Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 22-10-2007, 09:53   #8
Odyseja
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 1118 Odyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumnyOdyseja ma z czego być dumny
Wiek: 13 latek

Problemy: Ogólnie chciałabym wszystko poprawić. Najbardziej jednak opisy, które mam strasznie schematyczne. Chciałabym, żeby były bardziej... poetyczne. Chciałabym jeszcze nauczyć się pisać zaskakujące posty. Nie schematyczne, jakie są teraz. Wydaje mi się, że nie jestem w stanie pokazać... hmm... duszy (to chyba dobre słowo) bohatera. No i piszę drętwe, sztuczne dialogi. DODANE: chciałabym jeszcze dodać, że nie potrafię "swobodnie" wprowadzać opisów. Są takie osoby, które napiszą kilka zdań nie związanych z opisem i nagle orientuję się, że wiem jak postać wygląda

Motyw przewodni Warsztatów: Najbardziej chciałabym jakąś intrygę w którą byłyby zamieszane najwyższe władze, śledztwo, mroczny świat, wiele ras itp... Ostatnio zafascynowały mnie wampiry (szczególnie te na odwyku: patrz. Terry Pratchet "Prawda" ), fajnie by było, gdyby się znalazły w sesji

Opowiadanie: A oto moje idiotyczne opowiadanko (nie ma to, jak wysoka samoocena, no nie? ):

