Marius przeklinał sam siebie, że nie nałożył na dłonie rękawic. Nie wiedział czy jeszcze może ruszać palcami, czuł jedynie nieludzki ból wywołany mrozem. Nie wiedział czy zaraz nie odpadną mu ręce. Słyszał, że tak mogą się skończyć odmrożenia, odmrożone kończyny odpadają os ciała jak sople spadające z dachu. Nie miał czucia w dłoniach, lecz dzięki wysiłkowi czuł jeszcze resztę swojego ciała. wiedział, że może jeszcze kolka razy przerzucić śnieg. Jednak czy było warto? Przez głowę przeszła mu myśl, że walka z żywiołem jest nie możliwa i że są na straconej pozycji. Pomyślał, że lepiej się poddać, bo ta wichura to nie przeciwnik któremu można spojrzeć w oczy i przewidzieć jego ruch. Wyprostował się i już miał wbić szpadel w śnieg, gdy zjawili się
Niedźwiedź i
Piona, natychmiast zaczęli kopać w śniegu. Cezar ponownie zaczął kopać, nie mógł być gorszy, nie mógł okazać sie tchórzem. Jeśli oni mieli jeszcze nadzieję na przetrwanie to on chciał im pomóc ja przedłużyć.
[Rzut w Kostnicy: 85]