Reputacja: 4   | Joanne Roughtstorm
"Był późny wieczór, chłód na dworze, twarda ziemia pod śpiworem... Kurwa, że akurat wtedy musiałam dostać okres.. To takie niesamowicie trywialne, miało być od początku dobrze przecież, mieliśmy się zgrać jakoś, dogadać, miałam im w tym pomóc... Szfak.. Nie wyszło. A dlaczego? Dlaczego nie ma silnego teamu, który miał stawić czoła i wyjść zwycięsko z każdej walki? Bo dałaś dupy i wpakowałaś się w to całe gówno! Trzeba było spać wtedy z Andy'm, albo chociaż przekazać dowództwo komuś innemu, skoro sama nie byłaś w stanie dowodzić. Nie ważne... Powoli, było ciemno, nie mogłam spać, obudziłam się w nocy i Sammy'iego nie było. Podniosłam się, odeszłam od obozu. Spacery przecież dobrze robią na sen-kurwa, tyle, że nie w zupełnie nieznanym terenie, a w krypcie idiotko, gdzie koneksje rodzinne pozwalają Ci się czuć bezpiecznie wszędzie tam gdzie nie dosięga cię wzrok reszty Rady... "
W czasie całego marszu, niektóre z myśli i powiązanych z nimi emocji wykwitały na twarzy młodziutkiej dowódczyni. Czuła się winna, że zawaliła sprawę, że tak naprawdę za cholerę nie nadawała się do tej roli, którą na Ekspedycji dostała. "Gdzie oni mają do mnie szacunek? Nawet Vay choć patrzy na mnie maślanym wzrokiem, nie słucha rozkazów... Whatever, za co mieli by niby go mieć? Jeden z moich ludzi nie żyje, sama idę ledwo trzymając się na nogach. A spójrzmy sobie na Vay'a."
Gdy Rought podniosła wzrok na sylwetkę Jim'a ich spojrzenia znowu się spotkały. Jej zrobiło się dziwnie, przecież tu nie mogła się bawić jak w domu. A te spojrzenia w tył też dobrze nie wróżyły bezpieczeństwu misji. "Trzeba będzie to szybko zakończyć." Choć miły dreszcz przeszedł jej po plecach... Nie pozwoliła sobie jednak na żaden uśmiech, ani miły gest. Choćby chciała nie miała na to nawet siły, jedynym jej marzeniem obecnie było upaść obok najbliższego kamienia i zasnąć na całą wieczność, a przynajmniej na czas trwania misji i niech sobie sami radzą. Spuściła głowę na pierś i powłóczając butami po ziemi namacała w kieszeni paczkę papierosów. "Zapalić, albo nie zapalić? O to jest pytanie." Cytat z Szekspira obił jej się po głowie i o mało co nie roześmiała się. Kto go jeszcze pamiętał, a jeśli byli tacy to - po co ? Tylko, żeby wykorzystać niegdyś popularną frazę by nadać wydźwięk swemu dylematowi? "O boshe.. Przecież można o tym cały elaborat napisać, suchotnica była by szczęśliwa-"tylko dobrze zaznacz akcenty i nie zapomnij o zmianie intonacji po drugim zdaniu wstępu. Wiesz, że to robi ludzi. Wydaje się im wtedy, że naprawdę Ci zależy na zainteresowaniu ich tym co mówisz." Wspomnienie piskliwego głosu starej panny, zniechęciło ją do dalszych rozważań jak i do zapalenia papierosa.
-Stójcie!(...)Joanne i ... Andy, wy za mną, tylko trzymać głowy nisko.
Fala rozpaczy przelała się przez oblicze panny Roughtstorm. "I co jeszcze kurwa... Czy w tym pieprzonym świecie nie można odnaleźć ani chwili spokoju?" Rozpacz zmieniła się w bunt, bunt w siłę, a siła w odwagę. "No i pięknie" - jakby to Matka rzekła ze swej katedry -" Mamy nowego bohatera." Choć ta odwaga nie brała się sama z siebie, a z sytuacji w jakiej się znaleźli i z obrazu zaangażowania w chronienie własnych tyłków reszty ekipy." Dowódca powinien świecić przykładem i wraz z żołnierzami w pierwszym szeregu kroczyć" - Jezu dziecko, kto ci takich głupot naopowiadał, Kapitan Ameryka?
