Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-18-2008, 21:02   #113
abishai
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 5 abishai jest jak klejnot wśród skałabishai jest jak klejnot wśród skałabishai jest jak klejnot wśród skał
$: 268 826
NY University, dom bractwa ΩΛΠ 01:10 p.m.


Detektyw uśmiechnął się szyderczo i wyciągnął odznakę.
-Może jeszcze, któraś z was nie załapała, ale ja naprawdę jestem detektywem. Przyszedłem do Weronique Mac’Alister. To któraś z was?
Na chwilę zapadła cisza, a jedna z dziewcząt odstawiła na stół lakier. Nawet wśród całego tego tłumu wyróżniała się urodą. Smukła twarz o mocno zarysowanych kościach policzkowych, wielkich brązowych oczach i bardzo namiętnych ustach. Długie czarne włosy opadały jej na ramiona. Cała była bardzo seksowna, miała świetną figurę i na pewno nadawała się na dziewczynę przyszłego kapitana drużyny zapaśniczej.
I harde spojrzenie, typ dziewczyny która nie lubi gdy się nią rządzi…Jedna z tych uświadomionych przez feministki o równości płci.
-To ja - o uszy Piotra obił się słodki głos - czy coś zrobiłam panie władzo?
-Czy możemy porozmawiać na osobności?
-Zazwyczaj nie robię takich rzeczy na pierwszej randce. W dodatku mój chłopak mógłby być zazdrosny.

Piotr ugryzł się w język.
-Przejdźmy się choćby do kuchni.
-Nie, nie zrobiłam nic więc proszę mówić tu, nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
-Ok, jeśli chcesz być prostolinijna. Proszę bardzo, ale pamiętaj, że prosiłem.
-Dobrze, będę pamiętała -
dziewczyna mówiła nie zwracając większej uwagi na detektywa - ma któraś może...
-Brandon nie żyje... - Piotr mówił patrząc w sufit.
Weronique oniemiała, wypuściła lakier z rąk. Szok był do przewidzenia. Brak większej rozpaczy już nie…
-Co? Co po... co pan powiedział?
Piotr oderwał swój wzrok od ścian pokoju i najzwyczajniej w świecie rzekł:
-Przepraszam, co mówiłaś? Bo nie słuchałem? - Uśmiechnął się do dziewczyny w najbardziej chamski sposób jaki tylko znalazł gdzieś w ciemnych odmętach swoich myśli. Nagle z jego gardła wyrwał się nie jego głos. - To co mała? Gramy na moich zasadach?
Ręka chłopaka uderzyła w stół z ogromną siłą. Wzrok ukazał szaleństwo, a na ułamek sekundy twarz całkowicie się zmieniła. Nagle głowa Piotra opadła, a gdy znów spojrzał na pannę Mac'Alister odezwał się najgrzeczniej jak potrafił:
-Czy możemy porozmawiać na osobności? Posłuchaj, nie jesteś mi nic winna, nie oskarżam cię o nic, a do pięknych kobiet i tak mam słabość więc będę wyjątkowo delikatny. Tylko mnie nie ignoruj... - na parę sekund zapadła grobowa cisza - bo mogę się zdenerwować.
Weronique wstała i bez słowa poszła z Piotrem. W kuchni detektyw po raz kolejny przekazał jej smutną informację. Dał chwilę czasu na uspokojenie się, podał szklankę wody i zapytał czy ma ochotę odpowiadać na cokolwiek?
Przez moment wzrok Piotra natrafił na krzaki rosnące w pobliżu domu. Zobaczył tam chuderlawego chłopaczka w niebieskiej bluzce z kapturem rzucającym cień na twarz. Typ takiego, co podgląda dziewczyny. Już miał do niego coś krzyknąć, ale głos zamarł mu w gardle…Zobaczył co skrywa cień jego kaptura...Czaszę pokrytą gnijącymi ochłapami skóry i mięsa. Po chwili wizja się rozmyła.
Gdy dziewczyna się otrząsnęła z szoku i stwierdziła, że jest w stanie odpowiadać. Piotr rozpoczął wypytywać ją o to samo co Thomasa. I otrzymał podobneodpowiedzi.
Potwierdziła że z nim chodzi, ale…”Wie pan jak to jest…Cheerlederki chodzą ze sportowcami. Ale rzadko to jest coś poważnego. Zresztą miałam już lepszych w łóżku Oczywiście zanim zaczęłam chodzić z Brandonem.”Na pytanie o Thomasa rzekła.- Znajomy Brandona…Thomas jakiś tam… Nie należy do naszej sfery. Nie znam go za dobrze, ale zawsze się kilku takich jak on kręci wokół tych co cos znaczą. Na ogół są mili.
O zazdrośnikach nic nie wiedziała, choć zapewne jacyś byli. Na temat interesów nie miaał zbyt wiele do powiedzenia, rzekła jedynie.- Brandon jest z wyższej sfery…znaczy był. Miał forsy jak lodu. Po co miałby się wplątywać w jakieś interesy ? Nawet gdyby chciał kupić kokę to i tak by go było stać na kilkanaście działek.
Piotr postarał się ją pocieszyć, powiedział, że jest psychologiem i gdyby potrzebowała pomocy, albo coś sobie przypomniała to zawsze może do niego zadzwonić.
Powiedziała, że będzie pamiętać, ale coś mówiło mu, że raczej nie zadzwoni. Na kartce zapisał jej swój numer. Wyszedł przez salon i wrócił do Kevina. Po raz kolejny przeanalizował zachowanie dziewczyny w czasie rozmowy. Szukał dziwnych zachowań...Ale ich nie odnalazł. Choć od razu mógł wykluczyć miłość z tego związku.
Chodzili ze sobą, by nawzajem dodać sobie prestiżu…

