Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 29-11-2007, 18:33   #209
Malutkus
 
Reputacja: 13 Malutkus nie jest za bardzo znany
Kristoff Baxter

- Cholera, nie mamy czasu na takie zabawy. Gedan, pilnuj drzwi. Jakby co- zamknięte do odwołania. Ragnaak, przytrzymaj dziada.
Wkurzył się. Naprawdę się wkurzył. Nie dlatego, że handlarz nie chciał im sprzedać żywności- w końcu byli nietutejsi, a takim nigdy nie można ufać. Powodem nie był też sposób, w jaki wyrzucał ich ze sklepu. Ale ten knypek bezczelnie wyjechał z argumentami, które w innych okolicznościach wywołałyby u Baxtera długi, pusty śmiech: on to jest biedny, a my źli i niedobrzy, i w ogóle obok jest szeryf, więc uciekajcie stąd wy przebrzydłe, niegodziwe łotry, bo dosięgnie was karząca ręka sprawiedliwości! W tej chwili, po długiej drodze, na głodniaka i z topniejącymi zapasami, taki ton i groźby przekroczyły granice cierpliwości medyka.
Nałożył kastet i z całej siły, z lekkiego zamachu strzelił w pucułowaty pysk. Miał jeszcze na tyle kontroli nad sobą, by wycelować w szczękę, możliwie nisko, byle nie w skroń. Jeśli trafił dobrze szczęka prawdopodobnie była rozwalona, a koleś stracił przytomność. I o to mu chodziło. Ostatecznie gdzieś tu niedaleko był szpital, a na połamaną szczękę się nie umiera.
- Do roboty, panowie. Nikt nie mówił, że będzie wesoło.
Cholera, nie poznawał siebie. Zwykle chodził wyluzowany i pewny siebie, jednej chwili stał się nerwowy... trochę jakby roztrzęsiony... D*** tam, to wszystko przez tego kretyna- mógł spokojnie pójść na układ i nie byłoby problemu.
Teraz wypadałoby przeszukać Terry'ego i zabrać się za szukanie łupów. Jeśli handlował konkretnymi lekami i żywnością to musiał ją mieć gdzieś tutaj, pewnie na zapleczu, przynajmniej taką Baxter miał nadzieję. Tam też mogła być ewentualna obstawa. Oczywiście mogło ich tam nie być...
K***, z perspektywy czasu cała ta akcja nie wydawała mu się tak oczywista jak jeszcze kilka sekund temu." No nic, stało się."
 
Malutkus jest offline