Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 11-01-2008, 23:36   #41
Extremal
 
Extremal's Avatar
 
Reputacja: 644 Extremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemuExtremal to imię znane każdemu
A przed nimi roztacza się widok malowniczej doliny Muminków....

-Kur[de]...- Zafasował się wstający z ziemi Bartłomiej -Skąd wiemy że to dolina Muminków??

-No stąd... - wskazał Filonek płetwą na stojący obok drzewa drogowskaz fikuśnie skonstruowany na jakiejś nodze od stołu i tekturowym obiciu od fotela;

"-Dolina Muminków 5km na lewo, Wilkoryje 14 km na lewo, club Amanda dwa przystanki dalej, w poniedziałki co trzecia godzina gratis!"

-No to co, musimy iść do Amandy co?- Zafrasował się Filonek
-A co jest w Amandzie? - Spytał się Jezus
-Nie wiem, może sie przekonamy co się w ogóle kur[cze] stało tam z tymi transformerami i starym Solembuba...- Kontynuował swą dygresję gadzi żółw
-Kotecka...I nie starego, tylko ojca...- Wtrącił wyraźnie poruszony Kotecek
-Dobra skończ, bo smutno się robi nieraz jak coś pie[przniesz] - Podsumował wypowiedź Bartłomiej
-Dobra skończ, bo nie powiem jak Twój ojciec się nazywa Bartłomieju....
-No powiedz, a Cię...- Zbulwersował się Chomik

Filonek machnął płetwą w geście uspokojenia przyjaciół.
-Chłopaki.. ale mnie trzustka nap...ierdziela- wyżalił się Jezus
-Bartłomieju jaka diagnoza? - spytał spoufalając się Filonek
-No na[rąbał] się chłopak - stwierdził mecenas medycyny, a przy okazji amator zupy grzybowej.
-O to nie jest śmieszne... - zawył z bólu Mesjasz - Czuję jakby coś przesuwało mi się w środku... Chryste tam coś żyje- Wezwał swoje imię nadaremno.
-No co tasiemiec żyje, co innego w brzuchu żyć może?- Podsumował Pulchny Kocur.
-Ano futrzak ma racje, wyjadałeś ze śmietnika, świniom z koryta podjadałeś, chlałeś pampy z osiedla za 7 złote, to tak się kończy żywot menela - Podsumował w jasnych barwach Jezusa, nie kto inny jak Filonek
- Co wy gadacie!! - Oburzył się Jezus - Nigdy nie zszedłem z ceny prowiantu, poniżej 4 złote!! - sprostował oczywistą oczywistość Jezus
- O Ty burżuju je[den]! -Oburzył się Bartłomiej - Ja nigdy powyżej 3 złoty nie schodzę!! Zawsze pije komandosa, obok Zośki za 2,50 zł! I jeszcze mam dwie fajki na sztuki za 20 gr i na styk starcza na zapałki... wszakże szlachta z drewna, co nie?. - Przetoczył swoje codzienne zapotrzebowanie na kalorie i proteiny, oraz witaminy B16 na zdrową, lśnią sierść.
- Dobra, mniejsza o to, co kto lubi i co kto pije, idziemy panowie, leśna dama nie może czekać- Przekazał rozkaz Filonek i raźnie ruszyli przed siebie. Przed nimi wyrósł niepozorny krzaczek. A zza niego co najmniej mocno owłosiona istota o nieidentyfikowanych zamiarach:
- Jam jest Bobek - zakrzyknęła istota trzymając się za zabandażowany łeb - Słuchajcie mnie straceni... Słuchajcie mnie...nie możecie wejść do tej krainy. tam jest tylko płacz i rozpacz, ni poświęcajcie swoich krystalicznych dusz...
- Weź spier[rniczaj], 0!- oburzył się Jezus, chcąc pozbyć sie natręta aby uniknąć przykrych porównań owej istoty do jego skromnej osoby -Takimi plotkami to mnie stara straszyła jak owsianką inie chciałem wpier[mniczyc].
- Dobra ch[amie] wyskakuj z kasy i z komórki - rzekł bez ogródek Bartłomiej po czym skosił biedną istotę na ziemię, niestety bezcelowo, bo jak sie okazało, jedyne co miał przy sobie owa istota, to wszy i pchły, jednakże nie mogąc sobie przypomnieć gdzie skupują owe obiekty na rodzimym osiedlu, bohaterowie jedyne co mogli zrobić by ukoić niezasłużone i niczym uzasadnione cierpienie napotkanej istoty, to oddać na nią mocz, następnie bez dalszych skrupułów ruszyli w dalszą drogę w stronę doliny Muminków.

