Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 03-12-2007, 00:49   #32
kitsune
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rozdział czwarty
W którym Wielki, Zły Wilk daje dziatkom szereg przestróg, z czego ostatnia jest najgorsza.

A wilk spoglądał na nich i uśmiechał się kpiąco. No jasne, „kpiąco” w przypadku wilczej bestii znaczyło niewątpliwie: „szczerząc potwornie wielkie zębiska”, a to już wystarczyło, by każde z ósemki dzieci poczuło się przynajmniej nieswojo. Poza Alusią, która najwidoczniej zdecydowała, że z wilkami trzeba ostro i konsekwentnie, a wtedy problemów nie będzie.


Tu pomogę Czerwonemu Kapturkowi grzybów dla Babci nazbierać...

Wilczysko miało na ten temat widocznie inne zdanie, bowiem przeciągnęło się i wyprostowało całą swą imponującą, pseudoludzką postać. A że liczyło przeszło osiem stóp wzrostu, w barach zresztą niewiele mniej, toteż dzieci zbiły się w żałosną gromadkę, rzecz, jasna poza Alusią, która wzięła się pod boki i całą swą maleńką osobą liczącą może 3 i pół stopy okazywała wilkowi swą niechęć. W tej właśnie chwili dziateczki przypominały wilkołakowi trzódkę przerażonych, tłuściutkich owieczek, zatem oblizał się, mlasnął i z trudem powstrzymał chęć kłapnięcia paszczęką na najbliższym z dzieci (Tak, Alusiu, na tobie!). Wreszcie zsunął się z kamienia, na którym przysiadł wcześniej, powiódł niechętnym spojrzeniem po dzieciaczkach.

- Nie cierpię „wazyw”. – Rzekł z przekąsem, kierując swe słowa zapewne do Alusi. – Buzi też ni posiadam. Raczej paszczę i jeszcze jedno podobne słówko dziewczynko, a będziesz miała okazję sprawdzić, jak chrzęszczą twe kości między mymi zębiskami. A ty dziewuszko z owieczką w dłoni bądź pewna, że nie wścieklizną zarażam, lecz klątwą po stokroć gorszą.
Ponownie się oblizał, napawając się strachem dzieci.

- No już, już, tylko mi tu bez płaczu. Tym razem was nie zjem. Tym razem. Mało tego, porozmawiam kulturalnie, przestrogi podam, na właściwą drogę wyprowadzę. A jakże chłopczyku, przepuszczę was i ścigać nie będę… Od razu.

Zaśmiał się krótko i chrapliwie. Śmiech miał sztuczny, jakby zmuszał się do niego, jakby krtań stwora nie nawykła do wydawania takich odgłosów. Oczami wodził jak szalony po dzieciach, a czerwony jak piekło jęzor co rusz ślizgał się pożółkłych kłach. Wilczysko najwyraźniej z trudem panowało nad żądzą mordu.
- Babilonu pewnie szukacie, co?
Z triumfem dostrzegł wyrazy zdziwieniach na obliczach dzieci.
- A wiem, wiem. Każde z dzieci szukało. No, może choć wy go odnajdziecie. A daleka do niego droga, i trudna, że o niebezpieczeństwach nie wspomnę. W Krainie Baśni jesteście, a jakże, lecz dziwne to baśnie. Tu nie zawsze piękno oznacza dobro, a brzydota zło…

Ponownie zawarczał, przewrócił oczyma i zawył nagle. Wycie wibrowało, wznosiło się i opadało. I las nagle zamarł jakby ze strachu, i wszelkie inne odgłosy ucichły. Bestia uspokoiła się, choć znać było, że woń dzieci drażni mu nozdrza, sprawia, że na język napływa ślina, niosąc zapowiedź smaku delikatnego, surowego mięska dzieci.

- Jam jest Wielki, Zły Wilk. Nie sugerujcie się imieniem. Brzydkie Kaczątko wyrosło na pięknego łabędzia, a imienia nikt mu nie zmienił, prawda? Tak naprawdę wielka ze mnie poczciwina. Tu pomogę Czerwonemu Kapturkowi grzybów dla Babci nazbierać, tam pociągnę karocę Kopciuszka dla bal. Słowem, wcielona dobroć ze mnie.

Obraz przeczył słowom do tego stopnia, iż dzieci czuły jak włosy podnoszą im się ze strachu na głowach. Dziwaczny był to wilk, ale równie groźny, co ten z baśni. Przeczuwali, iż Wielki, Zły Wilk bawi się nimi. Cieszy go ich strach.

- Ta ścieżka, dzieci moje drogie prowadzi do niewielkiej osady. Trzy małe chatki, otoczone hmmm… palisadą. A w środku trzy małe wieprzki. Nie przeczę, iż wieprzowiną bym nie pogardził, toteż nie zaglądajcie do chatek, bo co jeśli wejdę do środka i was zastanę? Może pomylę z Świnkami? No chyba ze zechcecie mi pomóc? Zostawić otwarte wrota do chałupek? Ja umiem się odwdzięczyć, jak trzeba to i drogę na szklaną górę wskażę. Ale na mnie już czas, rozważcie mą propozycję.

Wielki, Zły Wilk odwrócił się i wszedł między drzewa. Jego sylwetka poczęła niknąć pośród mgły. W pewnym momencie zatrzymał się i spojrzał na dzieci. Kolejna fala strachu uderzyła w ich małe serduszka. Ślepia Wilkołaka rozjarzyły purpurą, bestia zębiska obnażyła po same korzenie, z gardła dobiegł dzieci potworny warkot:

- Rozważcie dobrze, bo inaczej po Świnkach ruszę za wami… Moje drogie dzieci!

W tej chwili Piotruś Czarny usłyszał cichutki szept:
- hej, chłopczyku… Pomogłeś mojemu koledze, którego bolał bok od odleżyn, to i ja tobie pomogę. Nie słuchaj wilka, ale strzeż się również Świnek, choć faktycznie to one mają ciąg dalszy przepowiedni o szklanej górze.

Ślepia Wilkołaka rozjarzyły purpurą, bestia zębiska obnażyła po same korzenie...
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu



Ostatnio edytowane przez kitsune : 03-12-2007 o 00:52.
kitsune jest offline