| John z pozornym spokojem wysłuchał słów Ridasela. Nie podobało mu się ani stwierdzenie, że mała dziewczynka przez tydzień blokowała studnię, ani to, że liczebność miasteczka zmalała tak gwałtownie.
Słowa młodzieńca o prześladującym ich - nowoprzybyłych - pechu też nie dawały mu spokoju. Przecież to wygląda jak uosobienie raju - pomyślał. - Pięknie i spokojnie... Gdzie tu miejsce na pech?
Awantura o klamkę skierowała jego uwagę w inna stronę.
- On nie ma na imię 'zielony' - skomentował słowa Ridasela. I z pewnością nie lubi, jak tak się do niego mówi - dodał w myślach, widząc niezbyt zadowoloną twarz Orgrima.
- Oczywiście, że pójdziemy z tobą - ciągle kierował słowa do młodzieńca. - W końcu chcemy się dowiedzieć, co tu się dzieje. I czy możecie nam jakoś pomóc. Nie mamy też zamiaru nikomu robić żadnej krzywdy. Ta klamka, jak już powiedziano, z pewnością była słaba - uśmiechnął się lekko.
Ruszył za Ridaselem, a po zrobieniu trzech kroków rzekł:
- Czy naszemu statkowi, tam, w porcie - całkiem niepotrzebnie wskazał kierunek - może coś grozić? Może powinniśmy ostrzec ludzi z załogi? |