Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 23-10-2007, 20:14   #10
Dalakar
 
Dalakar's Avatar
 
Reputacja: 120 Dalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znanyDalakar wkrótce będzie znany
Wiek: 13 lat

Problemy: Należałoby przede wszystkim wymienić długość postów, zgrywanie się z innymi graczami, odpowiednie odgrywanie charakteru postaci, czy przejrzystość tekstu. A tak właściwie to moje posty wymagają doszlifowań pod każdym względem.

Motyw Przewodni: Standardowy Heroic Fantasty z jakąś większą bitwą i intrygą w tle.

Opowiadanie:
1. Historia mojej pierwszej postaci.


Lothar urodził się w małej osadzie w pobliżu Ivengradu. Mieszkał przez kilkanaście lat z matką. Ich dom stał na skraju lasu. Żyli skromnie. Utrzymywali się z tego co im dawała puszcza. Ojciec elfa został rozszarpany przez wilczą watahę, gdy ten miał kilka lat. Był on magiem. Lothar odziedziczył po nim część zdolności. Gdy był nastolatkiem znał już obyczaje zwierząt, jak mało kto. Pewnego razu znalazł ciężko rannego psa. Był to dorodny owczarek, o czarnej sierści i mądrym spojrzeniu. Elf zaopiekował się nim i wyleczył go. Od tej pory zwierze stało się jego nieodłącznym towarzyszem. Pies pokochał elfa, a elf psa. Niedługo potem Lothar odkrył w sobie talent magiczny. Stało się to na jednym z polowań, gdy stanął oko w oko z wilkiem. Oczywiście Szczęk – bo tak został nazwany pies – był razem z nim. Pod wpływem przykrych wspomnień z dzieciństwa elf wpadł w wściekłość i nieświadomie cisnął błyskawicą w drapieżnika. Zdziwiony i podniecony zauważył że ma w sobie moc. Przez następny rok nauczył się panować nad magią i wykorzystywać ją .
Gdy miał lat dziewiętnaście wracając z polowania poczuł dym. Zaniepokojony przyśpieszył kroku. Chwilę później jego oczom ukazały się płomienie. Nie miał wątpliwości. To jego dom się pali. A właściwie dopala. Ogniem zajęły się już drzewa i krzewy. Przed zgliszczami były liczne ślady kopyt. Dalej leżało zwęglone ciało matki. W rozpaczy podbiegł najpierw do zwłok, a później do tropu koni. Wiedział już co sie stało. Jakiś bandycki oddział spalił całe jego życie. Został mu tylko pies i podręczny ekwipunek. Zaczął się zamartwiać, lecz szybko uświadomił sobie iż musi jakoś żyć. Pierwszą rzeczą która przyszła mu do głowy, był zamiar natychmiastowego udanie się za sprawcami jego tragedii. Wiedział jednak że musi się przygotować. Miał przy sobie tylko nóż i upolowanego zająca. Upiekł go i podzieliwszy się ze Szczękiem zjadł pieczeń. Następnie pochował matkę. Do końca dnia zrobił kostur i przespawszy się ruszył za tropem.
Wędrował kilka dni. Pewnego ranka w pobliżu usłyszał szczęk mieczy . Nie tracąc ani chwili zakradł się do miejsca walki. Jego oczom ukazała się czteroosobowa grupa otaczająca zakrwawionego mężczyznę w zbroi strażnika miejskiego. Na ziemi leżało parę najwyraźniej martwych ciał. Elf spojrzał na Szczęka, który zjeżył sierść i cicho warczał na napastników. Lothar wydał komendę ataku, a następnie obalił błyskawicą jednego z drabów. Zdezorientowani bandyci obrócili się w kierunku skąd przyszedł niespodziewany cios. Wtedy na jednego z nich rzucił się pies, a strażnik wykorzystując ich chwilową nieuwagę zaatakował jednego z nich. Czwarty napastnik błyskawicznie zanurkował w krzaki. Elf spojrzał na niedoszłą ofiarę niegodziwców.
-Dzięki ci. Uratowałeś mi życie.-rzekł strażnik napotkawszy jego wzrok- Pewnie nie wiesz że jestem dowódcą strażników z Ivengradu. A oni -tu wskazał jednego z napastników- należą do groźnej szajki. Ostatnio podpalili pewną chatę. Słyszałeś o tym?
-Nawet widziałem – napomknął elf, starając się zachować kamienny wyraz twarzy.
-W każdym razie oprócz nagrody, która ci się należy masz mój dług wdzięczności.
-Nie interesuje mnie nagroda, ale możesz mi powiedzieć gdzie reszta szajki.
-Hmm... Skoro tak, to mogę ci powiedzieć że odkryliśmy ich obóz na południe stąd. Niedaleko.
Elf nie zwlekając dłużej udał się w kierunku wskazanym przez strażnika. Minęło zaledwie kilkanaście minut, gdy wypatrzył obozowisko. Bało w nim około dziesięciu osób. Siedzieli w kole, a ów bandyta który uprzednio uciekł żywo coś opowiadał. Lothar skupił się i precyzyjnie posłał w jego kierunku piorun kulisty i natychmiast cisnął w jego sąsiada błyskawicę. Reszta bandy wydobyła broń. Jeden z drabów zauważył psa i przeszył go strzałą. Ręce elfa zaświeciły się od mocy.
-Bądźże przeklęty- wrzasnął i miotnął piorun w zabójcę psa.
Na koniec poraził resztę potężną błyskawicą łańcuchową. Potem podszedł do martwego Szczęka i postanowił pochować go pod ruinami domu. Tak też zrobił. Nie chcąc zatapiać sie w smutku, ruszył w świat. Przez następne czterdzieści lat pokonał wielu złoczyńców, lecz zawsze pozostawał w cieniu. Życie pełne niebezpieczeństw, oraz walka o przeżycie, nie dawały mu czasu na długie rozmyślania i wspomnienia. Podczas swych wędrówek zdobył magiczne artefakty i kostur, godny prawdziwego maga. Zyskał też przydomek Światłorękiego. Pochodził on od tego iż gdy Lothar sie uniósł w gniewie od jego rąk biło magiczne światło. W wieku sześćdziesięciu lat wrócił na zgliszcza domu. Pobywszy tam parę dni udał się do Ivengradu i przyłączył się do straży. Pomógł mu w tym dowódca, którego uratował. Był on już na łożu śmierci, a strażnikami dowodził kto inny.

