| Hawk siedział ponury i wkurzony. Wpakował się w jakąś cholerną kabałę i miał straszną ochotę zapalić. Z niewesołą miną gryzł w ustach zabraną z baru wykałaczkę. Im dłużej myślał nad ta całą sprawą tym mniej mu się podobała. Popatrzył spode łba na nowego. Gdyby nie wpadł i nie urządził takiej kraksy penie widziałby co się stało z Louise. Albo to co się z nią stało nie miałoby okazji się stać. Cholerny świat. Zmełł w ustach wiązankę przekleństw i powiedział tylko: -Biorę pierwszą wartę. Nowy, ty mnie potem zmienisz.
Po czym ruszył dookoła obozowiska szukając dobrego stanowiska. Po chwili wdrapał się na resztkę piętra domu w którym się rozłożyli. Miał stąd niezły widok na teren dookoła. Rozłożył swój brezent na maleńkim kawałku zachowanej podłogi. Uniósł karabin i przez jego celownik uważnie zlustrował okolicę. Znów miał straszna ochotę zapalić ale jakikolwiek ogień w takim miejscu w jakim stał to jak transparent z napisem "Hej! Tu jesteśmy!". Poza tym głód tytoniowy powinien go uchronić przed zaśnięciem na warcie. Przywarł do kawałka zwalonej ściany, w mroku nocy zlewając się z nią całkowicie. Cały czas obracał głową jak ptak którego imię nosił. Wbijał oczy w ciemność i wytężał słuch. Był czujny jak zawsze.
__________________ Oj Toto to już chyba nie jest Kansas...
"Ideologia zawsze wynika z przyczyn osobistych, ja nie podaję wrogowi ręki chyba, że chcę mu połamać palce"
A macie gogle? |