| Newsman
Reputacja: 5   | Krdik Ungart
- A tego gdzie powiało ? - zapytał sam siebie krasnolud, patrząc jak nowy towarzysz udaje się na piętro.
Nowa znajoma, ludzka kobieta o zdumiewająco białych włosach, przysiadła się do Krdika i robiąc dziwne oczy, uśmiechnęła się do niego i powiedziała:
- Chyba trzeba się poznać, spędzimy razem sporo czasu - w ogóle kapłan zastanawiał się, na co będzie ona przydatna podczas misji, przecież raczej na pewno będą z kimś walczyli, a nie uważał żeby białowłosa mogła kogoś powalić, no chyba że urodą. Ungart sto razy bardziej wolał żeby towarzyszyła im jakaś krasnoludzica, o tak, te to potrafiły walczyć co Krdik widział już nie raz, taka na pewno byłaby pomocna. Oj na pewno - mimowolnie się uśmiechnął. Sam przeżył sporo "bliższych" spotkań z przedstawicielkami jego rasy, więc wiedział co mówi.
- No cóź, to w takim razie nazywam się Krdik Ungart i jestem marnym reprezentantem, jakich wielu, na tym nieszczęsnym świecie Wielkiego Boga Moridusa-stwórce. - Krasnolud jeszcze szerzej się uśmiechnął, jednak spostrzegłszy, że jego kufel jest pusty, poprosił karczmarza o kolejny, ale już pełny. Gdy został mu dostarczony, natychmiast wziął się do "pracy" i po kilku chwilach została już mniej więcej jedna czwarta początkowej zawartości. I wtedy spojrzał na siedzącą z nim kobietę, następnie na swój kufel, a później jeszcze raz na białowłosą. Mając wyraźnie nieszczęśliwą minę, podał jej piwo ze słowami: - Może chcesz się napić ? Gdy do stolika podszedł jakiś staruch, najwyraźniej zainteresowany kobietą, a nie krasnoludem, Krdik tylko przelotnie na niego zerknął, a nie chcąc za bardzo nadwyrężać swojej sakiewki, nie zamawiał już kolejnego piwa, tylko patrzył w miejsce gdzie zniknął nowo poznany mężczyzna i myślał nad tym, co może go czekać podczas poszukiwania Klejnotu. A staruch, który przedstawił się jako Albert Draka - malarz. Bezczelnie się do nich przysiadł. Oczywiście Krdikowi nie robiło to większej różnicy, w końcu i tak już zaczynało mu się nudzić. Postanowił więc posłuchać, co tamten mówi.
– Byłbym skończonym głupcem gdybym przepuścił swoją życiową okazję gdyż czuje, że to przeznaczenie nas ze sobą złączyło. Zostań proszę moją muzą żebym mógł uwiecznić twe piękno na płótnie. - tu malarz pstryknął palcami, a wtedy karczmarz postawił przed nimi trzy pełne kufle. Początkowo Ungart się ucieszył, w końcu miło jest zawalczyć z pragnieniem, ale kiedy Albert Draka wzniósł toast, mówiąc o krasnoludzie "hojny", a następnie wspomniał, iż to właśnie Krdik gości ich w gospodzie, kapłan zrozumiał, że będzie musiał zapłacić za to zamówienie. A to mu się nie spodobało, bardzo nie spodobało. Ale, że miał dobre serce, nie chciał od razu wszczynać awantury. Ungart uśmiechnął się więc ciepło do malarza, który najwidoczniej przyczepił się do kufla.
- To może jeszcze się czegoś napijemy ? - zapytał najuprzejmiejszym tonem na jaki było go stać. Nie czekając na odpowiedź, spojrzał na białowłosą, a następnie poprosił właściciela gospody o dwa piwa i "napój jąder, najlepiej wieprza" - Jest już pan Albercie stary, więc lepiej nie przesadzaj z alkoholem, ale napijesz się specjalnego trunku, który ci zamówiłem.Słyszałem, że to dobrze robi na te sprawy - powiedział niby-szeptem do Alberta Draka i wypił natychmiast jedno ze stojących przed nim piw. Postanowił, że tym razem rzuci kuflem w starucha, gdy tylko ten kolejny raz będzie próbował coś zamawiać na jego koszt. |