| -gulasz? Panie, my nie wybredni, choć nie obrazimy się, jesli w zamian za ta pieczeń, dostaniemy porcje no powiedzmy... ciut większe - mrugnęła do mężczyzny jednocześnie potakując Ottowi.
W końcu usiedli. Żołądek Chloe był pusty juz od jakiegoś czasu, rzuciła się łakomie na swoja porcję. Co jakiś czas odrywała się tylko po to by dużymy łykami popijać piwa. No i wtrącaj słóka nie raz z pełnymi ustami. -Mhm.. menda... ot co... uhm, nawet dobry ten gulasz, co nie?... no właśnie, mogliby muły ten, no zakupić.... Nie wiem, nie wiem, gdyby to z zwierza było to bym rozpoznała... flaki nasze czy świni w gruncie rzeczy takie same.... - ah ta medyczna gracja - że słucham? eee?
Przyjrzała się kobiecie z dziećmi. Tak, to była Ingrid. Nie przejęła się jednak nia jakoś specjalnie. -Ano ona. Pewnie dla dzieciaków czegoś szuka... no do jedzenia. Ciekawe czy nas pozna?
__________________ "Bretonnia to kraj spokojny i sprawiedliwy, w którym kazdy człowiek wie, gdzie jego miejsce. Twoje jest na stryczku"
Za Panią Jeziora! |