Szli raźnie wzdłuż pięknie ułożonej różnokolorowymi kamieniami dróżki trzymając się za rączki, słoneczko przyjacielsko się do nich uśmiechało, nieśmiało wychylając się zza białych chmur, a równolegle nich, gdzieś na skraju lasku piękna łania w geście przywitania przyjacielsko zaryła po jeleniemu, wraz z swoimi dwoma cielakami biegli równolegle z naszymi przyjaciółmi, delikatny wiaterek wiał im na twarz przynosząc z sobą barwne płatki polnych kwiatów.

Ich sielanka być może trwała by w najlepsze, gdy by nie spotkała ich kolejna niecodzienna osobistość,która siedziała na drewnianym płocie obok dróżki po której poruszali się bohaterowie. Jegomość, odziany w tandetny, słomiany kapelusz, dzierżący w swej niezgrabnej łapie laskę kiełbasy.

-Ahoooj przybysze!!- Zawyła postać, hapajac kiełbasę i dławiąc niemiłosiernie przy tym, a spod kapelusza wyłoniła się hipopotamia morda, szeroko się uśmiechająca unosząc nadgryzioną kiełbasę do góry

-O zesz...- rzekł Bartłomiej, chyląc się ku uszka Filonka - Może ten będzie mieć coś floty? - spytał się szukając w oczach towarzysza grama zrozumienia, a jedyne co zastał u nich, to przekrwione białka żółwich oczu, które widać było że tęsknią za bujnymi lasami Galapagos, w miejscu w którym wychował się Filonek, no i wczorajszą imprę na dworze Boga-Cesarza, oraz te 0,5l Sobieskiego które wydoił, niezważając na to że owy szlachetny trunek ma doustnik, być może trochę polało mu się po oczach podczas dojenia grzdylem.

Nowo poznany przybysz podrapał się dziarsko w miejscu gdzie kręgosłup traci bezpowrotnie swą szlachetną nazwę, czyli kolokwialnie mówiąc po dupie.
-Przybysze, co jest z wami?- Zagadnął ponownie, aczkolwiek z nutką nonszalancji do bohaterów.
-Szukamy drogi... do doliny Muminków... Wiesz dziwolągu, gdzie to?- Odsapnął z nieukrywanym trudem Kotecek
-No pewnie, jestem Muminkiem, dolina Muminków to mój dom.- Kontynuowała postać, ponownie nadgryzając kiełbasę
-Ty ziomek, powiedz czemu tak żresz tą kiełbasę? Na wadze byłeś i Cię na głodzie trzymali czy co? - Bartłomiej nie krepował w słownictwie.
-Moja matka mi mówiła, że kiełbasa to jest siła!!- ryknął przepłaszając nieopodal zamieszkujące stado kaczek w stawie, unosząc ręce w geście kozakiewicza.
-Boże... Pies Cię nosem trącił, powiedz tylko gdzie jest dolina muminków, bo szukamy sagali - Podsumował Jezus, który póki co cierpliwie znosił nowo poznanych przybyłych
-A zatem w drogę! Zaprowadzę was tam, Chodźcie za mną, pokażę wam drogę. - Rzekł jegomość i wkrótce cała piątka trzymając się za rączkę i kiełbasę ruszyli w stronę zachodzącego słońca.
 
__________________
Jednogłośną decyzją prof. biskupa Fiodora Aleksandrowicza Jelcyna, dyrektora Instytutu Badań Nad Czarami i Magią w Sankt Petersburgu nie stwierdzono w naszych sesjach błędów logicznych.
"Dwóch pancernych i Kotecek"

Ostatnio edytowane przez Extremal : 13-01-2008 o 18:37.
Extremal jest offline