Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 05-11-2007, 10:18   #103
Mira
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 19291 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Basiu...Jak ty się czujesz? Wiem, że martwisz się o wszystkich, ale kto pomoże tobie? słyszałam kiedyś takie powiedzenie: 'Kto uzdrowi uzdrowiciela'?

Na słowa Olgi sanitariuszka, która właśnie zaczęła szukać odpowiednich do usztywnienia nogi deseczek, znieruchomiała. Podniosła swoje orzechowe oczy na koleżankę i przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu. Jej twarz była wykutą w kamieniu maską, dopiero po chwili zaciśnięte wargi rozluźniły się, wyginając ku górze w delikatnym, dziewczęcym uśmiechu.

- O to samo mogłabyś spytać Wiernego. – rzekła spokojnie. – On robi to samo. Troszczy się o nas wszystkich jakby był półbogiem, a jest tylko człowiekiem...

Dziewczyna wzięła wybrane deseczki i bandażem poczęła przymocowywać je do nogi Olgi. Rozprostowanie rannej kończyny bolało niesamowicie. Na moment więc rozmowa ucichła. Obie kobiety wsłuchiwały się teraz w odgłosy walki na zewnątrz.
Kiedy najgorsza część pracy sanitariuszki już minęła, wróciła do przerwanego wątku.

- Nie walczymy tu dla siebie tylko. Walczymy o sprawy wielkie, o nasz kraj, o Polskę! A w takich sytuacjach uczucia jednego człowieka przestają mieć znaczenie...

Odruchowo spojrzenie Basi powiodło ku chłopakowi o zapadniętych policzkach i pożółkłej skórze. Pierś Junaka unosiła się z trudem, jak gdyby on sam rozgrywał walkę. Walkę o każdy oddech.

Usztywnienie było gotowe. Sanitariuszka nerwowo zaczęła pakować zawartość apteczki. Była potrzebna przy barykadzie. Każdy strzał na zewnątrz mógł być dla któregoś z powstańców wyrokiem śmierci, a z odgłosów wynikało, że rozpętało się tam piekło.

- Nie martw się o mnie. – powiedziała do Olgi pewnym głosem. – Jeśli chcesz oszczędzić mi zmartwień, to po prostu zdrowiej jak najszybciej. Dobrze jakbyś teraz poćwiczyła chodzenie z tym usztywnieniem. Potem nie będzie już czasu na próby.

Z uśmiechem na ustach Basia zasalutowała rannej łączniczce, po czym wyszła na zewnątrz. Zwinnie niczym lisiczka przemknęła w pobliże barykady, by stamtąd móc obserwować czy ktoś aby jej nie potrzebuje.

Jakby w odpowiedzi na swoje obawy, dziewczyna ujrzała, jak na piersi jednego z chłopców - Antosia wykwita czerwony kwiat. Aż zbyt dokładnie widziała grymas bólu na młodej twarzy, zanim powstaniec osunął się na ziemię. Najgorsze było przy tym to, że znajdował się on po drugiej stronie ulicy ostrzeliwanej przez Niemców. Dostanie się tam, było równoznaczne z wystawieniem się na ostrzał przeciwnika.

Strach skuł serce dziewczyny, które teraz krwawiło wraz z młodym powstańcem. Przed oczami sanitariuszki nagle jednak przewinęła się dopiero co odbyta rozmowa z Olgą.

„Nie walczymy tu dla siebie tylko. Walczymy o sprawy wielkie, o nasz kraj, a w takich sytuacjach uczucia jednego człowieka przestają mieć znaczenie...”


To były jej słowa.
Basia ścisnęła tylko pewniej apteczkę w dłoni. Zdecydowała.

- Basia! Tam, przy kościele, Antoś! Dawać sanitariuszkę, natychmiast! – usłyszała głos Wiernego, który tylko dodał jej pewności.

Nie bacząc na ostrzał, wyskoczyła ze swojego schronienia i biegiem ruszyła do rannego. Te kilka sekund zdawało się trwać wieczność. Słyszała świszczące niedaleko pociski.

„Jeszcze kawałeczek... Jeszcze parę kroków... Udało się!”

Sanitariuszka doskoczyła do rannego i odwróciła go na plecy. Oddychał! Choć z wielkim trudem. Odciągnąwszy powstańca za załom ściany, dziewczyna przystąpiła do pracy, rozrywając koszulę na piersi. Nie było czasu na wątpliwości i ocenę stanu chłopca, teraz wszak liczyły się sekundy.

Raz tylko w trakcie opatrywania rannego, uniosła wzrok na Groma, który zajął niedaleko stanowisko, broniąc pozycji Antosia. Może uda im się wspólnie przenieść rannego?
 
__________________
Co dzieje się z naszymi marzeniami, gdy uświadomimy sobie, że nigdy się nie spełnią?
Stają się naszymi najgorszymi koszmarami.
Mira jest offline