Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-02-2007, 15:16   #6
Odyseja
 
Odyseja's Avatar
 
Reputacja: 4 Odyseja wkrótce będzie znanyOdyseja wkrótce będzie znany
$: 59 122
Dźwięk budzika, brzmiący tak niewdzięcznie po prawie nieprzespanej nocy, wyrwał Niki z sennych marzeń i koszmarów. Powoli otworzyła ciężkie, klejące się od zmęczenia powieki. Światło wpadające do pokoju przez uchylone i odsłonięte okno lekko ją oślepiło. Zamknęła na chwilę oczy i przykryła głowę kołdrą. Po chwili wyciągnęła rękę i wyłączyła budzik. Znów rzuciła się pod kołdrę i leżała. Była głodna, ale czuła, że jak wyjdzie spod ciepłej, mięciutkiej kołdry strasznie zmarznie. ~Trzeba było zamknąć na noc okno...~ przeszło jej przez myśl. Usłyszała cichy, koci krok tuż pod łóżkiem. ~Trzy... Dwa... Jed...~ w tym momencie na jej łóżko wskoczyła śliczna biało szara kotka. Co prawda Niki jej nie widziała (była po uszy przykryta kołderką), ale czy mógłby to być ktoś inny? Chociaż... Po tym wszystkim co się ostatnio zdarzyło, mało co mogło ją teraz zdziwić. Przynajmniej takie miała wrażenie. A jak powszechnie wiadomo, wrażenia mogło być bardzo mylne... Teraz jednak dwudziestopięcioletnia dziewczyna nie zastanawiała się nad tym. Największym jej problemem była Luna, która wcisnęła się pod kołdrę i zaczęła lekko i zaczepnie gryźć ją w nos, upominając się o "swoje".



- Miau...? - miauknęła głośno, widząc jak Niki otwiera oczy.
- Dobrze, dobrze... Już wstaję... - mruknęła cicho wysuwając głowę spod kołdry. Kotka jak na komendę zeskoczyła i spojrzała na dziewczynę proszącym wzrokiem. Nicole spojrzała na Garfielda-budzik. Zawsze uwielbiała tą bajkę. Teraz wcale się to nie zmieniło. 7:15
- No pięknie... Jeszcze się spóźnię... Pierwszego dnia w pracy. - mruknęła na wpół do siebie, na wpół do Luny.
Powoli ociężale usiadła na łóżku i przetarła oczy. Wsunęła czerwone kapcie na nogi i zamknęła okno. Chłodne, jesienne powietrze przestało takimi ilościami wpływać do pokoju. Luna już zaczynała znów zaczepnie ją gryźć, tym razem po piętach.
- Daj spokój Kita... Już daję ci jeść - powiedziała z lekkim, zaspanym uśmiechem i powoli ruszyła do kuchni. Wyciągnęła puszkę z kocią suchą karmą Royal Canins. Otworzyła ją i zaczęła sypać Lunie do jednej z trzech miseczek. Niestety nie wszystko poszło po jej myśli. Spojrzała na pustą puszkę i "prawie" pustą miskę. Luna spojrzała na nią z lekkim wyrzutem.
- Dobra dobra... Dostaniesz za to dzisiaj więcej szynki... - powiedziała do ślicznej kotki. Nicole podeszła do lodówki i wyciągnęła parę kawałków świeżej, wczoraj kupionej szynki. Uważając, żeby nie zmiażdżyć kręcącej się pod nogami kotki, podeszła do jej miski i wrzuciła tam szynkę.
- Tylko nie waż się wybrzydzać... - dodała sztucznie groźnym, lekko śmiejącym się głosem.
- Widzę, że mogę ją jeść - powiedziała widząc jak kotka wyciąga śniadanie z miski i zajada się szynką. ~Ona jest lepsza niż sanepid~ - Dobra. Ty już dostałaś swoje, a ja muszę się zbierać - dodała patrząc na zegar-Garfielda. 7:30... Teraz zaczęło się szybkie szykowanie. Wzięła prysznic, założyła swoje ulubione jeansy, podkoszulek z krótkim rękawem, a na niego nałożyła biały, wełniany golf, podkreślający figurę. ~Znowu schudłam~ pomyślała z uśmiechem. To na pewno przez ostatnie wydarzenia. W końcu człowiek niecodziennie dowiaduje się, że jest jakimś obdarzonym, że wampiry, demony itp. na prawdę istnieją i że będzie się je zwalczało. No nie? Zrobiła sobie delikatny makijaż i nałożyła śliczne, białe kolczyki. Zjadła szybko śniadanie: musli ze świeżym mlekiem i popiła to szklanką pomarańczowego soku. Spojrzała na zegarek. Tym razem na ten czarny, na ręce. 7:45. ~Mam jeszcze chwilę...~ Pomyślała i podeszła do komputera. Włączyła swój dosyć wypasiony sprzęt i czekała aż się włączy. Potem włączyła gadu i kompilator C++. Spojrzała na zbiór liter, cyfr, dziwnych znaków... Dla "zwykłego śmiertelnika" (jak razem z koleżankami nazywały "nie-informatyków"), mogło by to wyglądać jak dokument małego dziecka bawiącego się klawiaturą. Jednak dla Niki, każdy znak, każda cyfra i spacja miały swoje znaczenie. Dla niej była to sztuka, taka, jak dla poety poezja. Przyjrzała się kodowi i spróbowała go jeszcze raz skompilować. Nieb była zaskoczona tym, co wyskoczyła.
ERROR 3055636gffw333356.... - Nie miała pojęcia co on może oznaczać. Żeby naprawić ten kod, powinna zakupić specjalny program za parę tysięcy, lub sprawdzić każdy z tysięcy znaków: czy czasem nie brakuje nawiasu, lub czy nie zamieniła np. a i e... Gwałtownie to wyłączyła. Miała trochę dość tego kodu. Lubiła jednak kończyć to, co zaczęła. Spojrzała na gadu.
- Widzisz Kita? Jest i Kevin i Kimmy. Ciekawe, co oni robią przy kompie o tej porze... - powiedziała, a po chwili kotka skoczyła jej na kolana. Zaczęła ją głaskać i rozpoczęła rozmowy z przyjaciółmi. nagle spojrzała na zegarek. 8:05. Zerwała się z krzesła. Rzuciła krótkie "lecę" przyjaciołom i wyłączyła kompa (prosto z listwy). Założyła kurtkę, chwyciła torebkę i pobiegła w stronę drzwi.
- Pa Kita. Trzymaj za mnie kciuki - rzuciła jeszcze przy drzwiach i puściła oczko do kotki. - Jak będę wracać, to kupię Ci karmę - dodała i wybiegła, głośno zamykając drzwi. Zaczęła szukać w torebce kluczy. Tymczasem na korytarz wyszła pani Catch w szlafroku i różowych pantoflach.
- Co to za hałasy o siódmej rano! - zaczęła się wydzierać na całą klatkę.
- Przepraszam, spieszę się do pracy... - powiedziała chowając klucze do torebki i nie patrząc na irytującą kobietę, oraz nie zwracając uwagi na wydzierających się na starszą panią ludzi wychodzących w piżamach z domów, pobiegła na dół.
-Niechże ona da mi wreszcie spokój... - mruknęła cicho, prawie niedosłyszalnie. W końcu dotarła do swojego ciemnozielonego skutera. Nigdy nie potrafiła zapamiętać nazwy jego modelu. Kevin tyle razy jej powtarzał, co to za motor, ale co do takich rzeczy to Niki była zawsze nogą. Otworzyła bagażnik, wyciągnęła z niego kask (miał kolor bardzo podobny do motoru), wyciągnęła z torebki odtwarzacz MP3 i włożyła ją do środka. Wskoczyła na niego, włączyła MP3, włożyła słuchawki do uszu, wzięła do ust gumę do żucia „Orbit”, odpaliła motor i po chwili jechała zakorkowanymi ulicami Nowego Yorku. Na szczęście motor był wspaniałym rozwiązaniem na te korki-potworki, jakie określenie przeczytała ostatnio na przystanku metra.