2. Fragment czegoś co miało być moją książką. Narada w sprawie: dołączyć się do do Sojuszu, czy nie. Uwaga: tekst jest wyrwany z kontekstu, więc jakoś jest o wiele gorsza. Proszę to uwzględnić przed i tak słuszną krytyką.

W ogromnym namiocie było kilkadziesiąt osób. W jego końcu, na podwyższeniu siedział niski mężczyzna w królewskich szatach i diademie. Spojrzenie miał dumne i wyniosłe. Był to Amord – nowy władca Oginii. Gdy wszyscy byli już obecni wstał i uciszywszy zgromadzonych przemówił:
-Ja, król Ogonii, władca na Ogonking, sprawca władzy we wszystkich podległych jej prowincjach ogłaszam otwarcie rady, którą....
-Daruj sobie – odezwał się ktoś obok wyraźnie lekceważącym głosem – Ogonia jest już zajęta, a ty nie jesteś jej królem tylko symbolicznym władcą. A teraz przejdźmy do spraw dla których tu jesteśmy. - zakończył i ogarną wzrokiem namiot.
-A więc niech mówią ci którzy mają coś do powiedzenia – rzekł wyraźnie zbity z tropu Amord
-Musimy stąd uciekać! - zakrzykną rozpaczliwie tłusty jegomość
-Gdzie? - spytał mężczyzna o potężnej posturze
-Nie wiem, ale tu zginiemy. Sojusz przegra, a my zginiemy.
-Gdyby każdy tak myślał Pakt Cienia spokojnie przemaszerowałby przez kontynent nie tracąc ani jednego żołnierza – zaśmiał się ktoś, choć wcale nie było mu do śmiechu. Sytuacja była beznadziejna.
-Skoro sojusz wziął nas pod swoje skrzydła powinniśmy się do niego dołączyć- rzekł Dragoran
-Aby skończyć tak jak księstwo Naroperezejskie? - spytał jakiś blondyn
-Wolisz zostać bez szans? - odpowiedział ktoś pytaniem
-Pewnie nie byłeś w Alii. Tam nie było rzezi. Tam palili ludzi na stosie, bo byli w Sojuszu.
-I to im zaszkodziło. Im więcej takich incydentów, tym mocniejszy będzie opór. Nie zrobią tego po raz drugi.
-Mówi prawdę – odezwał się mężczyzna który przedtemprzerwał władcy – Byłem za granicą, u elfów i krasnoludów, więc wiem.
-Niech każdy kto jest za dołączeniem się do sojuszu przejdzie na prawą stronę. Kto nie, na lewą. -zdecydował Dragoran, a większość osób przeszła na prawą stronę – Jak widzę większość woli walczyć – zakończył
-Kim właściwie jesteś że przemawiasz na radzie królestwa, starcze. - warknął blondyn
-A kim ty? Nie czas na obłędne sprzeczki. Teraz trzeba postanowić co dalej.
-Proponuje rozpocząć trening i rekrutacje wojsk. - odezwał sie ktoś
-I zabezpieczyć całe mienie, oraz rodziny. Najlepiej w Kraju Selów. - dodał jakiś sędziwy człek
-Świetny pomysł – dał się słyszeć głos z sali, a za nim inne zaczeły przytakiwać
-Lecz jeżeli Lańczycy nie dołączą się do Sojuszu, nie będziemy mogli dotrzeć do Selów. - wyraził swój sprzeciw wysoki jegomość
-Jest przecież droga morska, a poza tym Lańczycy właśnie dołączyli do Sojuszu. - sprostował inny
 
Dalakar jest offline