Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 10-11-2007, 21:41   #1
kitsune
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
W drodze do Babilonu (Grimm D20)

Rozdział pierwszy
O tym jak nasze dziateczki znalazły się w Ponurych Krainach i przemyśliwały cóż dalej począć.
[media]http://schlaufox.googlepages.com/06-CavernaObscura.mp3[/media] Tego dnia pogoda była prawdziwie bajkowa. Na lazurowym niebie górowało słońce, śląc swe promienie w każdy zakątek tej pięknej krainy. Nieliczne chmurki prawdziwie przypominały owieczki z wolna sunące po nieboskłonie. Zdawało się, że zaraz któraś otworzy oczy, radośnie zabeczy i wesoło pobiegnie, by długimi susami okrążyć słońce. Z pobliskiego zagajnika dało się słyszeć trel ptasząt różnorodnych. Na miękkim mchu ułożyły się zajączki, sarenki, małe wilczki, puchate kulki, które aż prosiły się o to, by je przytulić. Gdzieś pośród drzew i krzewów obsypanych delikatnym kwieciem szumiał strumyk. Delikatny wiatr przynosił woń wiosny – kwiatów, rozgrzanej ziemi, leśnych owoców.


O takim lesie marzyła Monia od dawna. Z okna szpitalu widziała tylko ponury park, bezlistne drzewa chore od nadmiaru spalin, karłowate krzewy, stare, połamane ławki. Nie to było najgorsze. Park był przerażająco pusty. Jak serce Moni. I równie zimny.


Ale ten tutaj, to było spełnienie marzeń. Tutaj jej pluszowa owieczka Dolly będzie mogła hasać ze zwierzątkami i chmurkami. Tutaj sama Misia będzie żyła długo i szczęśliwie, bo przecież tam daleko tatuś z mamusią już jej nie potrzebują, już wkrótce będą mieli nowego dzidziusia. Nagle Misię coś szarpnęło za ramię…






I otworzyła oczy…






Niewiele starszy od niej chłopiec, nachylał się nad nią, przesłaniając niemal wszystko. Mimo to Misia czuła, że coś jest nie tak. Coś bardzo, bardzo, bardzo… Chłopiec raz jeszcze szarpnął ją:
- Wstawaj mała, już, już! – chłopak był dziwny. Niby na oko 12 lat, ale długie włosy i niewielka, rzadka bródka zdawała się przeczyć wiekowi. Głos jednak nie zmyliłby nikogo. Chłopięcy falsecik dwunastolatka. – No szybko.
Misia, zerwała się na równe nogi. Dopiero teraz poczuła chłód i wilgoć trawy, na której leżała. Otaczający ją las był cichy i ponury. Wszechobecna mgła ograniczała widoczność, a z szarego nieba siąpił chłodny deszcz. W oddali usłyszała wycie wilka. Długie i przenikliwe. Chłopiec rozejrzał się wyraźnie przestraszony. W dłoni kurczowo ściskał jakiś dziwny przedmiot, jakby scyzoryk, ale nieporównanie bardziej ostry. Ubrany dziwacznie w fioletowe spodnie, czerwone, ciężkie buty, mając odstające uszy i tę dziwną bródkę oraz liczne, blade blizny na twarzy, nie był ładnym dzieckiem. Misia spokojnie poprawiła sukienkę. Zawsze była uważana za ładną dziewczynkę. Duże, ładne oczy i ten charakterystyczny, łagodny półuśmiech dodawał jej bardzo dużo uroku. Ze zdziwieniem skonstatowała , iż nosi na sobie delikatną, błękitną sukienkę w kolorze nieba, z wielką białą kokardą, a na stopach ma piękne buciki z niebieskiej skóry. Czuła się dziwnie lekko. Nie czuła bólu, który od wielu miesięcy towarzyszył jej w dzień i w nocy. Zniknęła chorobliwa chudość, a na głowie znów miała lśniące, gęste włosy.


Kilka metrów od nich siedziała mała, licząca ledwie siedem lat dziewczynka. Bawiąc się małą, różową piłeczką. Dopiero teraz ją zobaczyli i skamienieli, wpatrując się w jej wielkie oczy. Sama obudziła się w tym lesie, a raczej obudził ją szorstki języczek jej przyjaciela. Kotecek polizał ją po buzi, a ona otworzyła oczy i zobaczyła las, i dzieci, i drzewa i … i… I zobaczyła Kotecka!!! I teraz będzie mogła wrócić z nim do domu i mamusi pokazać go, i nie będą się już mama i tata martwić, że Alusia widzi to, czego nie ma. I nie będzie musiała iść do tego pana, który zadaje jej te wszystkie dziwne pytania:
- Kotecek mnie obudził. Ceść, jestem Alusia. Ala. A to mój kotecek. – Misia i Piotruś spojrzeli w miejsce, gdzie dziewczynka wskazała rączką. Niczego tam nie było. Misia pokręciła głową w zakłopotaniu. Jej pluszowa owieczka zrobiła to samo. A potem Ala rzuciła piłeczką w stronę wyimaginowanego kotecka. Piłeczka poturlała się po trawie, zatrzymała się, a potem podskoczyła kilkukrotnie, jakby faktycznie jakiś kot ją pacnął łapką.


