| Kieruję rewolwer w stronę nadciągającego tłumu. Wszystkich nie załatwię, ale może się przestraszą. Byle tylko samemu nie spanikować.
-Tu chyba prowiantu nie uzupełnimy- mruczę do pozostałych- Co by się nie działo, trzymać się samochodu. Jak się nie rozdzielimy, to tak łatwo nas nie załatwią.
Cholera, co to za banda? Ludzie, mutanty? Nie wyglądają na to, ale może da się z nimi dogadać.
-Stać!- krzyczę w stronę tłumu, nadając głosowi rozkazujący ton, jak za dawnych, dobrych czasów- Gadajcie kim jesteście i uspokójcie się! Jak nie zrobicie niczego głupiego, możemy się z wami podzielić jedzeniem. |