Wyświetl Pojedyńczy Post
Stary 02-02-2008, 20:51   #8
Chrapek
 
Chrapek's Avatar
 
Reputacja: 1165 Chrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumnyChrapek ma z czego być dumny


Polonia, Kancelaria Imperialna, Gabinet Kanclerski.

Kanclerz, Minister Propagandy Sohaczew, szef Departamentu Informacyjnego Lange, oraz szef Departamentu Relacji Międzygwiezdnych Dąbrowski, siedzieli ponuro patrząc się na stojący przed nimi holograf. Po raz setny słuchali właśnie przekazu przywódcy Cephei.
"...Senat jest przykrywką, która ma zataić ich słabość. Cepheia była dawniej silnym narodem, który jednak został bezpodstawnie zaatakowany przez Imperium..."
- Dobrze, że udało nam się znaleźć i zdezaktywować system autodestrukcji tego cacka - powiedział w zamyśleniu Lange. Jego wygląd był przeciwieństwem tego, jak wyobrażać sobie można szpiega: otyły, z krótkimi włosami przyciętymi na szlachecką modłę i zupełnym brakiem karku. Pozory jednak, rzecz oczywista - myliły. Lange zaopatrzony był w cechy charakteru które czyniły z niego doskonałego szefa wywiadu; zaś knucie i doszukiwanie się spisków było jego drugą naturą. Co bardziej złośliwi mówiąc o nim, z rezerwą podchodzili do słowa "druga".
- Tak, i teraz musimy się z tym męczyć... - Sohaczew podpierał ręką brodę. Miał pod oczami sine worki, świadczące o tym, że nie marnuje on ostatnio zbyt wiele czasu na coś tak prozaicznego jak sen.
- Jeszcze raz - kanclerz podszedł do holografu, tak jakby chciał spojrzeć w oczy mówiącej do niego istoty - Jesteś pewien autentyczności tego przekazu?
- Na sto procent, Kanclerzu - odpowiedział tubalnym basem Lange - Zrobiliśmy testy kwantowe, analizę spektrum, analizę chemiczną... A poza tym, to przyszło w poczcie dyplomatycznej. Ciężko pomyśleć, żeby...
- Naprawdę uważa pan, Lange, że dla szpiega obcego państwa tak ciężko jest się dostać do poczty dyplomatycznej?
- Nie, ale...
- A pan by to potrafił?
- Oczywiście...
- Więc nie mam więcej pytań - Kanclerz był skrajnie zmęczony i zły na tą całą sytuację.
- Zastanówmy się na chłodno - zaproponował Dąbrowski - Jeżeli założymy że nie jest to prawda...
- To albo ktoś chce wywołać zamęt w Rządzie...
- ... Albo jest to wstęp do inwazji - mruknął Sohaczew.
- Cholera, biorąc pod uwagę alternatywy, to z tego wszystkiego chciałbym wierzyć że ten przekaz jest prawdą - warknął Sapieha - Ale przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wysyła takiego przekazu, gdzie każdy go może przechwycić!.. Czy ci ludzie słyszeli o czymś takim jak subtelna wiadomość?! - Kanclerz opadł ciężko w fotelu.
- Joachimie, musisz wziąć pod uwagę, że to nie są ludzie - odezwał się zza stołu Sohaczew - Pamiętaj że myślą i postępują inaczej.
- Właśnie to mnie martwi - mruknął Sapieha - Może to jest ich sposób na grzeczne zaproszenie do sojuszu, a może sondowanie kto jest na tyle głupi żeby pozwolić im się do siebie zbliżyć.
Przez chwile w milczeniu wpatrywali się w holograficzną postać.
- Mamy tekst, nie mamy dowodu. Myślą, że uwierzymy im na słowo? - paranoja Langego ujawniła się w pełnej postaci.
- Już ci mówiłem, to nie są ludzie - Sohaczew poprawił się w fotelu - Może dowody nie są im wcale potrzebne żeby sobie wzajemnie wierzyć?
- Tak czy inaczej, powinni brać poprawkę, że nam są potrzebne. - Kanclerz wyrwał się z zamyślenia.
- Co teraz? - Dąbrowski nie zamierzał sam podejmować jakielkolwiek decyzji.
- Teraz możemy uznać to za bzdurę i zapomnieć, uznać to za prawdę i nie pokazać tego po sobie, albo próbować się z nimi kontaktować. - Lange prócz obsesyjnej paranoi dysponował jeszcze analitycznym umysłem.
Kanlerz wziął głęboki oddech.
- Dobra, zrobimy tak. Dąbrowski - przygotuje pan standardowy pakt o nieagresji, i pakt obronny. Zobaczymy jak Cephai'czycy na to zareagują. Wyśle mi go pan do autoryzacji, a potem przekaże Styczyńskiemu. To raz. Pan, Lange, ma zrobić wszystko żeby się o nich jak najwięcej dowiedzieć. Jeśli pan musi, niech pan stworzy całą siatkę szpiegowską. Historia, kultura, socjologia, rząd, armia... Chce mieć wszystko, rozumie pan?
- Oczywiście, Kanclerzu.
- A pan, Sohaczew przypilnuje żeby do mediów nie wyciekła nawet drobna wzmianka o tym incydencie. Wypełnijcie czas czymś optymistycznym. Jeżeli znajdziesz kogoś, kto rozpowszechnia tą informację, stosujesz na nim paragraf sto pierwszy, rozumiemy się?
Sohaczew skinął głową.
- Panowie, nie muszę powtarzać, że ta rozmowa jest tajna. Chyba, że chcecie żebym był zmuszony zastosować na Was paragraf sto pierwszy - zebrani uśmiechnęli się słabo. Żart był iście makabraczny.
Paragraf sto pierwszy mówił bowiem: "Na karę śmierci skazuje się obywatela który rozpowszechnia informacje destabilizujące porządek państwa i prowadzące do złamania ładu publicznego"...

