Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 01-21-2008, 08:32   #42
Adr
 
Adr's Avatar
 
Reputacja: 5 Adr jest po prostu świetnyAdr jest po prostu świetnyAdr jest po prostu świetnyAdr jest po prostu świetny
$: 52 303
Patrick Winship


W namiocie było czuć jeszcze atmosferę nocy. Ciemność wymieszana z zapachem kadzidełka wisiała w powietrzu. Nieład i chaos panujący w ciasnawym wnętrzu nie zaskoczył Patricka. Mieszkając w namiocie ciężko utrzymać porządek. Inne zdanie miałaby pewnie ciocia Patricka – Anna Burton. Jej olbrzymi, wymuskany i pedantycznie wysprzątany salon wypełniony markowymi meblami nijak nie dał się porównać do tego pomieszczenia.

Patrick usiadł na łóżku i przyglądał się ustawionemu w kącie obrazowi. Obraz przedstawiał uśmiechniętego lisa albinosa stojącego na dwu łapach, pijącego z butelki z wymalowaną trupią czaszką i trzymającego w łapce papierosa, z którego unosił się zielonkawy dym.

Lilly była wyraźnie rozbawiona i zaczęła badać Patricka jak lekarz uśmiechała się przy tym zawadiacko. Patrick początkowo trochę zmieszany, po chwili poczuł jak wypełnia go niezwykła lekkość. Poddał się nastrojowi zabawy jaki stworzyła Lilly w myśl zasady, że dobry humor to najwspanialsza i wyjątkowo zaraźliwa „choroba”. Podczas oględzin lekarskich chętnie poddawał się wszystkim czynnościom samozwańczej pani doktor. Nawet wypiął język pokazując, że nie ma nic do ukrycia. Po czym oboje roześmiali się głośno.

Nagle dziewczyna wyciągnęła zielony termos z wymalowanymi różnokolorowymi kwiatami i podała Patrickowi jakiś płyn:

- Będziesz żył, ale wypij to. – Lilly orzekła diagnozę.
- A nie jest to czasami taki specyfik, jak tamten? – powiedział Patrick wskazując na obrazek w kącie.
- To sok porzeczkowy, na pewno Ci nie zaszkodzi.

Lilly opowiadała jak wspaniałe są uczucia podczas palenia. Z niezwykłą ekspresją zaprezentowała wizualizację „odlotu”. W towarzystwie tej ekscentrycznej dziewczyny Patrick zapomniał zupełnie gdzie jest i jak się tu znalazł. Poczucie czasu i przestrzeni skurczyło się do rozmiaru mysiego pisku i skryło się w ciemnej dziurze wyrytej w ścianie świadomości.

- Pyszne! Dziękuje. – rzekł Patrick.
- Podobał Ci się list? Alice Madhatter to ja – wyjaśniła Lilly.
- TY! Chyba żartujesz. – zdziwił się Patrick. Humor zagasł jak rozdeptany niedopałek.
- "Mała Lilly" tak na mnie mówi Marc. Zabawnie, prawda?
- Bardzo zabawne – odpowiedział chłopak. Na potwierdzenie tych słów próbował się uśmiechnąć, ale czuł, że uśmiech wyszedł sztuczny i nienaturalny. Lilly z pewnością to zauważyła.

„Czy to możliwe? Czy ta dziewczyna to naprawdę Alice Madhatter – matka mojej matki.”

Patrick zamilkł i nie spuszczał wzroku z Lilly. Lustrował ją od stóp do czubka głowy. Przymknął oczy i porównywał dziewczynę z obrazem matki, który nosił w pamięci. Nosek i uśmiech. Identyczne. Rzęsy i brwi. Zupełnie inne. Dłonie?

Dłonie to najlepszy identyfikator. Patrick z opowiadań swojej matki wiedział, że Alicja miała niezwykle delikatne dłonie. To był jej sekret, którego nigdy nikomu nie wyjawiła.

- Mogę zobaczyć Twoje dłonie?
- zapytał Patrick. Lilly wyciągneła ręce przed siebie uśmiechała się oczekując kolejnej zabawy jak młody kociak. Patrick spoważniał. Wyciągnął drżące ręce. Dotknął. Absolutnie delikatne.

- Podobają Ci się moje dłonie?
- zagadnęła Lilly – Marc też je uwielbia. Nie pozwala mi męczyć rąk. Jest cudownym człowiekiem. Ale chodźmy do twoich kolegów – pociągnęła go za sobą na zewnątrz.
 
__________________
"Słowo jest aktem, postawą, stawaniem się na wezwanie, wykonywaniem mocy. Słowo zawsze jest czarem: budzi niebezpieczną lub dobroczynną moc. Kto wypowiada się, ten wywiera wpływ, lecz także się naraża. Dlatego nazwy są konieczne, ale i niebezpieczne. Słowo jest mocą decydującą. Kto wypowiada słowa, wprawia w ruch moce."
Adr jest offline