Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 25-11-2007, 19:40   #24
kitsune
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rozdział trzeci
W którym dziateczki wchodzą w mroczną czeluść lasu i spotykają…
[media]http://schlaufox.googlepages.com/04-Trellisaze.mp3[/media] Prawdziwa, Najprawdziwsza Wróżka zawirowała ponad paprociami, roztaczając wokół siebie jeszcze silniejszy blask. Gdy padły pytania, spoważniała. Lekko podpłynęła w powietrzu do Ali tak blisko, że dziewczynka aż zmrużyła oczy. Skrzydełka wróżki trzepotały jak u małego wróbelka.


- Przywołać go, Alusiu, przywołać. A wtedy on stanie w twej obronie. Lecz nie nadużywaj tego, bo za każdym razem kotecek jest coraz słabszy. Futerko mu zblaknie, zrobi się przeźroczyste, aż wreszcie twój kotecek zniknie.


Na pocieszenie pogłaskała dziewczynkę po buzi, a ta poczuła silne ciepło bijące z dłoni Prawdziwej, Najprawdziwszej Wróżki. Kotecek nagle nastroszył się, zjeżył i odskoczył, sycząc przeraźliwie. Pozostałe dzieci nie mogły ujrzeć stworzonka, ale ów koci syk doskonale usłyszały. Wróżka ponownie zatrzepotała skrzydełkami i pofrunęła w kierunku Piotrusia Zamaszyńskiego.


- Piotrusiu, chłopcze – rzekła z przyganą w głosie. – Wykorzystałeś aż dwa pytania, nie dając innym szansy. Nie myślisz o innych dzieciach? Odpowiem ci na oba. Wybaczenie jest bardzo ważne, bez niego na nic twe starania, podróż, na nic chęć powrotu do domu. A za co ktoś ma ci wybaczyć? Za to, że odebrałeś nadzieję i miłość. Za łzy i lęk. I za złą śmierć, nieopłakaną, samotną i pustą. Wreszcie za to, że istniejesz.


Piotruś poczuł dziwne ukłucie w sercu. Za to, że istnieje ma kogoś przepraszać? Ale dlaczego? Czy to jego wina? Łzy zapiekły pod powiekami. Znowu miał czuć się samotny? Wykluczony z grona dzieci?


Wróżka wyprostowała się i rzekła:
- Pamiętajcie dziateczki o przepowiedni. Z tej polany prowadzi tylko jedna droga, o tamtędy. – wskazała dłonią wąską ścieżynkę, przebijającą się przez przywiędłe krzewy dzikiej róży. Przez chwilę jeszcze unosiła się nad maluchami, uśmiechając się po matczynemu. A potem po prostu zniknęła, a wraz z nią ciepły, słoneczny blask. Pozostał zimny, zamglony las. Mżawka. I głucha cisza.


Misia nie była ciekawa odpowiedzi, jakie Wróżka udzieliła Alusi i Piotrusiowi, wciąż słyszała słowa czarodziejki skierowane do niej. Łzy płynęły po dziecięcej buzi jak grochy. Dziewczynka wtulona w owieczkę tłumiła w sobie szloch. Czy naprawdę właśnie umarła? Owieczka cichutko meczała, starając się uspokoić swoją przyjaciółkę. W tej chwili jej miękkie i ciepłe futerko było tym, co nie pozwalało popaść Misi w rozpacz.


Kuba uważnie obserwował inne dzieci. O tak, był dobrym obserwatorem. Jednak w tej chwili na nic mu to było. Byli znów sami w tym nieprzyjaznym lesie. Dwunastolatek westchnął, starał się po sobie nie pokazywać, jak rozczarowały go pytania Ali i Piotra.
- Chyba dobrze było stąd iść?
Pozostałe dzieci podobnie myślały. Owszem, mogły ruszyć na przełaj przez las, ale podróż byłaby dużo cięższa, a poza tym łatwiej byłoby się rozłączyć, zgubić.


Jaś starał się zamaskować strach i smutek, jaki wzbudziły w nim słowa Prawdziwej, Najprawdziwszej Wróżki. A co jeśli te dzieci dowiedzą się, że kiedyś seplenił, i będą się z niego śmiały. I nie będzie już tak ważny, jak był, kiedy… Chłopiec poczuł, że bardzo chciałby wrócić do domu. Do kolegów, mamy, taty. Ba, nawet szkoła nie wydawała mu się tak nudna i nieciekawa teraz. W głosie Kuby słyszał pewien żal, może nawet rozczarowanie. Prawdopodobnie czekała ich długa i ciężka droga do Babilonu. Szklanej góry.
- Tak, chyba trzeba iść.


Staś podskoczył radośnie:
- nie jesteśmy sami. A to już połowa sukcesu, prawda? Ruszajmy. W razie czego… - tu wyprężył chudą pierś. – Nooo... Słyszeliście chyba?
Dodał już mniej pewnie.
- Mam być rycerzem, to chyba mam was bronić, nie?
Wstał, poprawił sterczące za paskiem od spodni sitko na kijanki i raźno pomaszerował w kierunku ścieżki.


Piotruś Czarny już nie czuł takiego strachu czy niepokoju. Cała ta afera z Ponurą Krainą i Babilonem i Prawdziwą, najprawdziwszą Wróżką… Ech, czuł się jak bohater prawdziwej baśni. I zaczynało mu się to podobać. Starał się nie pamiętać w tej chwili słów Wróżki, nie chciał myśleć o bólu. Tym bardziej, iż czuł, że Wróżka nie kłamała. Czuł również coś dziwniejszego, że ta Kraina nie jest mu całkiem obca.

Ścieżka prowadziła przez zamglony las...


Michaś został ostatni. Znów czuł się całkiem samotny. Wreszcie połączył dłonie na obręczach przy kołach i mozolnie ruszył naprzód. Wspomnienie o Kwiecie Paproci nie dawało mu spokoju. A co jeśli przegapił szansę na odzyskanie władzy w nogach? A co jeśli faktycznie Wróżka nie kłamała? Już nigdy więcej, nigdy w życiu, w najmniejszym, najmniejszutkim stopniu nie chciał dać się oszukać. Ale przecież ona mówiła…


***


Ścieżka prowadziła przez zamglony las. Deszcz wciąż mżył, a dzieci coraz bardziej marzły. Nawet Staś już nie szedł tak ochoczo, nie wymachiwał rękoma, nie podgwizdywał pod nosem. Ich droga wiła się pomiędzy drzewami, wciąż kryła się za kolejnym krzewem czy potężnym rozłożystym drzewem. Ich wędrówka trwała już przynajmniej godzinę lub dwie. Wyszli za kolejny zakręt…

… i serca podskoczyły im do gardeł a przerażenie odebrało mowę. Na omszałym, gigantycznym kamieniu siedziała wilcza bestia. Ni to człowiek, ni basior o pysku, w którym żółciły się wielkie, ociekające śliną zębiska. Wilkołak uśmiechnął się na ich widok i wychrypiał niezwykle niskim głosem:
- Witajcie dzieci.


Ni to człowiek, ni basior o pysku, w którym żółciły się wielkie, ociekające śliną zębiska
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 26-11-2007 o 17:54.
kitsune jest offline