| -Nic nie rozumiecie, wy tępe brudasy?!-zawołał z wozu Elran, próbując przekrzyczeć wrzaski goblinów.-Nie widzieliście mikstur, które wyciągnąłem, niby przypadkiem spod wozu? To miał być znak. Ta karawana była umówionym celem, mieliśmy przyjść zaraz po niej. Nie wiem, co na to Mistrz, ale ja oddałbym takich darmozjadów wilkom. Niesiemy magiczny amulet dla Mistrza, więc lepiej zaprowadźcie nas do niego jak najprędzej. Ostrzegam, bez zaklęcia, które znam tylko ja, amulet będzie bezużyteczny.
Gobliny jakby przez chwilę się zatrzymały. Popatrzyły po sobie, jeden z nich nawet podrapał się po głowie, ale po chwili wraski znowu się odezwały, ze zdwojoną siłą. Belegris walczył jak oszalały, wszędzie było go pełno. Tu unik, tam cios, blok, ale sam wiedział, że długo tak nie wytrzyma. Musi znaleźć jakieś inne wyjście. Przedarł się przez obronę jednego z zielonoskórych, ale tylko lekko ranił go w rękę. Był już zmęczony tą walką. Nagle coś go zatrzymało od tyłu. Okazało się, że oparł się plecami o drzewo. Las wydawał się jedynym ratunkiem.
Elran przełknął ślinę, gdy kolejna salwa łuczników przeleciała mu nad głową. Poczuł ból w prawej ręce, ale na szczęście strzała drasnęła go tylko przecinając koszulę. Jego przemowa chyba nie na wiele się zdała. Belegris był odcięty przez gobliny, Brog właśnie rozpoczynał swoją walkę. Jedynym rozwiązaniem była by uczieczka w stronę Procambur.
Tymczasem Brog został osaczony przez dwóch goblinów. Jeden z nich przechylił się do przodu chcąc uderzyć krasnoluda swym mieczem, ale jego cios zatrzymał się na tarczy krasnoluda. Drugi z goblinów korzystając z okazji starał się zaskoczyć Broga, ale ten znał goblińskie sztuczki i uskoczył do tyłu. Odetchnął głęboko, złączył swe ręce, zamknął oczy i po cichu wypowiedział słowa modlitwy. Z jego rąk wydostał się jasnoniebieski promień, który uderzył w ziemię. W tym miejscu zaczęła się unosić mgła, która powoli nabierała kształtów, by po chwili uformować się na kształt psa. Gobliny spojrzały przestraszone. Nagle ta dziwna mgła rzuciła się jednemu z nich do gardła zachalpując drugiego goblina krwią.
Jeźdzcy na wilkach z krzykiem popędzili swe wierzchowce. Są coraz bliżej. |