Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-11-2007, 11:58   #3
Milly
 
Milly's Avatar
 
Reputacja: 1041 Milly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumnyMilly ma z czego być dumny
Misia zmierzyła starszego chłopaka ostrym spojrzeniem. Czego od niej chciał? Dlaczego ją budził ze snu, z którego nie chciała wracać! Po chwili dotarła do niej niesamowitość tej sytuacji w całej jej rozciągłości. Zerwała się na równe nogi i poprawiła swoją błękitną sukienkę. Sukienkę! Spojrzała na swoje nogi, mocne, umięśnione, zgrabne łydki i uda zdrowej dziewięciolatki. A nie patyki z odstającymi kolanami! Spojrzała na ręce - gdzie podziały się wenflony? Gdzie udręczone kroplówkami żyły? Gdzie ranki i siniaki? Nie ma. Nie ma! Drżącymi dłońmi dotknęła swej głowy. Włosy... prawdziwe jasne pukle, związane w długi "koński ogon". Jej piękne włosy jeszcze niedawno wychodzące garściami, po których na białej czaszce zostało tylko wspomnienie... a teraz są!

Monisi przez chwilę łzy zakręciły się w oczach. Czy to ze szczęścia czy może z powodu myśli, która od razu pojawiła się w jej głowie:
"A więc... umarłam. Ania miała rację - śmierć nie boli... ale nie było przy mnie mamy, która obiecała trzymać mnie za rękę... była przy tamtym dziecku..."

Trwało to jednak tylko chwilkę. Przecież nie można pozwolić sobie na słabość! Łzy wyschły na chłodnym wietrze, który owiał jej rumianą twarz. Kto powiedziałby teraz, że jeszcze wczoraj umierała na szpitalnym łóżku? Nikt! I niech tak zostanie, nikt nie musi wiedzieć. A z resztą - to przecież nie jest Niebo! Niebo to aniołki, pierzaste chmurki, tęcza, złota brama i śpiewane przez cały dzień religijne piosenki! Gdyby umarła miałaby teraz skrzydełka, aureolkę i mogłaby bujać w przestworzach. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że przecież mogła trafić do piekła. Takie dziewczynki jak ona nie trafiają do piekła.

- Masz niewidzialnego kota? - zapytała z powątpiewaniem i już miała coś dodać, ale w końcu Alusia była tylko d z i e c k i e m - Mam na imię Monika. Możesz mówić do mnie Misia.

- Ale fajnie! Jesteśmy w lasku na wyciecce! - krzyknęła dziewczynka i Misia dostrzegła wtedy, że na polance zaczęły pojawiać się kolejne dzieci. Patrząc na swobodnie brykającą Alusię coś się w niej obudziło. Wiedziała, że to nie jest wycieczka. Nie wiedziała jeszcze gdzie są i dlaczego tu się znaleźli, ale z czasem na pewno to odgadnie. Na razie dziewczynki powinny trzymać się razem. To, co obudziło się nagle w Misi, to poczucie o d p o w i e d z i a l n o ś c i. Szczególnie za małą, rozbrykaną dziewczynkę.

- A gdzie moja mama? – spytała na głos Alusia. Monika ściskając w ręku swoją ukochaną Dolly podeszła do niej i uśmiechnęła się protekcyjnie, jak pani uśmiecha się do dzieci w szkole; był to jednak ciepły i przyjazny uśmiech.
- Tu nie ma Twojej mamy. Mojej też nie ma. Nie ma tu niczyjej mamy - dodała szybko, aby Ala przypadkiem nie zapytała o mamy chłopców - Weź mnie za rękę, bo możesz się zgubić. I Twój kotek mógłby się zgubić, a przecież to by było straszne! Widzisz - ja moją Owieczkę zawsze trzymam za rączkę. Musimy iść do tych chłopaków i zapytać co tutaj robią i... gdzie to jest właściwie.

Misia wyciągnęła dłoń do siedmiolatki i dziewczynki razem ruszyły w stronę szóstki chłopców.
 
Milly jest offline