| Konie uwiązane do drzew dawno już były, inaczej ktoś musiałby je przez całą noc pilnować, aby nie odeszły. Z kolei nie chodziło tylko o to, aby konie przywiązać, gdyż te tak się rwały i szarpały, że albo sobie albo sąsiadom mogły uczynić krzywdę. Felix nie odszedł więc do obozu, mimo, że zimno wkradało się w każdy zakątek jego ciała a skostniałe palce już zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Czuł, że gdyby nie zmagazynowane pokłady siły, dawno już uległby zwierzęciem i wichurze. - Nie mogę – zakrzyknął przez wiatr i szum. Sam ledwie słyszał Heinricha, domyślał się więc, że i sam mówił względnie cicho, jak na te warunki. Powtórzył więc solidniej - Nie złamię rozkazu, Piona dałby mi nieźle w kość. Mieliśmy pilnować koni, więc to robimy, obaj. Sam zresztą nie dasz rady, tu przecież nie o wilki chodzi lecz o zmagania z samymi końmi. Żaden wilk w taką pogodę nie wyjdzie na polowanie, tak jak i człowiek odpuści w takich warunkach. Felix był zdziwiony propozycją Wilka, pracując we dwójkę czuł, że już nie wyrabia, a jeszcze miałby zostawić Heinricha samego? Piona obiecał pomoc, a pomoc się przyda, Felix ani myślał zostawiać towarzysza samego z całą gromadą wierzchowców – najcenniejszej rzeczy o jaką przyszło im zadbać. |