Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 04-12-2007, 19:13   #215
Tevery Best
 
Tevery Best's Avatar
 
Reputacja: 184 Tevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie cośTevery Best ma w sobie coś
Targ
Sklepikarz zaczął się szarpać, walnął Kristoffa w twarz, ale nic szczególnego mu nie zrobił. Kopał, szarpał się, ale obstawał przy swoim. Na dumny wywód Ragnaaka na temat powinności żołnierskich napluł mu tylko na twarz i powiedział, że jak jest taki dzielny, to "niech spierdala na front, a nie napada uczciwych ludzi". Potem już nic nie mówił. W sklepie zapadła cisza, przerywana jedynie pojękiwaniami bitego handlarza. Za to na zewnątrz nadal panował zgiełk. Ragnaak (i tylko on) wyłuskał za to w tym hałasie kobiecy krzyk: - Szeryfie! Szeryfie!

Robin
Wziąłeś na ramię chorego, po czym zacząłeś wlec się z nim do szpitala. Co ciekawe, tutejsi przyglądali ci się nieco dziwnie, jakby wiedzieli o czymś, o czym ty nie wiesz... W każdym razie pociągnąłeś biedaka jeszcze kawałek, kiedy powietrze rozdarł krzyk, a kilkanaście metrów przed tobą przebiegła kobieta, wołająca szeryfa...

Stan i Killian
Bar był zaraz naprzeciwko, obdarzony pięknym napisem "Bob's Bar", zrobionym z czegoś, co niegdyś zapewne było światełkami choinkowymi. Oczywiście się nie świecił, ale za to bardzo ładnie go ułożono, jak na kasynach w Vegas. Sam budynek jest nieduży, zaś w przejściu między nim a następnym domem stoi samochód, stary, zdezelowany hatchback. Zauważacie też, że na targ wszedł Robin, podtrzymujący jakiegoś słabnącego człowieka w skórzanej kurtce. Kieruje się do szpitala, a więc zaraz koło was. Z drugiej strony zaś nadbiegła kobieta, mijając was o parę metrów, wrzeszcząc przy tym wniebogłosy, wołając szeryfa miasteczka...
 
__________________
"When life gives you crap, make Crap Golems"
Tevery Best jest offline