Michał sięgnął do kieszeni. Uff, były. Jego gogle były. I lizak, zwykły wiśniowy lizak, jaki można było kupić w każdym spożywczym za 25 groszy. Chłopiec rozglądnął się wokół siebie. Drzewa, drzewa, drzewa. Dziwne drzewa. Michał przed chwilą zobaczył, jak jedna z gałęzi, mimo kompletnej flauty, poruszyła się niczym żywa. Kierowany impulsem założył na oczy gogle i... mgła zniknęła. Po prostu zniknęła. Zniknęły również chmury. Ujrzał ogromne, ciepłe słońce. Zwrócił wzrok na drzewa i pomiędzy nimi dojrzał polanę, a na niej dzieci. Zdjął gogle, gdy szpila bólu wwierciła się gdzieś pod czaszką. A potem położył dłonie na poręczach przy kołach wózka inwalidzkiego, na którym siedział i ruszył naprzód. W stronę dzieci. Nie chciał być sam, już nie chciał być samotny.


Staś ledwie chwilę myślał, dlaczego znalazł się w tym lesie. Raz jeszcze okręcił się wokół siebie, szukając znajomych miejsc. Wzruszył ramionami. To na pewno nie był las za gospodarką Makutrów. W zasadzie to nie był żaden ze znanych Stasiowi lasów. Chłopiec wzruszył ramionami, las to las. Czego tu więcej oczekiwać? Że zimno, że mokro, i że śniegu nie ma. Pewnie stopniał. A ze Staś nadal nie wiedział, jak się tu znalazł. Ot znalazł się i tyle. Podniósł z ziemi jego ulubione sitko na kijanki i ruszył przed siebie. Ledwie chwilę później dostrzegł siedzącego na kamieniu chłopca, który przyciskał do siebie futerał ze skrzypcami. Chłopak, na oko ośmioletni, ubrany w czarne spodnie i białą koszulę z czystym jak śnieg kołnierzykiem drżał ze strachu lub zimna. Staś był dobrym chłopcem i podszedł do miastowego:
- Cześć, Stasiek jestem – i wyciągnął do niego grabę.
Tamten spojrzał na umorusana dłoń starszego chłopca, ujął ją powoli i odpowiedział:
- Piotr Zamaszyński. Ja… Ja nie wiem, skąd tu się wziąłem.
Staś uśmiechnął się szeroko, przetarł dłonią rudą mierzwę włosów i rzucił od niechcenia:
- Ja tez, pewnie za chatą Gąsiorowskich jesteśmy. Nie ma, co się bać.
Mgła podniosła się na tyle, że obaj chłopcy dojrzeli, iż znajdują się na ogromnej polanie. Na jej drugim końcu dostrzegli trójkę dzieci i wyłaniającego się z lasu chłopca na wózku inwalidzkim. Czym prędzej ruszyli w ich stronę, bo przecież jak mawiał tato Stasia: „W kupie raźniej, bo kupy się nie rusza”.


Kuba przedarł się przez krzewy, które zdawały się szarpać na nim ubranie, które próbowały chlasnąć go cierniami po twarzy. Szczęśliwie Kubuś jak na swój wiek był dużym chłopcem. I tym razem poradził sobie. Wypadł wprost na polanę, lecz w ostatniej chwili potknął się o korzeń i przewrócił się jak długi. Książka, którą niósł pod pachą wypadła mu na mokrą trawę, więc chłopiec czym prędzej podniósł ją. Już nie dziwiło go, dlaczego „Poradnik Młodego Skauta” miał teraz skórzaną okładkę, grube okucia na rogach, a tytuł wybity był w skórze złotymi czcionkami. Nagle usłyszał śmiech. Wstał szybko i poszukał wzrokiem tego, kto się z niego naśmiewał:
- Aleś się wywalił! – okołodziesięcioletni chłopiec, ubrany w adidasy, markowe bojówki i bluzę Pumy z kapturem. Kuba zignorował tę niezbyt grzeczną uwagę. Oczyścił dłonią przybrudzone spodnie i zapiął dokładniej bluzę na piersi. Było dość chłodno.
- No co nie gadasz? – Tamten podrzucił nogą deskorolkę, przy której Kuba dostrzegł niewielki silniczek, i chwycił ją w dłonie, a potem zeskoczył z omszałego głazu, na którym stał. – Nazywam się Jasiek.
Kuba z bliska zobaczył, że tak naprawdę chłopiec się boi, tylko zachowaniem próbuje zamaskować własny strach. Nic dziwnego, Kubuś też czuł się nieswojo w tym dziwnym, mrocznym lesie.
- Kuba. Wiesz, gdzie jesteśmy?
Jaś opuścił głowę, by ukryć łzy, które nagle poczuł pod powiekami. Potem zaśmiał się głośno:
- Nie, wziuuut, porwało mnie chyba. Kosmici pewnie, tacy pałerrandżerzy! – Zamachał rękoma, udając lądowanie statku kosmicznego. Nagle spoważniał. – Obudziłem się tutaj. Siedziałem pod drzewem.
Kuba pokiwał głową. Nagle obaj usłyszeli głosy. Gdzieś tam były inne dzieci. Jaś klepnął nowego kompana w ramię i ruszył naprzód, a Kuba za nim.


Cała ósemka spotkała się na środku wielkiej polany.
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez Milly : 26-03-2008 o 11:19.
kitsune jest offline