Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 12-03-2007, 10:06   #5
Kelly
 
Kelly's Avatar
 
Reputacja: 5 Kelly jest jak klejnot wśród skałKelly jest jak klejnot wśród skałKelly jest jak klejnot wśród skałKelly jest jak klejnot wśród skał
$: 173 906
Marco miał wrażenie, ze nie pasuje do tego miejsca. Gospoda „Pod drewnianym kuflem” była położona niedaleko murów miejskich i chociaż nie gromadziła najgorszej hołoty, to jednak mimo wszystko, jej klientami byli przeważnie biedniejsi wyrobnicy, rzemieślnicy, handlarze sprzedający rozmaite produkty na bazarach, czasem prości wojacy i podoficerowie, czy po prostu niezbyt majętni goście Florencji. Tymczasem on, elegancko ubrany, nawet, można powiedzieć, wytwornie, zdecydowanie rzucał się w oczy strojem. Dziwnym było również to, że nikt spośród pozostałych gości go nie próbował zaczepiać, czy nakłaniać do gier hazardowych, jakie odbywały się na innych stolikach. Dziwnym, przynajmniej dla gościa, który pierwszy raz odwiedzałby „Drewnianego kufla”. Jednakże najemnikom raczej nie wchodzono w drogę. Ogólnie kondotierzy cieszyli się złą sławą, a oddział taki jak ten, w którym porucznikiem był Marco, mimo zasług na polu walki, należał dalej do takich sprzymierzeńców, jakich najchętniej by się pozbyto z miasta. Najśmieszniejsze w tym wszystkim było jednak to, że Marco, syn szanowanej rodziny, pochodził z Pizy i wstąpił do kondotierów florenckich tylko dlatego, że była to jedyna możliwość uzyskania patentu oficerskiego, wszystkie inne miejsca obsadzali bowiem wyłącznie mieszkańcy Florencji. Tymczasem list, który otrzymał, praktycznie znowu pozbawiał go stopnia, bo choć teoretycznie nic nie mówił o faktycznej decyzji, jednak co to za porucznik bez oddziału.
- Ech - westchnął, dopijając resztki, które się jeszcze jakimś cudem uchowały na dnie kufla. – Skoro polecają, trzeba iść. Zobaczymy, może jednak potem do wniosku, że trzeba reaktywować oddział, dojdą. Wtedy wrócę do chłopaków.

Wstał od stołu rzucając gospodarzowi kilka drobnych monet. Marco nie płacił wiele i nie dawał specjalnych napiwków. Jego brat był wprawdzie markizem i podestą Pizy, ale on, jako młodszy syn rodu, miał się troszczyć o siebie. Elegancko ubrany, wykształcony, ale z pustą kieszenią, którą sam miał sobie napełniać. Zdawał sobie wprawdzie sprawę, ze zarówno jeden brat markiz, jak i drugi, kanonik bazyliki pizańskiej, nie wyrzuciliby go, gdyby się do nich zgłosił, ale także nie chciał im siedzieć na głowie.

Wychodząc z gospody skierował się obok Palazzo Pitti, przez Ponte Vecchio do siedziby Signorii. Pismo bowiem niewiele mówiło. Owszem, miał towarzyszyć owemu Constanciusowi Vinhentheimowi jako ochrona, ale gdzie on się znajdował. Tego list nie wyjaśniał i dlatego wizyta w siedzibie władz była konieczna. Przeciskał się przez różnokolorowy tłum. Jak to w centrum, częściej niżeli gdzie indziej, zdarzały się bogate stroje szlachty oraz kupców, jednak dużo, jak wszędzie, było ubogich, którzy czymś handlowali, albo próbowali zaoferować swoje usługi. Także Marco musiał się opędzać od takich, którzy widząc elegancki strój, usiłowali naciągnąć go na kilka florenów. Wreszcie dotarł do Pałacu, w którym mieściła się Signoria, oficjalnie jedynie kierowana przez rodzinę Medyceuszy. Wszyscy jednak wiedzieli, ze Medici trzymają władzę silną ręką i raz wygnani, nie maja ochotę powtarzać tego eksperymentu.

Wędrując przez obszerne korytarze pałacu, który pełnił rolę ratusza, Marco, szukał jakiegoś urzędnika miejskiego, który wyjaśniłby mu szczegóły, a przede wszystkim to, gdzie ma szukać swojego podopiecznego. Kilku nie miało wprawdzie pojęcia, ale wreszcie jeden okazał się na tyle obznajomiony ze sprawą, że pomógł najemnikowi:
- A, ojciec Vinhentheim. Tak, oczywiście, że wiem. Rzeczywiście przebywa obecnie we Florencji. Doszły mnie słuchy, że w klasztorze św. Marka. Przypuszczam, że jeżeli chce pan go odnaleźć musi się pan udać tam. Pewnie wtedy, albo pan spotka ojca, albo udzielą panu dokładniejszych wskazówek, gdzie ma pan szukać dalej.
Klasztor św. Marka. Niewątpliwie, był znany. Dominikański przybytek bardziej wykształconym Florentczykom kojarzył się z freskami stworzonymi w połowie ubiegłego wieku, a wszystkim ze sprawą Savonaroli, który właśnie w nim miał swoją siedzibę. Jednak to był dawny czas, chociaż zostawił sporo ran we Florencji, łącznie z wzajemną niechęcią niektórych rodów.
 

Ostatnio edytowane przez Kelly : 12-03-2007 o 10:12.
Kelly jest teraz online   Odpowiedź z Cytowaniem