Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-20-2008, 15:14   #36
Loona
 
Reputacja: 2 Loona jest na bardzo dobrej drodze
$: 9 924
Orgrim Gar'Thar

Oderwałeś klamkę i wywarzyłeś drzwi po to by ją zwrócic. Rozejrzałeś się po izbie, lecz nie było tam żadnego człowieka, zgadywałeś, że ukryli się za zamkniętymi drzwiami na lewo od ciebie. Odłożyłeś klamkę i poszedłeś za Ridaselem.

Wszyscy

Podążaliście za Ridaselem i zadawaliście coraz więcej pyta pod samymi drzwiami chaty młodzieniec się zatrzymał, spojrzał Orgrima i bardzo cicho odrzekł:
-Przepraszam cię, nie znam twego imienia a chciałem jakoś zwrócic twoją uwagę.-następnie zwrócił się do reszty drużyny:
-Wasz statek jest bezpieczny, port to najbezpieczniejsze miejsce w tej osadzie.Strażników nam nie trzeba, a także brakuje nam ludzi na strażników. Wyspa jest dosyc duża, nasza osada zajmuje nastą częśc wyspy. Swoją drogą jest najmniejszą z trzec osad się tu znajdujących, lecz jak już mówiłem prześladuje was pech, gdyż tę osadę można opuścic tylko drogą morską, a o ile mi wiadomo wasz statek jest uszkodzony. A co do moj siostrzyczki to jej zachowanie jest normalne, zawsze była trochę dziwna, a orzech był jej potrzebny dla zielarza, gdyż obiecał on zrobic lekarstwo dla naszej matki. Niestety orzechy rosną w lesie, gdzie nikt z miejscowych nie chce się zapuścic, a że ludzie Lorda Reim chcieli dostac się do studni nie pozwalała wchodzic nikomu akurat tam. Wybrałbym się po tego orzecha osobiście, ale musiałem pilnowac, żeby nic jej się nie stało.A teraz chodźcie-wskazł ręką na drzwi, podszedł do nich i wszedł do środka.
Podążyliście za nim. Wchodząc do izby poczuliście dużo przedziwnych zapachów, dobiegających z każdego zakątku domu. W pokoju, w którym się znaleźliście, było dziwnie ciemno i wilgotno, wydawało się wam, że nie jesteście w tej samej wiosce i że nie jest ten sam piękny poranek. Na środku stał wielki stół i 7 krzeseł. Na stole nie było skrawka wolnego miejsca, pełno było tam różnych zwojów i niedopałek świec. Na wschodniej ścianie była para drewnianych drzwi, jedne były nie domknęte, jedne zamknięte, na północnej ściane również były zamknięte drzwi tyle, że stalowe, zaś cała wschodnia ściana pomieszczenia była w półkach, na których stały różne zioła, proszki i inne dziwne rzeczy, przypominające składniki eliksirów.
Ridasel spojrzał na stół, zwalił jednym ruchem ręki częśc zwojów, po czym krzyknął:
-Nuki!<czyt. Nułiki>
Usłyszeliście jakby trzaskające się szkło i nagle z zza stalowych drzwi wpadł do pomieszczenia mężczyzna w podeszłym wieku.Był bardzo kościsty, miał krótkie, potargane szare włosy, szpiczasty nos, na którym widniały przekrzywione, założone do góry nogami, mosiężnę okulary. Ubrany był w czerwoną lużną szatę przypominającą szlafrok. Przez chwile był zły i już miał powiedziec Ridaselowi co o nim myśli, gdy nagle ujrzał was, schował się za młodzieńcem i nerwowo spytał, głosem który przypominał skrzek ropuchy:
-Co to to tu robi?-nerwowo patrzył na orki i drowa.
-Spokojnie, oni przybyli w Waterdeep, ich łódź jest zepsuta, chcą ją naprawic i interesuje ich co tu się dzieje.-odpowiedział Ridasel uspakajając alchemika.Starzec spojrzał na nich przez chwile, jakby chciał się upewnic, po czym zaproponował żeby usiedli. Po czym zapalił kadzidełka w kątach pomieszczenia(całe pomiszczenie wypełnił zapach truskawek, jerzyn i malin). i wyszedł przez niedomknięte drewnianie drzwi.
Ridasel się usmiechnął do was i powidział:
-Proszę usiądźcie, on odpowie wam na wszystkie pytania-po czym zasiadł na jednym z krzeseł.
Po chwili powrócił Nuki, targał ze sobą srebrną tacę z filiżankami, imbryczkiem i herbatniczkam, które swoją droga nie wyglądały zbytnio aptycznie. Rozdał filiżanki i porozlewał herbatę po czym usiadł, poprawił okulary, spojrzał po waszych twarzach:
-A więc chciecie znac historię tego miejsca?Wszystko zaczęło się, gdy te drzewa były jeszcze mało oto Gendieusz przybył na tę dziewiczą wyspę...
-Oni chą znac tę najnowszą historię-przerwał mu Ridasel.Alchemik spojrzał na niego z niedowierzaniem:
-przecież ona nie jest taka interesująca-patrzył błagalnym wzrokiem na was, lecz gdy nie ustępowaliście powiedział, jego skrzekowaty nudny głos, zamienił się w skrzekowaty głos staruszka, któremu się przeszkadza w popołudniowej drzemce:
-No więc od dwóch lat w mieście mieszkają demony. Stwory okropne i złe. Szukają czegoś, co chyba jest na terenie naszej wioski, bo odzieliły naszą osadę od reszty wyspy. Początkowo opanowały las,nikt kto zapuścił się do lasu nie powrócił żywy, potem zaczęly niszczyc nam zbiory, wkońcu zaczęły nas zabijac. Boją się światła, bo spotkac można je tylko w nocy. Dwa tygodnie temu podpaliły naszą osadę. Chcą nas stąd wykurzyc, ale nie mamy dokąd pójśc... Kto wie... gdyby nie Lord Reim to pewnie już dawno byśmy byli martwi.-spojrzał na was, po czym podłożył wam zielonkawe herbatniki pod nos i powiedział:-Spróbujcie, naprawde dobre!
 
Loona jest offline