| - Opowiem wam dla odmiany nieco historii wojskowości w Ostlandzie. - powiedział przerywając ciszę, która zapadła po opowieści dowódca patrolu Otto Hindelberg. - Zapewne wielu z was słyszało o dokonaniach bohatera prowincji brona Gerarda von Shreddsharf. Nie, nie chcę wam dzisiaj opowiadać o jego najsławniejszym zwycięstwie pod Gruendorf, ale o walnej bitwie trzeciego najazdu Turgoga. Był to szybki wypad skoncentrowanych sił goblińskich w sile trzech tysięcy z czego było z nimi pięciuset orków i tysiąc goblinich jeźdźców wargów. Generał szybkim i forsownym marszem piechoty i lekkiej jazdy dopadł to zielone bydło w okolicach fortu Nordvorposten. Miał do dyspozycji tylko stu jeźdźców stu kuszników i dwie steki oporników. Rzucił na przynętę wszystkich jeźdźców połowę topników wystawił na przynętę. Lekka ściągnęła do walki gobeliny i jazdę sama się wycofała zostawiając pole topornikom wilcza rozpędem wjechał w topników i została rozbita wtedy uderzyły orki, które zostały zdziesiątkowane ostrzałem kuszników wchodzącym do walki przy opornikach, gdy już widział, iż całe siły gobelinów zostały związane walka wprowadził od tyłu uderzenie odwodowej setki toporników rozgramiając i przełamując szyk zielonoskórych. Na polu doliczono się ponad tysiąca pięciuset goblinich trucheł straty zaś generała nie przekroczyły trzydziestu do sta. Był to kolejny dowód na geniusz generała i innowacyjne zastosowanie lekkiej kawalerii.
To mówiąc wylał resztki piwa do ogniska. - Teraz spać jutro się wszystko zdecyduje już połowa patrolu minęła a nie natknęliśmy się, na gobliny, więc pewnie przyjdzie nam kończyć patrol i zjechać na zimowisko.
Zwiadowcy powoli się rozchodzili się przy ogniu pozostał jedynie dowódca z „Niedźwiedziem”, który to prawem dowódcy wybrał sobie najlepszą wartę.
******
Straszliwa zawieja wyrwała śpiących z oków snów wszędzie panował chaos. Płachty namiotów zostały uniesione potężnym wiatrem. Wiatr siekł kryształkami lodu po twarzach. Gdy wygramoliliście się ze śpiworów temperatura spadla gwałtownie czuć było jak oddech zamarza na brodach tych, którzy takimi ozdobami się pysznili. Genevieve stała pośrodku resztek swoje go namiociku, który szybko zamieniał się w zaspę, jeśli maiła jakieś odzienie odnaleźć wiedziała, że musi to zrobić teraz potem mogło to być niemożliwe. Niedaleko przemknął jakiś cień tuż przy twarzy dziewczyny majtnął długi warkocz, więc domyśliła, iż musiał to być Olga, z którą dzieliła namiocik. Felix i Heinrich poczuli nagłe szarpniecie za ramię. Tuż przy ich twarzach dostrzegli niewyraźnie twarz Piony. - Wy dwaj trzymać konie gdzie je przywiązać zabezpieczy ochraniać chrapy już zaraz wam przyślę pomoc. Już zapierdalać, bo jak was kopnę to pięć dni będziecie lecieć zanim spadniecie. – Słowa sierżanta ledwo słyszalne porywane były przez szalejącą zamieć. Marius i Reynar zostali obudzeni sieczącym po twarzach śniegiem ich namiocik źle zabezpieczony odfrunął niczym sowa w mrok nocy. Potem poczuli kopniaki, które wyrwały ich z otępienia. - Do koni po łopaty i sypać zaspę odgradzająca od … - resztę zdania porwał wiatr ale zostało potwierdzone przez dowódcę poganiającymi ciosami pięści.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nieulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. Aby człowieka docenić wystarczy kliknąć na wagę albo notkę wpisać... |