| Snorri kiedy tylko wdrapał się na wóz, bo tych komicznych ruchów jakie wykonywał podczas dziwnego wskakiwania i podciągania się na deski, nie było mowy, by nazwać akrobatycznym wskokiem. Usiadł w pierwsze bliższe miejsce nie oglądając się czy ktokolwiek tam siedzi. Odpychając ewentualną taką osobę siada. Ale nie zważał na drobne niuanse ten szaleniec. Gdzieś w głębi umysłu, zakrytego grubą warstwą dumy i szaleństwa dobrze wiedział, że jest jednym z lepszych wojowników Imperium, a może nawet jednym z lepszych wojowników Świata. I ta wiedza była motorem działania krasnoluda. Szukał śmierci w chwalebnej walce, ale nie wiedział już, gdzie jej szukać. Każdy spoglądając nawet na tą miniaturową karykaturę istoty humanoidalnej odczuwał lęk i strach. Jego wygląd był dodatkową bronią, dzięki której miał jeszcze większe szanse w boju. Jednak nic nie przychodzi za darmo. Cała ta otoczka która się utworzyła wokół krasnoluda miała swoją cenę, odzwierciedloną w jego psychice. Nie wiadomo tak na prawdę ile ma on schorzeń psychicznych, jednak mówienie pod nosem nim na pewno było.
-HA! Co za zdechłe gobliny. Już dziecko ma więcej odwagi, niż te kmiecie. HAHA! Poznikali zaraz jak tylko zauważyli, że krasnolud poległ. Dureń! Nie widział z kim walczy? Ma nauczke. Więcej nie będzie tak robić. Co za głupota. Oczywiście, że nie będzie już więcej tak robić. Bo nie żyje. A te robaki się pochowały i poznikały, bo wiedzieli kto biegnie.
Kiedy tak sobie mamrotał i dość głośniej zawoływał swoje zuchwalskie "HA" wziął butelkę i zrobił kolejny łyk z flaszy a potem na nowo zawiązał ją u pasa. Otrząsnął się i wezbrał w sobie flegmę po czym splunął gdzieś w ulice.
__________________ "...a ścieżka, którą podążać będą zaścieli trawy krwią bezbronnych i niewinnych. Szczątki ludzkie wskrzeszać będą do swych armii aż do upadku wszelkiego życia. Nim słońce..." |