Polonia, Nowy Kraków, Senat Imperialny.



Gmach senatu nie wyróżniał się szczególnie pośród innych cudów jakie oferował Nowy Kraków. To niepozorne miejsce skrywało jednak ponadwiekową tradycję i jako takie traktowane było z najwyższymszacunkiem, mimo pewnych mankamentów estetycznych.
Senatorowie zebrali się punktualnie, zaś Kanclerz otworzył posiedzenie. W głowie miał ciągle fakt, że to Imperator zwołał posiedzenie, co było dosyć niespotykane. Ale najdziwniejsze było, że jeszcze się nie pojawił. Sapieha usiadł na swoim miejscu, a princeps, pierwszy z senatorów i przewodniczący izby podjął się dalszego prowadzenia obrad:
- Szanowni senatorowie, wszyscy z Was dostali dokumenty dotyczące dzisiejszych obrad. Zaczniemy od Planu Rozwoju, przygotowanego przez Ministerstwo Administracji Planetarnej.
Na mównicę wszedł Minister odpowiedzialny za projekt, po czym porządkując kartki na pulpicie zaczął mówić:
- Jak sądzę zapoznali się państwo z projektem, przypomnę więc tylko po krótce, co jest planowane. Projekt zakłada przekazanie funduszy Imperialnych na podniesienie statusu infrastrukturalnego Polonii. Planowane jest powiększenie sektora ekonomicznego, budowa sieci defensywnej, rozszerzenie sektora infrastrukturalnego, budowa bram tachionowych na orbicie...
Kanclerz słuchał tego jednym uchem. Zastanawiał się ciągle co też może chcieć Imperator. Tymczasem princeps zarządził głosowanie, i wyniki pojawiły się po chwili na tablicy świetlnej. Zgodnie z przewidywaniem, uchwała przeszła. Zresztą, senat był tylko formalnością. Nie zdarzyło się jeszcze tak, żeby odważył się on sprzeciwić rządowi. Przynajmniej nie w taki, otwarty sposób.
- Następnie poddaje pod debatę Uchwałę o Kolonizacji i Rozszerzeniu Granic Imperium.
Teraz podniosła się wrzawa; co było zresztą do przewidzenia. Ktoś z partii republikańskiej poczerwieniały na twarzy darł się, że jest za wcześnie; inny z Partii Konserwatywnej krzyczał coś o "zachowawczych republikańskich błaznach". Kanclerz ziewnął przejmująco. "Krzyczą jakby naprawdę ich krzyk miał jakiś wpływ na rządy" - pomyślał. Takim jak oni trzeba dać się wywrzeszczeć; to sprawia że z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku idą w cholerę i nie przeszkadzają. Tymczasem senator republikanów pieklił się coraz bardziej i Sapieha spojrzał już kątem oka w stronę gwardzistów imperialnych stojących przy wejściowych drzwiach. W końcu głosowanie przeszło.
Fundusze dla Departamentu Informacji - uchwalone.
Werbunek nowych oddziałów Armii Imperialnej - uchwalone.
Ach, jakie te budżetowe posiedzenia są diabelnie nudne!
W tym momencie drzwi sali obrad otworzyły się z hukiem i do środka wparował Imperator, ciągnąc za sobą swoich dworzan, krążących wokół niego niczym satelity.
Cesarz bezpardonowo wszedł na mównicę.
- Drodzy senatorowie, kanclerzu, ministrowie - zaczął - Nie często zwołuje posiedzenia senatu. Po prawdzie - nie zrobiłem tego jeszcze ani razu, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to w dalszym ciągu leży w dobrym guście poczekać z rozpoczęciem obrad na swojego władcę, prawda?
Kanclerz teatralnie przewrócił oczami w geście udawanego znudzenia.
- Pierwszą rzeczą jaką przysięga rząd i jego kanclerz jest: "działać w interesie państwa". Kanclerz jest opoką, fundamentem i sterem Imperium. Ale to senat jest jego sumieniem. Co więc, jeżeli kanclerz działa bez sumienia, tając kluczowe informacje przed wami, reprezentującymi lud? Oto mam przed sobą dowód na to, że kanclerz Sapieha ukrył przed wami wstrząsającą rzecz! - Imperator umieścił kryształ pamięci w czytniku i przed senatorami zmaterializowała się holograficzna postać... Cepheia'ńczyka, którego nagranie przeglądał dziś rano kanclerz wraz ze swoimi współpracownikami!
- ...Senat jest przykrywką, która ma zataić ich słabość. Cepheia była dawniej silnym narodem, który jednak został bezpodstawnie zaatakowany przez Imperium...
Sapieha zerwał się z krzesła pobladły na twarzy. Imperator tryumfował.
"Czy ten idiota wie co zrobił?!" - krzyczał w myślach kanclerz.
Na sali tymczasem rozpętało się piekło. Kanclerz opadł ciężko na swoje krzesło. To i tak było za mało żeby rząd upadł. Jego partia poprze go w Senacie. Ale to oznaczało coś, czego Kanclerz obawiał się już pierwszego dnia, słysząc wieści o nowym Imperatorze.
To oznaczało wojnę.
I jeden z nich podczas tej wojny zginie...

