Elfka poza specyficznymi cechami wyglądu swej rasy, o dziwo wyróżnia się od braci swojej krwi.
Ma szpiczaste, długie uszy i smukłą budowę ciała, co akurat dla jej rasy nie jest niczym nadzwyczajnym.
Charakteryzuje się długimi, sięgającymi za łopatki, białymi włosami, które dumnie oplatają jej szyję, muskają policzki i głaszczą ramiona za każdym razem, gdy wiatr poniesie je w nic nieznaczący, aczkolwiek uroczy taniec. Wtedy to pojedyncze kosmyki włosów opadają nierówno na lica bądź czoło, skąd zawsze delikatna i smukła dłoń zgarnia je z powrotem na swoje miejsce. Twarz ma o delikatnych rysach, niewielki nosek oraz pełne, brzoskwiniowe usta dodają jej uroku i sympatycznego wyrazu zaś pełne zieleni oczu, bystrości i niezbadanego buntu, którego nie sposób opisać. Jej wzrok zawsze jest gdzieś zagubiony, błądzi po bezkresach nieistniejącego świata na krótko zaszczycając kogoś swym spojrzeniem, a potem znów wraca w nieznane, jakby tam czekało go coś szlachetnego.
Od większości elfów wyróżnia ją skromny wzrost, bowiem ma zaledwie 167cm wysokości. Niezbyt długie, zgrabne nogi, nieco szerszy, równie zgrabny tyłek oraz wspaniała, atletyczna budowa ciała, to coś, czego nie sposób nie zauważyć. Ubiór Lilianum bywa mylny. Jest dość skromny, żeby nie powiedzieć, że zużyty. Ręce, poza palcami u dłoni i ramionami, ma zasłonięte długimi, brązowymi rękawicami, na których wyraźnie widoczne są zszycia. Właściwie, cały jej ubiór jest koloru tego samego brązu. Bluzka jest właściwie jedynie po to by zasłaniać kuszące części jej korpusu, jakimi są piersi nieskromnego rozmiaru. Górna część garderoby zawiązywana jest z przodu na sznureczki, z tyłu zaś ma mocne, trudne do rozerwania zapięcia i wiązania, które zresztą i tak zasłania mocno trzymający się plecak, który podczas szybkiego biegu nie majta się w tę i z powrotem. Jej długie, przylegające do ciała spodnie są stworzone po to by nie krępować ruchów. Niestety, podczas licznych podróży materiał został lekko nadszarpnięty, co sprawiło, że na przedniej części lewego uda, oraz zewnętrznej prawego, powstały porwania, które, bądź co bądź, dodają dziewczynie słodkości. Przy pasie ma bukłaczek oraz przypiętą, bardzo małą torbę, luźnie trzymającą się na szerokości jej bioder. Na samym początku uda ma czarny pas z pochwą, mocno zaciśnięty wokół uda, w którym trzyma niezbędny sztylet.
Poza tym na jej stopach spoczywają wysoko podbite, wygodne buty, długością sięgające prawie aż za łydkę.
Lili siedziała jak wryta. Całkowicie oniemiała. Mimo iż otworzyła usta, milczała. Ruszała tylko od czasu do czasu jakby już miała wydobyć z siebie jakiś dźwięk jednak kończyło się to niczym.
Już jak mężczyzna wyszedł uniosła lekko na wysokość twarzy rękę i zaczęła wymachiwać pomału wskazującym palcem, jakby karała dziecko jednak w zwolnionym tempie.
Gdy drzwi do gospody zamknęły się za mężczyzną, a ten zniknął wydusiła z siebie.
- On nie był w pełni normalny - powiedziała kpiąco z niedowierzaniem. Była wprost oburzona. Jeszcze naskoczył na nią gadając o przeznaczeniu, które nie istnieje! To, że przyszli tutaj było czystym przypadkiem! Pewnie każdy z nich miał zły dzień, każdemu z osobna przydarzyło się coś naprawdę niesympatycznego.
Dziewczyna spojrzała ukradkiem na smutnego
chłopca siedzącego obok niej. Jego oczy. Te wielkie oczy patrzyły na nią z takim zainteresowaniem.
Lili poczuła jak na jej twarzy maluje się różany rumieniec. Potrząsnęła głową zasłaniając go włosami. Odwróciła głowę w kierunku dziecka.
- Ej, wszystko w porządku? - spytała urokliwie i uśmiechnęła się. Chciała by ten uśmiech był szczery, ale zwyczajnie nie miała ochoty uśmiechać się. Jegomość strasznie ją zirytował. Do pełni furii brakowało jej jeszcze tego, by zwrócił się do niej w skrócie! Czuła, że chyba nie wyszedłby z tego cało, nie dziś po tym co ją spotkało.
Najpierw mężczyzna, który ją podwiózł. Drwił z tego, że jest elfką, a potem, że ma takie imię! Na domiar wszystkiego nazywał się Eten. Cała ta sytuacja trochę ją przerosła. Trochę, mówiąc delikatnie.
- Jestem Lilianum - powiedziała radośnie jakby do wszystkich jednak najbardziej zwracała się do chłopca. Było jej go bardzo szkoda.
"Phi, przeznaczenie...biedny chłopczyk" - pomyślała ze smutkiem.
- A Panowie z "przeznaczenia", jak się zwą, jeśli można spytać? - rzekła odwracając głowę w stronę reszty towarzystwa. Słowo "przeznaczenia" powiedziała z ironią i kpiną.