Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-18-2008, 21:14   #163
Mi Raaz
 
Reputacja: 2 Mi Raaz jest na bardzo dobrej drodze
$: 29 355
Ból. Oczyszczający Ból. Uspokojenie. Sen. Mi Raaz odpłynął. Wykorzystywał cały ból po to, żeby się oczyścić. Wzmocnić. Medytował. Czuł jak jego dusza unosi się w nierealnym świecie. Niesamowita lekkość. Nagle szarpnięcie. Jakaś niewyobrażalna siła wbija hak w jego ciało. Szarpie. Jego dusza jest ciągnięta po niezmierzonym wszechświecie z niewyobrażalną prędkością. Uderzenie. Nie ma już Duszy i Ciała. Jest jedno. Jest Mi Raazem.

Siadł na łóżku spocony. Oddychał szybko, a jego serce biło tak jakby chciało połamać żebra i wyrwać się na zewnątrz. Mimo tego, że oczy młodzieńca były otwarte od jakiegoś czasu dopiero teraz zaczął on widzieć przed sobą kontury pomieszczenia w którym się znajdował. Pokój. Pokój w rezydencji do której przybyli. Mnich próbował przypomnieć sobie co się działo. Walka z psami. Ból. Achmed. Ból. Sen... robale, ryciny. Nie umiał wszystkiego ułożyć chronologicznie. Ciekawe jak długo był nie przytomny. Sięgnął dłonią do swojej szczęki. Pogładził sie chwilę. Przyjął przy tym pozycję godną filozofa-myśliciela. Wyczuł wyraźny brak zarostu. ~~Goliłem się niedawno. A więc nie przespałem dni, a co najwyżej godziny.~~ Spróbował zacisnąć pięść rannej ręki. I w tym miejscu pojawił się problem. Zabolało. To trochę potrwa zanim mnich dojdzie do siebie. Wstał. Zdecydowanie za szybko. Uderzyło go uczucie totalnej bezwładności. Zawroty głowy spowodowały to, że opadł ponownie na łóżko. Zaczął zbierać siły. Po kilku minutach wstał zbierając siły. Robił to powoli. Zdrową ręką oparł się o ścianę. Szedł powoli cały czas się podpierając. Tysiące myśli krążyły w jego głowie. Wydawało mu się, że przebył kilometry, toteż się odwrócił by ocenić faktyczną trasę swej krucjaty. Tuż za nim było okrwawione i przepocone łóżko z którego właśnie wstał. On sam opierał się już o framugę drzwi swojego pokoju. Nacisnął dłonią klamkę. Ognisko palącego bólu wybuchło w śródręczu i natychmiast rozlało się aż po łokieć. Młodzieniec zagryzł zęby z bólu i syknął. Dłoń osunęła się bezwładnie po klamce i zwisała wzdłuż tułowia. Jednak wysiłek poskutkował. Zanim ręka przypomniała o wcześniejszej bitwie młodzieńcowi udało się otworzyć drzwi. Niemal wytoczył się na korytarz. Musiał sprawiać wrażenie kogoś zalanego w trupa. Szedł powoli cały czas opierając się o ścianę. Wyraźnie kuśtykał. Obraz korytarza w jego głowie falował. Kąty się zmieniały. Czasami wydawało mu się, że to nie korytarz, lecz owalny tunel. Wiedział, że powinien leżeć i dochodzić do siebie. Być może wiele dni, a nie zaledwie kilka godzin. W korytarzu były dwie postaci. A może tylko dwoiło mu się w oczach. Nawet nie był w stanie ich rozpoznać. Miął nadzieję, że to szlachetna paladynka, z którą podróżował. Ruszył szybszym krokiem w jej kierunku. Chciał krzyknąć, jednak był tak osłabiony, że jego głos zmienił się w szept:
- Panienko, pomóż. Proszę.
Jednak przyspieszenie kroku zaowocowało większym bólem w rannej nodze. Mi Raaz potknął się zahaczając mały stoliczek stojący w korytarzu. Stoliczek przewrócił się, a stojąca na nim porcelanowa waza spadła z hukiem większym niż wywołało ciało padającego mnicha. Mi Raaz jeszcze nigdy nie był w takim stanie. Stracił wiele krwi zanim Achmed mu pomógł. Teraz leżał na wznak na korytarzu, a jego usta tylko układały się w kolejno recytowane słowa. Słowa powtarzane niczym litania:
- Panienko, pomóż proszę
 
__________________
Powiedzcie ktoś tym od "Opowieści z Narni", że Mi Raaz pisze się przez 2a i ze spacją!!
Dobrze, że ten cały Miraz jest chociaż zły
Mi Raaz jest offline