Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 17-12-2007, 01:02   #49
kitsune
 
kitsune's Avatar
 
Reputacja: 344 kitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skałkitsune jest jak klejnot wśród skał
Rozdział szósty
W którym nasi mali peregrynanci spotykają Trzy… Małe… Świnki…
Piłeczka spadła na ziemię. Pokulała się w lewo. Pokulała się w prawo… A potem zaczęła się toczyć pchana niewidzialną siłą. Kluczyła pomiędzy kępami trawy, co ruszy zatrzymywała się, dziwacznie podrygiwała, jak obwąchujący coś podejrzanego pies, a potem zmierzała w innym kierunku, wyraźnie coś omijając. Zatrzymała się przy płaskim kamieniu wielkości naleśnika i hop… przeskoczyła go.! Podtoczyła się do niewielkiego kopczyka brunatnej ziemi i ostro skręciła, by go ominąć szerokim łukiem. Dotarła do czegoś, co przypominało niestarannie przysypaną liśćmi linę, podskoczyła kilkukrotnie, obracając się w stronę Alusi, a potem dała dalekiego susa naprzód, by odbić się o betonowej ściany Fortecy Trzech Świnek i zatrzymać się na ziemi jak zwykły, nieożywiony przedmiot.

Alusia widziała, jak jej Kotecek skacze wesoło za piłeczką. Mija miejsca, w których piłeczka zachowywała się dziwnie. Podskakuje, wywija kozły, miaucząc przeraźliwie (Misi właśnie wtedy zdało się, że słychy ciche miauczenie), podbiega do skarpy, znika w zaroślach, by wyjść po drugiej stronie. Jeśli zawierzyć piłeczce, zawierzyć niewidzialnemu Kotkowi, to zdaje się poznali bezpieczną drogę. Kuba nie był przekonany. Jako największy racjonalista z dzieci zdawał sobie sprawę, że pułapki mogły się też znajdować w samym murze Fortecy, we Wrotach, ba, pod drugiej stronie grubych ścian, które widzieli przed sobą.

Królik, słysząc grzeczne pytanie Misi, nagle podskoczył i obrócił się. Poruszył zabawnie miękkim, aksamitnym pyszczkiem i wlepił różowawe ślepka w dziewczynkę oraz chłopca z bródką, który obok niej stanął. Przekrzywił łepek, a potem drżącymi łapkami sięgnął do kapelusza, zdjął go i z jego wnętrza wyjął złoty zegarek z dewizką:
- Ojojojoj! Ja się tak spieszę, jestem już spóźniony! Król będzie bardzo, bardzo zły! – mówiąc te słowa, cały zadrżał i przewrócił oczyma. – O ja biedny, biedny, biedny…
Spojrzał raz jeszcze na dziewczynkę:
- Kiedy indziej Misiu porozmawiamy. Na mnie czas.


Odwrócił się, podskoczył i zaczął kicać w kierunku Wrót. Dziewczynka zmartwiała, podobnie Kuba, oczekując najgorszego, lecz Królik kicał sobie w najlepsze, wołając:
- Trzy małe Świnki, otwórzcie Wrota, musimy porozmawiać…
Przekicał płaski kamień, przekicał pętlę wśród liści i kopczyk ziemi.
- Trzy Małe Świnki otwórzcie Wrota!!!
Kolejnego płaskiego kamienia nie przekicał. Dzieci usłyszały szczęk, a potem chrobot obracanych trybów mechanizmu. Królik stropił się, uszka opadły mu na ramiona. Zwierzątko odwróciło się w stronę Misi i nieśmiało pomachało łapką na pożegnanie.
- Pa pa!
A potem coś wypadło z ziemi i zjadło Królika. Ot tak, po prostu…

Michaś wjeżdżał właśnie na trasę wyznaczoną przez różową piłeczkę, gdy ujrzał to wszystko. Momentalnie zimny pot zrosił mu czoło. Nie mógł się już wycofać. Był ciężarem dla pozostałych, nie chciał być jeszcze tchórzem. Pchnął delikatnie obręcze przy kołach i wózek potoczył się naprzód. Koła niemal wjechały na płaski kamień wielkości naleśnika. Chłopiec nagle zahamował i obrócił się, ruszył dalej, dojechał do kopczyka ziemi. Ponownie stanął. Wszystkie dzieci bacznie obserwowały jego poczynania. Poza Alusią. Ta dreptała za Michasiem. Prawie nadepnęła na kamień, prawie wpadła w kopczyk. Niemalże stanęła w pętli. Zdawała się nie zauważać potencjalnego zagrożenia. Wszystko było jedną wielką zabawą. Chociaż może nie wszystko? Przecież „pana Królicka” coś najzwyczajniej zjadło. Co prawda dziadzio dawał mamusi i tatusiowi mięsko króliczków do zjedzenia. Króliczki hodował na działce. Miały miękkie futerko i ruchliwe noski. Ale nie chodziły na dwóch łapkach i nie mówiły „po ludzkiemu”.

Wreszcie dwójka dzieci stanęła przed stalowymi, pordzewiałymi Wrotami, które uchylił się z głośnym zgrzytem, tworząc szczelinę. Szczelina rosła i wreszcie ukazały się w nich jakieś paskudne stwory, w których przy dużej dozie samozaparcia można by dostrzec podobieństwo do trzech pulchnych świnek, na które polował Wielki, Zły Wilk.

Szczelina rosła i wreszcie ukazały się w nich jakieś paskudne stwory ...

No tak świnki urosły, a dodatku jedna trzymała coś, co ani chybi było strzelbą. W zasadzie Były to Trzy Wielkie Knury. Cuchnące strachem, brudne i przerażone. Miotające wściekle spojrzeniami na boki, szukające zagrożenia. Wreszcie spojrzały w dół. Wprost na przestraszoną dwójkę dzieci – Alusię i Michasia. Knury momentalnie zaczęły mówić jeden przez drugiego:
- A więc dotarliście?
- Szybko, do środka!!!
- Zabierzcie też pozostałych!!
- On na pewno szedł waszym tropem!!
- Zaraz tu będzie, zaraz tu będzie, zaraz tu będzie!!!
- Kwiiik!!!
- Szybko, szybko, szybko!!!!
- Ja już go czuję, o nie, nadchodzi!!!!
Trzy, małe Świnki pospiesznie zachęcały dzieci do wejścia za mury Fortecy. Z oddali faktycznie dobiegło ich wycie Wielkiego, Złego Wilka. Zbliżające się wycie. Owieczka Dolly zadrżała w rączkach Misi i znów się rozpłakała.

Piotruś Czarny poczuł się nagle dziwnie. Jak to jego mama nazywała? Jakoś tak dziwnie. Deżawi! O tak, deżawi! Co za dziwny wyraz. On teraz tak się czuł, jakby to wszystko się już kiedyś wydarzyło, jakby on doskonale to wszystko znał.



W świecie Grimmów każdy musi być szeryfem dla samego siebie...
 
__________________
Lisia Nora Pluton szturmowy "Wierny" (zakończony), W drodze do Babilonu


kitsune jest offline