| Kuba ruszył za Jasiem, ciągle nie dowierzając własnym oczom. W okolicach jego miasta na pewno nie było takiego lasu. A przynajmniej nie tak blisko, by mógł tam dojść przez sen, w ciągu jednej nocy.
Nie wiedział gdzie jest, w jaki sposób się tu znalazł, kto go tu ściągnął i po co. A najważniejsze - nie miał zielonego pojęcia, jak się stąd wydostać.
Spojrzał na niebo, zastanawiając się, która to może być godzina.
"Ciekawe, co na ten temat powiedziałby 'Poradnik Młodego Skauta'" - przemknęło mu przez głowę.
Nie otworzył jednak książki. Po pierwsze, czytanie podczas chodzenia po lesie nie było zbyt dobrym pomysłem. Przed chwilą, choć z innego powodu, zaliczył już trawę i nie miał zamiaru powtarzać swego upadku, tym razem przed liczniejszym zgromadzeniem.
Po drugie, nie w pełni ufał książce, która - jak pamiętał - poprzednio wyglądała nieco inaczej.
"Jakbym miał w ręku księgę czarów" - pomyślał. - "Albo oryginał opowieści o Aurynie."
- Albo mi się to śni - powiedział półgłosem - albo mamy pewne kłopoty...
Obrzucił wzrokiem gromadzące się na środku polany osoby. Znalezienie się w tym lesie było na tyle dziwne, że fakt, iż jeden z chłopaków bez problemu porusza się na wózku wśród wysokich traw nie zrobiło na nim wrażenia.
"Same dzieci... W większości młodsze..." - to spostrzeżenie nie sprawiła mu zbyt wiele radości. - "Jakaś wersja Nibylandii... A może czekają nas dwa lata wakacji rodem z Verne'a."
Uszczypnął się lekko, by upewnić się, czy czasem nie śpi. Zabolało, jak na jawie.
Uśmiechnął się niewesoło. Przeczytał chyba za dużo książek, by móc się cieszyć nieoczekiwaną swobodą. A ostrość cierni jasno uświadomiła mu, że nie trafił do rajskiego ogrodu. Poza tym było dziwnie zimno...
Podciągnął wyżej zamek bluzy i poprawił czapkę.
Przyspieszył kroku, by zrównać się z idącym przed nim chłopakiem.
Zbliżył się na tyle, by móc z wyrazu twarzy pozostałych wywnioskować, że nie tylko on jest zaskoczony pojawieniem się w tym lesie.
Postanowił, przynajmniej na razie, z nikim nie dzielić się swymi przemyśleniami i niepokojami. Nie miał zamiaru zwiększać niczyich obaw.
- Cześć. Jestem Kuba... - powiedział na tyle głośno, by wszyscy go usłyszeli. I na tyle cicho, by dźwięk nie niósł się zbyt daleko. |