| Alfred nie mógł krzyczeć, strach nie pozwolił mu wykrztusić z siebie słowa. Serce zaczęło uderzać szybciej, biło tak szybko i mocno, że czuł je w koniuszkach palców. Całe życie przebiegło mu przed oczami. Widział swoją rodzinę: ojca, matkę i dziadka, który zawsze miał dla niego jakąś ciekawą opowieść. Przed oczami zobaczył też kudłatą mordkę Burzy, zrobiło mu się żal, że nie znalazł jej i nie mógł się z nią pożegnać. Wszystko to trwało sekundy, chwilę.
- Teraz Cię puszczę, ale jeśli tylko krzykniesz . . . - rzekł gniewnie męski głos i szczurołap poczuł na skroni zimne żelastwo - Odstrzelę Ci łeb. - Napastnik puścił Alfreda, który szybko sie odwrócił i zaczął się przyglądać z kim ma do czynienia.
- Co się tak gapisz jakbyś Najświętszą Panienką zobaczył?? - Niziołek nić nie odpowiedział nadal wpatrując się w człowieka. Zastanawiał się co taki osobnik mógłby chcieć od kogoś takiego jak on.
- Widziałem Twój kamień. - To stwierdzenie było jak cios dla Alfreda. Początkowo nie wiedział co robić, widok pistoletu paraliżował go. Jednakże, gdy napastnik schował broń poczuł się trochę lepiej.
- Jaki kamień? - zapytał i jednocześnie sięgnął ręką do małej torebki przytwierdzonej do pasa. - Czy o ten kamień ci chodzi panie? - powiedział wyjmując z torebki jeden z kamieni będących amunicją do jego procy. Kamień ten był największy jaki posiadał i ledwo mieścił się w dłoni niziołka. Nie czekając na odpowiedź rzucił nim prosto w twarz nieznajomego celując w oczy i szybko zerwał się do ucieczki kierując się do karczmy.
__________________ Nic nie zostanie zapomniane,
Nic nie zostanie wybaczone. Księga Żalu I,1 |