White dove fly with the wind.
Take our hope under your wings
For the world to know, that hope will not die
Where the children cry


Podśpiewywała sobie słuchaną piosenkę, omijając samochody i ich wkurzających się na wszystko (a szczególnie na mijających ich motocyklistów) kierowców, dotarła pod wydział o 8:25. ~W ostatniej chwili...~ Wyciągnęła torebkę z bagażnika, włożyła do środka kask, poprawiła włosy, spojrzała do lusterka jak wygląda i ruszyła do wejścia.

Szła lekkim krokiem, odruchowo kołysząc delikatnie biodrami. Zachowywała się dosyć naturalnie. Brązowe włosy lekko opadały na jej opalone ramiona. Zielone oczy podkreślały jej delikatne rysy twarzy. Miała szczupłą, kobiecą sylwetkę, wyśmienicie podkreśloną przez dopasowaną, zieloną kurtkę, z której przy szyi lekko wystawał biały golf. Na nogach miała lekko obcisłe (ale nie przesadnie) jeansy-biodrówki, ozdobione brązowym paskiem. W końcu brąz pasuje do wszystkiego... Jedyną biżuterią, jaką miała na sobie (nie licząc czarnego zegarka, którego nie wszyscy zaliczają do biżuterii) były śliczne, białe kolczyki. Ogólnie wyglądała pięknie, ale nie jakoś przesadnie, czy skąpo.

Dosyć szybko podeszła do najbliżej stojącego policjanta i z wesołym uśmiechem na twarzy zapytała:
- Dzień dobry... Ja… Miałam… Jestem Nicole Merth i będę tutaj pracować. O 8:30 - spojrzała ukradkiem na zegarek: 8:29 - mam spotkanie z hm… - zastanowiła się chwilę. Zapomniała jak się ten facet nazywa. – Z… Szefem wydziału. – dokończyła. Gdy mówiła, jej perlisty głos zalał cały korytarz. Gdy stanęła przed drzwiami, wzięła parę głębszych oddechów, wyrzuciła gumę do pobliskiego kosza i weszła do pokoju punktualnie o 8:30.
- Dzień dobry. Mam nadzieję, że się nie spóźniłam… - powiedziała z uśmiechem, wesołym głosem, po czym usiadła na jednym z wolnych miejsc. Siedziała, w milczeniu przyglądając się twarzom wszystkim siedzącym w pokoju osobom.
 
__________________
Niczego w życiu nie należy się bać. Trzeba to tylko zrozumieć...

// Maria Skłodowska-Curie
Odyseja jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem