| Uruchomiłeś silnik i podjechałeś kilka budynków dalej. Wszedłeś do środka w momencie kiedy znów się rozpadało. W barze nie było dużo osób, jakiś biznesmen z dolnej półki, parka siedząca w loży w koncie i grupka nastolatków przy jednym z stolików. Pod jedną z ścian był kontuar za którym można było kupić kebab, frytki i inne niezdrowe rzeczy. Goście mogli usiąść albo przy stolikach albo przy którejś z czterech loży. Ściany zdobiły fotografie tropikalnych widoków tak różnych od miejskiej dżungli. Gdy wszedłeś dostałeś dwa sms'y, jeden po drugim jakby nadawcy się zmówili.
Pierwszy był John:
"Grupy uderzeniowej Ci nie załatwię bez zgody Fishera ale jeden z szefów bostergangów ma u mnie dług, powinien się zgodzić chociaż z punkami różnie bywa."
Drugi był krótki:
"juz pracuje dostaniesz w e-mailu wszystko co uda mi sie zdobyc rozliczymy sie potem" |