| Zygfryd stal na pobojowisku z wyciagnietym mieczem. W sumie dobrze sie stalo ze zrobili to co zrobili. Swiat pozbyl sie i tego przekletego przedmiotu i dwoch slugow mroku zarazem. - Słowa o logicznym myśleniu dotyczyły szczególnie ciebie, oszołomie. Jak mi jeszcze raz wyskoczysz z mieczem grożac mi i pieprząc jednocześnie jakieś głupoty to osobiście cię zabiję.- wyszczekal do mlodego rycerza Garret. -Mowisz tak bo nie rozumiesz natury rzeczy wojowniku. Swieta moc Brethala zniszczyla by rog bez problemow, niwelujac jego negatywna energie wiec plapka nie zostala by uruchomiona. Zdaje sobie sprawe ze twe slowa wynikaja z twojej ignorancji w materii wiary, wiec tym razem ci wybacze. Ale lepiej zebys przestal zachowywac sie jakbys byl Ksieciem Koronnym, bo inaczej przysiegam na Bogow Swiatlosci me ostrze osadzi ktory z nas jest winny a ktory pozostaje czystego sumienia.Chociaz wolal bym nie musiec stawac z toba do walki, bowiem jedyna rzecz ktora by z niej wynikla to oslabienie tej druzyny.- slowa zostaly wypowiedziane bez emocji, spokojnym i rzeczowym tonem. Zygfryd nie byl wsciekly ani nawet pod irytowany slowami Garreta. Stawial poprostu sprawe tak jak byla naprawde. |