Nocy byÅ‚a w szczytowym okresie swojej egzystencji. ByÅ‚o bardzo ciemno, a Å›wiatÅ‚o dawaÅ‚y ciaÅ‚a niebieskie, latarnia morska górujÄ…ca nad magazynem i lampy uliczne, zapalone wczeÅ›niej przez strażników miejskich. Lampy staÅ‚y na drodze, która miaÅ‚a doprowadzić uciekinierów na marienburskie molo. Póki co oni jeszcze nie chcieli opuÅ›cić miejsca gdzie byli wiÄ™zieni. Walczyli zażarcie. Naprzeciwko piÄ…tki istot stanÄ…Å‚ sam w bezpoÅ›rednim starciu krasnolud-zbir. To byÅ‚o gÅ‚upie posuniÄ™cie jak nie maÅ‚o gÅ‚upich posunięć zrobionych przez impulsywne krasnoludy. GÅ‚upia pokraka dostaÅ‚a zatrutÄ… gwiazdkÄ…, o maÅ‚o co nie straciÅ‚a oka przez czar przez osobnika tak znienawidzonej przez krasnale rasy – elfa i na domiar zÅ‚ego straciÅ‚ kilka litrów krwi przez cios od współplemieÅ„ca. I nie zanosiÅ‚o siÄ™ na poprawienie sytuacji.
Krasnal nie mógł liczyć na kolegów z gangu Srebrnych Trzewi.
Lilawander rzucił czar, który skutecznie sparaliżował magazyn. O ile siła woli gangsterów nie okaże się zbyt wielka nie było szans by poruszali się nie szybciej niż spacerowym krokiem. Czar przywołał gęstą, czarną mgłę, która zasłoniła wejście do magazynu. Każdy kto wszedł w chmurę nie widział nic i nawet jeśli mógłby dzięki sile umysłu zrobić jakąś bardziej złożoną czynność taką jak bieganie to nadal mógł nie wydostać się z gęstej mgły. Chmura osnuła nawet człowieka z muszkietem-towarzysza krasnoluda. Jednak dzięki swojej siły woli potrafił on oprzeć się otępiającej mocy zaklęcia i pobiegł na wprost tam gdzie znajdował się jego dowódca.
Snorii ma do niego 9 metrów pozostali 11.
Ku przeciwnikowi zbliżali się uciekinierzy. Może by ich ciosy dosięgły nieszczęśnika, ale mocarny zabójca demonów już ścierał się ze współplemieńcem. Będąc szybszym od niego zadał mu trzy potężne ciosy swoim ciężkim, dwuręcznym młotem. Jeden cios wytrącił młot przeciwnika z jego rąk, młot zrobił wiele hałasu obijając się o betonowe podłoże jednocześnie kalecząc je niemiłosiernie. Ręce spuchły i wyglądały jak dwa dorodne, duże, czerwone pomidory. Rzezimieszek wzniósł i skrzyżował swoje łapy w rozpaczliwej próbie obrony. Drugi cios opadł na blokujące łapy robiąc sobie przejście i gniotąc klatkę piersiową jednookiego zbója. Ręce odskoczyły na bok, a oponentowi od ciosu w klatkę zabrakło tchu. Opadł on na kolana nie robiąc już nic równocześnie godząc się ze swoim losem. Najważniejsze było, że umrze w walce. Ostatni cios młota opadł na głowę przeciwnika robiąc z niej miazgę. Kości czaszki ustąpiły potwornej sile i młota, i krasnoludzkiego mocarza. Broń zabójcy przedarła się do mózgu pozbawiając życia nieszczęśnika. Zwłoki z otwartą czachą padły u stóp zwycięscy.
Kiedy zbir, który nie dawno strzelał do krasnoludzkiego zabójcy demonów zobaczył co się stało z ich dowódcą w jego oczach pojawił się strach. Przed ucieczką powstrzymało go wejście innych przestępców. Dwaj ludzie którzy na początku walki poszli z wiadrami gasić węgiel teraz wyszli z niego trzymając puste wiadra. Kiedy wychodzili ze składu za nimi pojawił się dym co chyba znaczyło, że ogień ciągle trawił skład.
-
O wy cwele! Czekajcie no! OdpÅ‚acimy siÄ™ wam za Moriego! – KrzyknÄ…Å‚ jeden z gaszÄ…cych i zaczÄ…Å‚ biec w waszym kierunku.
Obaj wyciągnęli po samopale czyli pistolecie. Mieli jeszcze miecze przytroczone do pasów.
Snorii do nowoprzybyłych miał 14 metrów.
Mark,
Gordo i reszta 16 metrów. Assassin krzyknął:
-
Spieprzajmy stąd! Zaraz tu się zbiegną ludzie! Chodźcie!
Wyraźnie nie podobał mu się pomysł by toczyć walkę z Trzewiami, ale nei uciekał lecz czekał na decyzję innych. Od strony muru, czyli na drodze prowadzącej do molo uciekinierzy usłyszeli kroki...
Różne rodzaję broni palnej:
Ci którzy dopiero wyszli ze skłądu mają broń numer 5, a człowiek, który został z Morim ma tą największą broń.