Mimo wszystko ruszyła wraz z Vay'em, poruszając się dokładnie według jego wskazówek i własnych umiejętności, starając się nie zaliczyć drogi krzyżowej z wyższym współczynnikiem upadków niż Chrystus.
Gdy dotarli już za skały i skulili się tam chcąc zachować wiarę w pozory bezpieczeństwa w owym otoczeniu, a Vay poprosił ją by została na miejscu nie miała żadnych obiekcji.. Po raz kolejny, względem jego osoby i decyzji, choć coś się jej kołatało w głowie, że to chyba ona powinna wydawać rozkazy. Przemęczenie i nieludzki wysiłek psychiczny z którym musiała się mierzyć przez ostatnie 24 godziny dawał widać o sobie znać... W sumie mogłaby teraz być prowadzona na rzeź i też by nie zaprotestowała... Kolejny nieznany przeciwnik, brak skutecznej broni, czy podstaw nią władania - radosny obrazek zamęczonej kobiety skrytej za skałami, trzymającą się świadomości jedynie nadzieją, że ktoś nad nią czuwa, a delikatne mrowienie w miejscu gdzie stykały się ich dłonie, niejako było namacalnym dowodem iż owej protekcji należy ufać.
Rought nasłuchując uważnych kroków Vay'a, czy jakichkolwiek dźwięków, które mogły by do niej dojść ze strony kolejnego napotkanego na drodze człow... Stworzenia przyłożyła twarz do ziemi i przymknęła oczy. W mgnieniu sekundy zaczęła zapadać w letarg - stan pomiędzy pełną świadomością, a snem, ten najmilszy zmęczonemu umysłowi i zbolałemu ciału...
-Halo. Ludzie nie strzelać. Rija jesteś tu ? Kimkolwiek jesteście, nie strzelajcie, chcę odnaleźć moją ukochaną.
Joanne, automatycznie otworzyła oczy jak dziecko brutalnie wyrwane z krainy wyobraźni i zmuszone do skupienia się na kolejnym bezsensownym zdaniu w stylu: Ala ma kota, kot ma Ale. Ala ma AIDS, kot zdechł na kiłę...
Pochyliła się ku Andy'emu i szepnęła mu wskazówki, które miała nadzieję nie zdezorientują całej drużyny, a odrobinę polepszą ich sytuację.
Parę sekund później zabrzmiał zdecydowany , niski, wyraźny głos... Zdecydowanie męski głos, mogący bez problemu być przypisanym jedynie dowódcy:
-Nie strzelać! Na razie...
Lecz zamiast zachwycającej męskiej sylwetki zza skał uniosła się wątła, obciążona zbyt ciężkim plecakiem, brudna kobieta, ubrana w coś na styl munduru, zupełnie nie pasujący do jej delikatnych rysów twarzy i zamglonego spojrzenia... Owa kobieta zaczęła iść w stronę przybysza, ale nie normalnym krokiem, a jakimś dziwnie usztywnionym, przywołującym na myśl kadry ze starych filmów grozy o ożywieńcach... I powtarzająca sobie w głowię, choć nikt nie mógł tego słyszeć, jedno zdanie "Tym razem nie popełnię tych samych błędów. Wszystko albo nic..."
__________________ "Najbardziej przecież ze wszystkich odznaczyła się ta, co zapragnęła zajrzeć do wnętrza mózgu, do siedliska wolnej myśli i zupełnie je zeżreć. Ta wstąpiła majestatycznie na nogę Winrycha, przemaszerowała po nim, dotarła szczęśliwie aż do głowy i poczęła dobijać się zapamiętale do wnętrza tej czaszki, do tej ostatniej fortecy polskiego powstania."
Ostatnio edytowane przez rudaad : 01-17-2008 o 18:55.
|