NY University, pokój Brandona 01:10 p.m.


Kevin był już po przeszukaniu szafki w której były jedynie książki i zeszyty. Teraz zabrał się za przeszukanie pokoju Brandona. Trzeba przyznać, ze rodzice nie żałowali mu pieniędzy. Najnowszy sprzęt komputerowy z pełną wersją Windows Vista (w dodatku z profesjonalnie zabezpieczony hasłem, którego Kevin nie mógł obejść), nowiutki sprzęt Hi-Fi, płaski telewizor z satelitą, odtwarzacz dvd, wygodne lóżko. W takich warunkach Kevin by chętnie postudiował. Niewiele tu było książek, głównie związanych z nauką. Poza tym czasopisma sportowe dotyczące zapasów i baseballa. Miał za to sporo dvd, głównie filmy akcji, oraz dwa lub trzy wyciskacze łez z Hugh Grantem. Pod łóżkiem zaś trzy pirackie dvd z napisem „Big boobs Hilda robi dobrze w Bawarii”, „Big boobs Hilda robi dobrze w Alpach”, „Herr Hitler i big boobs Hilda”…zapewne jakieś niemieckie pornole trzeciego sortu ściągnięte z internetu. W łazience Kevin znalazł jedynie witaminy, które raczej nie zaliczały się do sterydów, ani żadnych innych niedozwolonych środków…Na oko.. Pod względem narkotyków, gość był czysty. Nie miał też w pokoju żadnego alkoholu. Przynajmniej Kevin niczego takiego znalazł. Kevin spojrzał na dane osobowe rodziców przekazane mu przez Sextona. Richard Braniford, menedżer zarządzający nowojorską filią Kodaka, wysoko postawiona szycha. Marie Antuanette Braniford, udzielająca się w wielu akcjach charytatywnych kobieta, bez żadnego zatrudnienia. Mieszkają oboje w dzielnicy willi poza miastem, ale jak twierdził Sexton rzadko można ich złapać w domu. Lepiej zadzwonić do ich asystentów, (prywatne numery mieli bowiem zastrzeżone.)

Hotel Pensylwania, pokój 25, 12:55 p.m.


- No to zaczynamy pracę - powiedział Chris do mnicha, samemu szukając telefonu.
- Możemy się krzątać teraz niemal gdzie chcemy - a przynajmniej po każdym korytarzu, co ułatwi nam zlokalizowanie tego, co wyczułeś. Chyba że wiesz, gdzie to "źródło zła" dokładnie się znajduje?
- Niedokładnie, ale czuję że jestem blisko, musimy tylko udać się kilka pięter wyżej. Wtedy zlokalizuję owe źródło zła.-
rzekł Jun.
Ambers siadł następnie na boku jednego z łóżek i włączył telefon. Najpierw wybrał numer do firmy organizującej imprezę.
- Small Business Asociacion,w czym możemy pomóc?- rzekł kobiecy głos w słuchawce.
 
__________________
"Nieważne jak człowiek wygląda, ważne co ma w czaszce"-cytat z ilithidzkich ksiąg mądrości.
Szczęśliwego Nowego Roku...dla wszystkich!
abishai jest offline   Odpowiedź z Cytowaniem