Dzisiaj na TVP1 obejrzałem:
Arsene Lupin
Film o tyle ciekawy, że przetrzymał mnie przed telewizorem niecałe 2 godziny (niecałe, bo pierwsze pół godziny straciłem, bo nawet o filmie nie wiedziałem). Opowiadał historię tytułowego Arsen'a francuskiego złodzieja, mistrza charakteryzacji, inteligentnego i szarmanckiego. Jest to kolejna ekranizacja wzorowana na książkach Maurice Leblanc.
Film nie ukrywam spodobał mi się, fakt, że nie przerywano go co 15 minut reklamami był dodatkowym plusem.
Fabuła zagmatwana odrobinę i choć miejscami przewidywalna, ogólnie rzecz biorąc trochę myliła. Po prostu zbyt wiele tam jak dla mnie było zwrotów akcji. Lepiej wyszło by to, gdyby film wydłużono i podzielono na dwie części.
Efekty specjalne sÄ… na solidnym poziomie, im nic do zarzucenia nie mam.
Scenografia i kostiumy, tu trzeba przyznać twórcy się popisali. Zdjęcia są piękne, a szczegółowość czasami powala.
Muzyka jako taka nie istnieje, szczerze przyznam, że nie usłyszałem żadnego w filmie, jeśli były to wpisały się w tło idealnie, wcale nie zwracając na siebie uwagi.
I największa wada filmu. Aktorzy. Ci zagrali fatalnie, główny bohater był odegrany bez wyczucia i kompletnie spartaczono duży potencjał. Wątek romansowy praktycznie nie został odegrany, choć okazji było mnóstwo.
Podsumowując film choć wiem, że nie najlepszy mi się spodobał. Czemu? Nie wiem. Może dlatego, bo jest łatwy w odbiorze i po kilku co cięższych pozycjach był przyjemną odmianą. Ale ogólnie raczej nie poleciłbym, chyba, że ktoś bardzo lubi akcję, niespodzianki tego tu jest aż zbyt wiele.
Dla mnie 5/10