinął się za kontuarem i podał alkohol.-Jakieś dobre łupy?
-Jakby szczur napłakał-warknął Krux.-Zatopiliśmy tylko jeden bryg z Dathomiru i zdobyliśmy pełną ładownię...beczek z rzepami w zalewie!-Ryknął ork tak głośno, że marynarze w karczmie obejrzeli się z przestrachem.
-Mniejsza z tym-uciął rozmowę Kurdan „Kotwica”.-masz dla nas jakichś nowych majtków Jock?
-Jasne!-odparł barman-Ooo, tam siedzą!-Jock wskazał kilka postaci siedzących pod ścianą.-Prawie same młodziki.

* * *
-Jacen Gorehend, człowiek, 24 lata, dobrze walczy szablą i wszelakimi nożami.-czytał wolno Jock i wodził palcem po liście.-Dreeg Honerack, Drakonianin, 48 lat, świetny strzelec, dobry szermierz.-mruczał barman, gdy wysoki, niebieskoskóry jaszczur w zbroi skórzanej minął ich z nieznacznym kiwnięciem głowy.-Rogald „Boomer” Fistel, człowiek, 44 lata, były bosman marynarki, wysadził okręt na którym służył i szuka zaciągu.-Umięśniony, brodaty człowiek z kolczykiem w uchu zasalutował Kurdanowi i przeszedł do grupki wyczytanych.-Leithan „Poison” Illioden, elf, 64 lata, świetny złodziej i szpieg; Derrington Ozzel, 38 lat, haarun, dobry szermierz, bez słowa wykonuje rozkazy.-elf i ciemnoskóry umięśniony, podobny do goblina stwór dołączyli do wyczytanych.-I ostatni-rzucił Jock.-Lorian Nodd, krasnolud, 42 lata, szuka posady kanoniera, niepokonany w walce 1 na 1.

* * *
Był bezchmurny ranek. Słońce prażyło na całego. Ciszy spokojnego morza nie mącił żaden dźwięk...
-Te, bumelant!-ryk umięśnionego orka, pierwszego oficera na „Lobelii” wyrwał Jacena z zadumy.-Nie śpij! No chyba że chcesz skończyć w morzu! Mnie tu nikt nie lekceważy! Powtarzam od nowa. Jestem Krux „Killer” Gonerath, pierwszy oficer na ”Lobelii”. Będę miał przyjemność pastwić się nad wami przez dwa miesiące okresu próbnego na tym statku. Podpadniecie mi, wylądujecie na chłoście, pod masztem! Podpadniecie drugi raz, wylądujecie w morzu! Mnie nikt nie lekceważy.

II

Nad rozległym borem Illigany zapadł zmrok. Czasem w oddali słychać było wycie wilków i szemranie cykad. Przez las szedł mężczyzna. Był wysoki i barczysty, z włosami sięgającymi ramion i długą, kasztanową brodą. Na plecach miał łuk i kołczan pełen strzał, w ręku trzymał oszczep, a na pasie wisiał wielki topór i myśliwski nóż. Nagle nocne odgłosy przerwał przeszywający krzyk. Mężczyzna zaklął i pobiegł w stronę, z której dobiegł wrzask, ściskając mocniej w dłoniach drzewce oszczepu. Wreszcie dobiegł na rozległą polanę i ujrzał zmrażający serce widok. Prawie cała polana zasłana była trupami Murgów- -przypominającej Orków, lecz o wiele od nich niższej rasy, z popielatoczarną skórą i bardzo długimi uszami. Gdzieniegdzie leżały ciała Elfów i to, co pozostało z jakiegoś wozu. W środku leżała piękna Elfka, która ledwo żyła. Prawą dłoń miała odrąbaną, w jej prawej piersi tkwiła strzała, a lewą ręką przytulała dwa kwilące tobołki. Mężczyzna natychmiast odrzucił oszczep i ukląkł nad ranną.
- Kimkolwiek jesteś człowieku, zaopiekuj się mymi dziećmi-wyszeptała Elfka.-
-mają tylko rok, nie przeżyją same.
-Poczekaj, muszę opatrzyć ci rany-mruknął mężczyzna.
-Mnie i tak nic nie pomoże, proszę zaopiekuj się Vorinem i Eleną…-Elfka zachłysnęła się i wydała ostatnie tchnienie.
W tej samej chwili coś zaszeleściło w krzakach, a mężczyzna zaklął siarczyście- -na polanę wpadło trzech Murgów! Byli o prawie głowę niżsi od ich przeciwnika, mieli długie nosy i uszy z wielkimi, zwisającymi z nich zębami zwierząt, a środkowy, zapewne dowódca kolczyk w nosie, naszyjnik z kawałków kości, a na czubku głowy długi, sterczący, biały czub.
-Wypatroszyć go!- ryknął dowódca.
Mężczyzna czekał na atak z toporem w dłoniach. Pierwszy Murg ruszył z paskudnym rykiem, lecz nie zdążył nawet wziąć zamachu, a już leżał martwy na ziemi. Drugi postąpił bardzo głupio, blokując cios topora szablą, a nie tarczą, w wyniku, czego, szabla rozprysnęła się na kawałki, a on sam leżał teraz na ziemi. Dowódca Murgów ryknął, rzucił się na człowieka i uderzył go pięścią w podbródek. Mężczyzna zachwiał się i odpowiedział ciosem w brzuch i w tej samej chwili odrzucił topór i przeszył Murga nożem. Walka była skończona.
Nagle mężczyzna spostrzegł świetlisty przedmiot leżący pod jednym z Elfów. Podszedł bliżej i zobaczył, że ten świetlisty przedmiot to miecz długości około 5 stóp, na jego rękojeści i jelcu błyszczały rubiny, a na klindze wygrawerowane były runy.

 
Delaraan jest offline