| Podążał wraz ze swoimi towarzyszami za Ridasalem wsłuchując się monolog... Dotarli w końcu do chatki. Po wejściu Verax'a ogarnęło zdumienie, i to nie tylko to złe, także i to dobre. Prawie jak w katakumbach klasztornych, całkiem przytulnie, tylko gdyby nie ta stęchlizna... Ale cóż, bywa.
Nagle zza stalowych drzwi wypadła persona w szlafroku. Verax bym zdeczko zaskoczony, ale i ten staruszek obudził w nim wspomnienia z pobytu w klasztorze Ależ On podobny do naszego zakonnego alchemika. Ileż bym dał by znów zobaczyć tamte okolice... .
Po chwili wszyscy już siedzieli a niebawem na stole znalazła się herbata z czymś co niegdyś można by nazwać herbatnikami. Gdy staruszek zaczął HISTORIĘ wyspy, kapłanowi wymskło się: Nie, nie chodzi....- ale Ridasal, opanował sytuację ratując uszy wszystkich od usypiającego wykładu Dzięki Ci Lathanderze!- powiedział w myślach po czym już wsłuchiwał się w odpowiednią wersje historii popijając filiżanką herbaty. -Orgrimie możesz nie mieć racji, mogą to być "jakieś" demony i boją się tylko światła słonecznego, a światło ognia nie robi na nich wrażenia. Lecz z drugiej strony mogą to być słuszne podejrzenia, może ktoś po prostu udaje "demony" by wykurzyć was stąd?
Co do reszty, już nie miał więcej jakikolwiek pytań, bo wszystkie już padły.
Ostatnio edytowane przez Verax : 04-03-2008 o 15:37.
|