| Sumar rozglądał się po miasteczku szukając oznak krasnoludzkiego życia w tym mieście. Znalazł i ucieszył się niezmiernie. Postanowił pogadać z jakimś w karczmie, o ile będzie, i zapożyczyć sobie kilka monet na toporec.
Weszli do karczmy... karczma była jak karczma:
Nawet spora, czysta. Po, po środku były stoliki z zasranymi elfami, ale po lewej stronie był duży barek z ludźmi i... krasnalami, a jakże. Sumara ucieszyło to niezmiernie. Reszta pozostała mu obojętna. "Część rozrywkowa" krasnala jak na razie nie interesowała.
Wtedy Sumar wraz z kompanami dostrzegł znajomego koleżkę ze lasu. - Ooo? - wykrzyknął zdumiony - Hejże, witoj. - ledwo zdążył powiedzieć i dostał plaskacza prosto w policzek. Nie on jedyny, reszta kompani też dostała. Sumara tylko zaciekawiło, czy Veren też oberwał, bo jakoś nie zdążył tego zobaczyć. Ale musiałoby to wyglądać dość zabawnie. - No to teraz jesteśmy kwita. W porządku. Zarobiłem co nieco więc zapraszam. Dosiądźcie się. Ej, mości karczmarzu. Piwo dla moich towarzyszy. - Emmm... - Sumar potarł policzek - Ale myśmy nie kcieli cie tam ostawić... to niechcący. - zażartował lekko. - I dzięki za piwo - dodał za chwile z błogim uśmiechem na twarzy. Sama myśl o piwie wprawiała go w niesamowicie dobry nastrój. Niemal zapomniał o zgubionym, kochanym toporku.
Jednak to co czuł krasnal w tej chwili, z niczym nie równało się temu, co poczuł za kilka następnych sekund. - Niech ci służy w waleniu wroga. - usłyszał głos Garreta, po czym odwrócił się do niego i jego oczom ukazało się nic innego jak jego piękny, idealnie wyważony topór z idealnym łukiem ostrym jak brzytwa. Przynajmniej w mniemaniu Sumara.
Krasnal postarał się wziąć od Garreta topór nie wyrywając go, po czym powiedział, a raczej wyjąkał podziwiając topór: - O ty.. rzesz w mordę ylfa, tyś mi topór przyniósł! Dzięki największe, po prostu wiarę w ludzi żeś u mnie podbudował. Podług mnie ludzie to zawsze byli parszywe skąpcy i szubrawcy i same inne takie, ale widzę żeś ty dobry człek. - mówił szczęśliwy - Jok chcesz to i dawaj mi drugiego plaskacza. - uśmiechnął się szeroko.
Przez to wszystko Sumar nawet nie zauważył, że nie ma z nimi Alfreda. Nie usłyszał też pytania Garreta o niego. Tak go ten topór zafascynował, że przez chwilę nawet zapomniał jak się nazywa i co tu robi. Myślał sobie o wszystkich chwilach spędzonych z straconym, a następnie odzyskanym toporkiem.
__________________ "Chuaig mé 'na Rosann ar cuairt Gur bhreathnaigh me uaim an speir" |