Sektor 001b, Baza Gwiezdna "Grunwald", ORP Jaskółka.



Komandor porucznik Ostrowski przechadzał się po swoim nowym okręcie. Mały, zwinny, elegancki. Doskonały okręt lekkiego wsparcia. No i użądlić też potrafi zdrowo.
- Komandorze, mamy przekaz podprzestrzenny z admiralicji. Oznaczony jako priorytetowy - zastępca dowódcy podał mu rozkazy wydrukowane na ognioodpornym papierze.
- Kody potwierdzone, rozkaz autentyczny - dodał oficer gdy Ostrowski zmierzył go pytająco wzrokiem. Komandor rozwinął papier:

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Do: ORP Jaskółka
Od: Admiralicja Imperialna
Rozkaz 42b/12
Podjąć działania eskortowe wobec ORP Kolumb do sektora 045c. Wykonać wcześniej zwiad i zabezpieczyć teren po zakończeniu operacji.
Dodatkowe dane dotyczące misji w załącznikach.
Ogłasza się II stopień gotowości dla całej Floty.
Koniec.
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Komandor podniósł brwi w geście zdziwienia. Drugi stopień gotowości? Stan wyjątkowy? Zdaje się, że trzeba było jednak oglądać od czasu do czasu serwisy informacyjne. W każdym razie, to było tyle jeśli chodzi o wakacje.
- Zabezpieczyć włazy, rozpocząć procedurę odcumowywania - wydał rozkazy - I zacznijcie powoli rozgrzewać silniki tunelowe - ukradkiem sięgnął po tabletkę przeciw chorobie nadprzestrzennej. Nigdy jakoś nie przepadał za uczuciem zaginania czasoprzestrzeni...

Vrath, Senat Galaktyczny, Gabinet Ambasadora Styczyńskiego.

Ciało ambasadora Styczyńskiego leżało samotnie pod ścianą. Przy jego biurku siedział człowiek bliźniaczo podobny do świętej pamięci nieboszczyka. Będzie się musiał wkrótce pozbyć ciała, ale cóż, w służbie Imperatora trzeba liczyć się i z takimi trudnościami. Zanim jednak pozbędzie się trupa musi stać się naprawdę Ambasadorem Styczyńskim. Czy raczej - musi przekazać tekst traktatu Ambasadorowi Cephei. To będzie pierwszy egzamin jego skuteczności.
Wprawdzie jego zadaniem było działanie ku interesom Imperatora, a tekst pochodził z Kancelarii, to pseudo-Styczyński miał zamiar sumiennie wykonywać "swoje obowiązki". Był w końcu patriotą. A dopóki rozkazy nie szkodziły Najjaśniejszemu Panu, a działały w interesie Imperium, dopóty miał on zamiar w całości się poświęcić aby je wypełnić.
Wstał od stołu i spojrzał krytycznie na zwłoki prawdziwego Styczyńskiego. Naprawdę będzie się go musiał niedługo pozbyć. No i czy ten stary gad musiał obryzgać swoją posoką ścianę? Jak on to teraz wywabi?!..
 
__________________
There was a time when I liked a good riot. Put on some heavy old street clothes that could stand a bit of sidewalk-scraping, infect myself with something good and contageous, then go out and stamp on some cops. It was great, being nine years old.
Chrapek jest offline