Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-06-2008, 16:40   #4
Nansze
 
Reputacja: 2 Nansze jest na bardzo dobrej drodze
$: 21 934
Cicho. Ta cisza mogła by zmarłego obudzić do życia! Ciche szepty wiatru, przemykającego przez zgliszcza. Zgliszcza? No bo tak cicho i zimno jest. Kolejny i mocniejszy przeciąg. Przeciąg? Dziewczyna zaczyna powoli otwierać oczy. Strasznie ją bolą. Ale dlaczego? To światło, chyba ją oślepia. Zaczyna trzeć nadgarstkami oczy. Teraz to zaczyna piec. Auć. Lin zamarła w bezruchu.
-Ktoś tu jest?- Szepnęła bardziej do siebie, niż gdyby pytanie było skierowane do kogoś innego. Nie może dobrze się rozejrzeć. Na razie widzi mgłę. Same kontury.
Idiotka. To przecież ja. Sama tu jestem ... sama? Kontury zaczęły nabierać kształtów. Koślawych, niepełnych, mglistych, szarych, czarnych. Zaczęła dyskretnie rozglądać się po ciemnym, osmolonym pomieszczeniu. Dobrze, że miała długie włosy, bo aż do kolan, to przynajmniej zasłoniła się nimi. Wyglądem teraz przypominała, kuzyna „coś” z rodziny Adamsów. Naglę tę ciszę, jaka panowała, rozdarł szaleńczy śmiech jednego z mężczyzn. Mężczyzn? Serce Lin zaczęło mocniej bić i odruchowo przysłoniła się bardziej włosami. Gdyby to było możliwe zapadła by się pod ziemię.
-Gdzie ja jestem?- Lin momentalnie otworzyła szeroko swoje brązowo – zielone oczy. Dziewczyna siedziała na podłodze w pokoju. Nic w tym nie było by dziwnego tylko, że parę aspektów wyróżniało tą normalną sytuację. To, że Lin siedziała w nieznanym jej pomieszczeniu. Że pomieszczenie było doszczętnie spalone oraz to, że dziewczyna była naga i nie tylko ona bo parę osób w tym pokoju też. Co jest kuźwa?! Dezorientacja wraz z mieszanymi wspomnieniami. Tylko tyle. Lin podkuliła nogi i założyła ręce za kolana. Przytuliła się do siebie, a łzy popłynęły jej z bezradności z sytuacji, w której się znalazła. Oparła się na kolanach. Dobrze, że miała te długie włosy, które zakryły jej „kobiece wdzięki”, bo inaczej ta sytuacja była by jeszcze bardziej beznadziejna, niż tak jak teraz jest. Lin aż chciało się krzyczeć. Pytać, co to ma wszytko znaczyć. Co ona tu robi, w tym doszczętnie spalonym pokoju. W szaleńczym amoku bijącego jej serca i skotłowanych myśli wybił ją jeden z nagich przedstawicieli płci brzydkiej.
- Nie wiem, czy państwo pamiętają. Jestem Eugene – zaczął niepewnie chudy, intelektualista. To było widać. Lin cicho wciągnęła powietrze nosem. I znowu zapadła cisza. To jak jakiś chory, psychodeliczny sen. Lin podniosła się ze szczątków spalonego dywanu. Otrzepała się z popiołów i sadzy, ale tym jeszcze bardziej rozmazała czarne smugi po ciele. Barwy maskujące, czy jak? Popatrzyła kątem oka na mężczyznę kierującego swoje kroki ku drzwi.
Przepraszam bardzo, ale chyba wypiłem za dużo, albo łyknąłem coś nie tego, bo jakoś nie pamiętam, co tu się działo. Czy ktoś z państwa mógłby mi przybliżyć sytuację, bo skoro spotkaliśmy się w takiej sytuacji, pokazując, ze nie mamy nic kompletnie do ukrycia, to pewnie znamy się całkiem nieźle.
-Lin …- Odezwała się tak jakoś nagle dziewczyna. A jej wzrok utkwił w błyszczącym przedmiocie w popiele.
-Nazywam sięchybaLin. Stała tak prawie, że na środku pokoju. Włosy zasłaniały jej „kobiecość”, a wzrok miała zamglony. Wydawało się, że zaraz zemdleje.
 
__________________
Porzuć ten świat, porzuć następny świat, porzuć porzucanie.
Nansze jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem