| Zerywam się sięgając po nóż. Jednak widząc że jest bezpiecznie zaczynam się pakować. Jak ja nienawidze tych zasranych poranków na zapyziałym pustkowiu... I jeszcze to wycie.
Widząc że nasze obozowisko szybko znika, przyśpieszam swoje ruchy. Plecak i pancerz wrzucam do bagarznika. Noże do pochew, wciskam się do przodu i topór między nogi.
-No to chyba możemy już jechać.
Moje myśli krążą wokół osady do której zmierzamy i tego czy jest tam jakaś arena.
-J.J co wiesz o tej osadzie? |