| Samuel podniósł dłonie do góry, nic w nich nie było. Głos ciągle miał spokojny i przyjacielski. -Rozumiem Twój niepokój Fennie ale jesteśmy tu sami i musimy sobie ufać. Nic tu nie mam. Radzę bardziej uważać na medyka, chyba, że każdy lekarz nosi shurikeny.
Mówił to na tyle głośno, że każdy go usłyszał. -Mogę już opuścić ręce? Na pewno mechanizm spustowy jest czuły a do tego nie jest dobrym pomysłem trzymanie ciągle napiętej kuszy. Edic
Łysy wyszedł z łódki, w ręku trzymał dwururkę a poruszał się cicho jak kot. Stanął tak, żeby wszystkich widzieć i zaczął mierzyć do Ciebie. -Wyjdź za skały albo skończy się to nieprzyjemnie.
Jego głos mówił, że ma nadzieję na taki koniec, że korci go aby zastrzelić kogoś. |