Droins biegł ciemną uliczką. W oddali słyszał zbliżające się krzyki swoich prześladowców. Odruchowo spojrzał za siebie. Oślepiło go światło bijące od płonących pochodni. Musiał uciekać. Nie miał zamiaru spłonąć na stosie.
- O nie… - szepnął, widząc słońce wynurzające się zza niskich budynków. Światło, które biło od tego potężnego olbrzyma oślepiło go. Czuł, że zaraz zmieni się w kupkę popiołu rozwianą przez wiatr. Z bólu zatrzymał się. Słońce wypalało mu oczy… Przynajmniej tak to bolało. Ratunek przyszedł w ostatniej chwili. Poczuł mocne szarpnięcie i stracił przytomność…
Droins obudził się w przyjemnie chłodnym pomieszczeniu. Wydarzenia w mieście widział jak przez mgłę. Na oczach miał szmatkę nasączoną słodko pachnącym płynem. Chciał ją ściągnąć, ale gdy tylko ją ruszył, oczy znów zapiekły go boleśnie.
- Nie ruszaj tego… - Droins od razu rozpoznał głos swojej siostry. – Dobrze wiesz, że wywar z fannoklesu ci pomoże. Miałeś szczęście, że przeżyłeś. – Po tych słowach Ainuru zamilkła.
- Co z…
- Kerenin? Była tu.
- Nie złapali jej? – Przerażonym głosem zapytał Droins i od razu się podniósł. Wiązało się to z okropnym bólem. Chłopak upadł.
- Nie. Pomogłam jej wyjść. Wiesz, na jakie niebezpieczeństwo ją narażasz? – Droins milczał. Wiedział, co by się stało gdyby ją tutaj złapano.
- Dziękuje… że ją wyprowadziłaś…
Po chwili leżenia w rozmyślaniach, usłyszał, jak Ainuru wypowiada cicho słowa zaklęcia. Od razu zasnął.
Chłopak spał bardzo długo. Dwa dni i jedną noc. Drugiej doby od zdarzeń w mieście, tuż przed zachodem słońca obudził się. Na oczach nie miał już okładu. Wstał i otworzyl oczy. Wywar z fannoklesu zdziałał swoje, choć Droins nadal widział trochę niewyraźnie. Wiedział jednak, gdzie się znajduje. W pokoju stał wysoki mężczyzna, którego twarz skryta była w cieniu.
- Twój ojciec cię oczekuje. – Powiedział lodowatym, twardym głosem. Droins wyczuł w tych słowach skrzętnie ukrywaną nutę pogardy. Ruszył ciemnymi korytarzami, co chwila mijając strażników ojca. Patrzyli na niego uważnie, ale nie ważyliby się zatrzymać syna władcy, do tego prowadzonego przez jednego z jego zaufanych sług. W słabym świetle chłopak nie mógł dojrzeć twarzy mężczyzny, ale wiedział, kto to jest. Ciarki przeszły mu po plecach. W końcu, po przebyciu długiej drogi, stanęli przed wielkimi, bogato zdobionymi wrotami, które natychmiast otworzyły. Zawiasy drgnęły z skrzypnięciem i przed Droinsem ukazała się wielka, bogato zdobiona sala. Kamienne ściany i posadzka nadawały pomieszczeniu groźnego wyglądu. Nie było okien, co wcale nikogo nie dziwiło. Byli pod ziemią, poza tym przez okno wpadałoby światło słoneczne… Na ścianach wisiały czarne świeczniki z jarzącymi się świecami. Po chwili do sali wszedł wysoki mężczyzna. Nawet w tej słabej poświacie oddawanej przez świece, jego długie kły błyszczały jak w słońcu. Machnął ręką i wszyscy strażnicy bez słowa wyszli do sal bocznych. Mężczyzna dostojnym krokiem zbliżył się do Droinsa. Chłopak starał się na niego nie patrzeć. Nie podnosić wzroku. Przyniósł wstyd rodzinie. Czuł, że awantura zaraz wybuchnie ze zdwojoną siłą. Całe powietrze wokół było gęste od wściekłości jego ojca.
- Czy ty wiesz, co zrobiłeś? – Powiedział władca drżącym gniewem, lecz na razie spokojnym głosem. Droins milczał.
- Wiesz, jaki wstyd mi przyniosłeś? – Droins milczał.
- Czy wiesz…
- Wiem! – Wybuchnął chłopak. – Nie usłuchałem, wyszedłem na festyn, zostałem wykryty i omal nie zginąłem! Nie obchodzi mnie, co o tym myślisz. Nie chcę być taki jak ty! Nie chcę być wampirem! – Próbował ukryć swoje niezrozumiałe poczucie winy, którego nie chciał mieć. Mógł się domyśleć, że będzie dużo srebra na festynie. Starał się unikać takich stoisk. Skąd mógł przewidzieć, że jedna z kobiet będzie miała srebrne korale? Które przywrócą mu jego prawdziwą postać?
- Zamilcz! Wypluj te słowa...
- Nie! Wiesz, czym jesteśmy? Wiesz, czemu nas nienawidzą? Ja tak nie chcę! Dobrze wiem, że masz w lochach eliksir śmiertelności… - Droins od razu zauważył że te słowa, były przysłowiową kroplą w czary goryczy. Milczenie przedłużało się. W końcu, odezwał się jego ojciec.
- Powinienem był to zrobić wtedy, kiedy zacząłeś być mi nie posłuszny. Od teraz nie jesteś moim synem. Skazuję cię na wygnanie. – Spokój, z jakim to mówił, był przeraźliwy. Droinsowi łzy stanęły w oczach.
- Daj mi chociaż eliks…
- Nie dostaniesz nic. Będziesz żył wśród ludzi, których tak sobie upodobałeś. Będziesz żył wiecznie, a ci twoi przyjaciele umrą jak psy. Będziesz wiecznie skrywał się w cieniu, będziesz do końca swych dni uciekał. Wyprowadzić go! Wysłać paru żołnierzy. Mają ją zabić. – dodał z satysfakcją.
- Nie! Zostawcie ją! Zróbcie ze mną, co chcecie, ale nie róbcie krzywdy Kerenin!– Spojrzał ojcu w oczy. Dostrzegł w nich triumf. Do sali natychmiast wbiegło kilku strażników. Wampir dotknął ramienia chłopaka, a Droins wykrzywił się z bólu. Spojrzał na ramię. Miał na nim wypalone piętno. Piętno wygnania… Ostatnią rzeczą, jaką pamiętał był płacz siostry.
Ocknął się o północy w lesie. Wiedział gdzie jest. Często tu przychodzili z…
- Kerenin… - szepnął i biegiem ruszył w stronę miasta. Po drodze zmienił swą postać. Po paru minutach dotarł do jej domu. Wskoczył przez otwarte okno na parter, do jej pokoju. Na zakrwawionej podłodze leżało ciało siedemnastoletniej, blondwłosej dziewczyny. Była cała zakrwawiona. Na jej szyi lśniły dwie rany, z których sączyła się rubinowa krew. Spojrzał na jej przeraźliwie bladą twarz. Zielone oczy, otwarte w wyrazie przerażenia, sprawiły, że zrobił kok do tyłu.
- Kerenin! – krzyknął, nie zważając na nic i podbiegł do niej. Nachylił się nad dziewczyną i położył ją na łóżku. Kilka łez popłynęło po jego policzku.
- AAAAAA! – usłyszał krzyk kobiety. Matki Kerenin… - Morderca! – krzyczała. Doroins nie wiele myśląc wyskoczył przez okno i zniknął w ciemności…
 
__________________
A ja niestety nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Co spróbuję coś napisać, nic mi nie wychodzi. Nie mogę się za nic zabrać, chociaż bardzo bym chciała. Nie wiem, co się ze mną dzieje. W najbliższym czasie raczej nic nie napiszę. Przepraszam.

Ostatnio edytowane przez Odyseja : 23-10-2007 o 07:53.
Odyseja jest offline