| -Dzień dobry- Przywitałem się z kucharką przechodząc przez próg kuchni.-Dzień dobry, zapraszam do stołu- starsza pani, o anielskim głosie, zaprosiła nas do posiłku. Dziękuje. delikatnie skłoniłem w jej stronę głowę. Jednak zanim zasiadłem powiesiłem jeszcze swoją torbę, kapelusz i pas z moimi srebrnymi Coltami na żelaznym wieszaku w koncie.
Gdy w końcu zasiadłem nasza gospodyni się przedstawiła -Nazywam się Rose, jestem żoną naszego burmistrza, miło mi państwa poznać.- Jak już wszyscy przedstawiliśmy się naszej gospodyni rozpoczęła się kolacje. Ja jeszcze tylko według starego zwyczaju złączyłem dłonie nad stołem i delikatnym szeptem odmówiłem modlitwę dziękczynną, dziękując Panu za ten posiłek. -Dziękuje Ci Panie za te dary, które tu spożywamy.(...) Pobłogosław nam abyśmy zawsze zdrowi wracali do domów swych.-
Poczułem jak ślinka zaczyna mi cieknąć. -Cudownie pachnie!- powiedziałem, chwyciłem za widelec, oraz lekko wygięty nóż, i małymi kąskami, tak jak mnie tego uczono zacząłem jeść. -Cudownie panie gotuje- postanowiłem nawiązać rozmowę z gospodynią. -Dziękuje, miło mi że państwu smakuje- usłyszałem odpowiedź.
Tak rozpoczęła się miła pogawędka, która trwała jeszcze z 15 minut za nim panienka Emma i Reyland podziękowali za posiłek i udali się na spoczynek. Po chwili również mechanik na opuścił. Ja spokojnie dokończyłem posiłek starając się rozbawić panią Rose kawałami, które kiedyś tam zasłyszałem. Po posiłku zaoferowałem swą pomoc przy sprzątanie, lecz nasza gospodyni zdecydowanie się temu sprzeciwiła, gdyż jak to powiedziała -Nie grzecznym by było prosić gościa o pomoc w kuchni. W ten sposób można tylko nieszczęścia na dom swój sprowadzić! Jeszcze raz dziękuje bardzo. Życzę panu miłej nocy. -To ja dziękuję, kolacja była przepyszna. To ja już pójdę. Dobranoc pani. Odparłem. Było tuż po zmroku. Pozbierałem swoje rzeczy, jeszcze raz się pożegnałem i udałem do pokoju. Jakimś szczęśliwym trafem udało mi się trafić do ostatniego pustego pokoju. Sam pokoik nie był jakoś specjalnie urządzony. Okno, podajże na wschód, trzy twarde materace ustawione pod jedna ścianą oraz dwie, zbite naprędce szafki. Cholera co za dno.Pomyślałem. Wybrałem materac najbliżej okna. Drżącymi z nerwów rękami poukładałem torbę, rewolwery oraz kapelusz w okolicach poduszki. Postanowiłem sprawdzić rewolwery, jednak drżącymi rękami nie byłem w stanie nawet naładować naboi.Pieprzyć to! Rzuciłem oba Colty. Garnitur powiesiłem na składanych wieszakach, które zawsze mam w torbie. Cały pogięty, kurwa! Moje ruchy stawały się co raz bardziej nerwowe gdy podszedłem do okna. Oczywiście cholerne okno nie chciało się otworzyć. Omal nie wyważając zawiasów, udało mi się przesunąć zaczep i je otworzyć. Odetchnąłem świeżym wieczornym powietrzem. W oddali gdzieś zawył wilk. Rozglądając się po otaczających mnie szczątkach, zapewne pięknego niegdyś miasta rozmyślałem. ....Pieprzony świat...., pieprzoni ludzie... pieprzone życie... Nie wiem nawet kiedy z torby wyjąłem to pudełko. Małe, metalowe, zimne w dotyku, zawiera cały sens życia ludzkiego. Otwarłem je. Ze środka wyjąłem szczykawkę i buteleczkę. Napełniłem szczykawkę przeźroczystym płynem i drżącymi rękami powolutku zatopiłem igłę w żyle. Od razu zadziałało. Szary, bezbarwny, zmierzający do zagłady świat, nagle nabrał kolorów, nagle stał się wesoły, nagle za chciało mi się żyć..
__________________ "Celem jest szczęście, brak cierpień, wszelkie przyjemności. Dlaczego mamy się bać śmierci, jeżeli gdy my jesteśmy to jej nie ma, a gdy nas nie ma, to śmierć jest?"
Epikur z Samos |